Są takie mecze, które powodują u fanów przyspieszone bicie serca. W Portugalii niewątpliwie tego typu efekty wywołuje słynne „O Classico”, a więc starcie FC Porto z Benfiką Lizbona. Są to bowiem dwie najbardziej utytułowane ekipy kraju, które stale walczą ze sobą o status dominatora portugalskiego futbolu.
Od pewnego czasu drużyna „Smoków” jest niezwykle bliska sercom kibiców z kraju nad Wisłą. Powodem takiego stanu rzeczy jest zakontraktowanie aż trzech reprezentantów Polski. Już od pewnego czasu w drużynie znajduje się bowiem Jan Bednarek oraz Jakub Kiwior. Raptem kilka dni temu szeregi zespołu zasilił również niekwestionowany talent rodzimego futbolu – Oskar Pietuszewski.
Wyżej wymieniona trójka znalazła się w kadrze meczowej na środowe spotkanie z Benfiką. Był to arcyważny mecz, bowiem do „O Classico” doszło na etapie ćwierćfinału tegorocznej edycji Taca de Portugal. Stwarzało to więc niepowtarzalną okazję do wyeliminowania odwiecznych rywali z gry o upragnione trofeum.
Bednarek znów to zrobił. Polak bohaterem pierwszej połowy portugalskiego hitu
Już od samego początku czuć było ogromną stawkę tego spotkania. Piłkarze obu drużyn nie zamierzali obchodzić się delikatnie ze swoimi rywalami. To skutkowało ogromną ilością mniej, lub bardziej brutalnych przewinień. Jedno z nich zakończyło się kilkuminutową przerwą w grze, spowodowaną urazem Martima Fernandesa. Defensor FC Porto ostatecznie podniósł się jednak z murawy i kontynuował swój udział w tym arcyważnym meczu.
W ostatnim czasie Jan Bednarek wyrósł na niekwestionowanego bohatera „Smoków”. Zazwyczaj jego świetne występy skupiały się jednak na wypełnianiu obowiązków defensywnych. W starciu z Benfiką reprezentant Polski postanowił popisać się również swoimi umiejętnościami w ataku. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła wprost na głowę świetnie ustawionego Bednarka. Ten nie wahał się ani chwili, oddając pewny strzał w kierunku bramki rywali. Golkiper z Lizbony nie miał w tej sytuacji najmniejszych szans. Tym sposobem Jan Bednarek wyprowadził swoją drużynę na jednobramkowe prowadzenie w hitowym spotkaniu z odwiecznym rywalem.
Trafienie defensora z kraju nad Wisłą wlało w serca jego kolegów z drużyny potężne pokłady pewności siebie. Dalsza część pierwszej połowy zdecydowanie należała do graczy FC Porto. Byli oni niezwykle szczelni w obronie, dzięki czemu piłkarze z Lizbony nie dali rady doprowadzić do szybkiego wyrównania.
Atmosfera na murawie wciąż była mocno napięta. Niestety, tuż przed przerwą doszło do bardzo nieprzyjemnej sytuacji. Po jednym ze starć na murawę padł bowiem Richard Rios. 25-letni Kolumbijczyk wyraźnie sygnalizował ból w okolicy barku. Interwencja medyczna wykluczyła dalszy udział piłkarza w meczu. Jego miejsce zajął Georgiy Sudakov.
Przykre wydarzenie nie dało jednak do myślenia piłkarzom obu drużyn. Raptem kilka chwil później doszło do ostrej szamotaniny w wyniku której żółte kartoniki obejrzeli Amar Dedić, Vangelis Pavlidis oraz Samu Aghehowa. Taka sama kara spotkała również Jana Bednarka, który w późniejszej akcji dopuścił się faulu na rywalu.
Do przerwy zawodnicy Porto mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia swojego prowadzenia. Żadna z wypracowanych akcji nie zakończyła się jednak golem. Tym samym losy ćwierćfinałowego starcia Porto z Benfiką wciąż pozostawały otwarte.
Dwa upadki Jana Bednarka. Polak nie podejmował niepotrzebnego ryzyka
Zarówno Jose Mourinho, jak również Francesco Farioli nie zdecydowali się na przeprowadzenie zmian w przerwie meczu. Pierwszy celny strzał w drugiej połowie spotkania oddał wspomniany wcześniej Pavlidis. Diogo Costa nie miał jednak większych problemów ze złapaniem futbolówki.
W okolicy 53. minuty byliśmy świadkami sytuacji, która wlała niepokój w serca kibiców z kraju nad Wisłą. Na murawę samoczynnie upadł strzelec premierowego gola Jan Bednarek. Polak wskazywał na mięsień czworogłowy, jednocześnie wysyłając jednak uspokajające sygnały w kierunku trenera. Na szczęście Bednarek szybko powrócił po tym incydencie do gry.
W dalszej części meczu wspomniany Diogo Costa miał kilka okazji do zaprezentowania swoich bramkarskich umiejętności. Portugalski golkiper stawał na wysokości zadania, dzielnie broniąc wypracowanego prowadzenia.
W 61. minucie doszło do pierwszych zmian po stronie FC Porto. Na murawie zameldowali się William Gomes oraz Rodrigo Mora. Boisko opuścili natomiast Borja Sainz i Gabri Veiga. Na ławce rezerwowych wciąż pozostawał trzeci reprezentant kraju nad Wisłą Oskar Pietuszewski.
Mimo wprowadzenia świeżej krwi, nieco większą inicjatywą wykazali się gracze Benfiki. Coraz częściej meldowali się oni pod polem karnym gospodarzy, próbując zagrozić ich prowadzeniu. Akcjom podopiecznych Mourinho brakowało jednak nieco dokładności, dzięki czemu defensorzy Porto długo neutralizowali zagrożenie.
Niestety, w okolicy 75. minuty meczu Jan Bednarek ponownie upadł na murawę. W kierunku Polaka natychmiast ruszył zespół medyczny, wyposażony w nosze. Na szczęście Bednarek ponownie wstał o własnych siłach. Polak wolał jednak nie ryzykować i chwilę później opuścił plac gry, będąc zastąpionym przez Alana Varelę. Z boiska zszedł również Martim Fernandes, a w jego miejsce na murawie zameldował się Alberto Costa.
Obraz tego meczu mógł ulec całkowitej zmianie tuż przed doliczonym czasem gry. Piłka trafiła bowiem do ustawionego kilka metrów od linii bramkowej Pavlidisa. Grek miał stuprocentową okazję do wyrównania stanu rywalizacji. Brak odpowiedniej decyzji sprawił jednak, że futbolówka minęła jego nogę, a chwilę później opuściła pole karne FC Porto. Błąd ten ostatecznie kosztował Benfikę odpadnięcie z tegorocznej edycji rozgrywek Taca de Portugal. FC Porto mogło natomiast świętować ogromny sukces, którego ojcem został Jan Bednarek.
- Nerwowo na San Siro. To nie tak miało wyglądać, Zieliński już był gotowy
- Pajor sprowadzona na ziemię. Popis Barcelony w hicie, Polka była tłem

Jan BednarekMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFPAFP

Kadr z meczu FC Porto – Benfica LizbonaNurPhotoGetty Images

Kadr z meczu FC Porto – Benfica LizbonaJOSE MANUEL ALVAREZ REYGetty Images
AS Roma – Torino FC. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
