Cena najważniejszego surowca, bez którego Kreml nie jest w stanie dopiąć rosyjskiego budżetu państwowego — ropy Urals — spadła poniżej 40 dol. [ok. 145 zł] za baryłkę. Po raz pierwszy od pięciu lat — poinformował w środę 14 stycznia serwis The Moscow Times.
Średnia cena w grudniu 2025 r. spadła do 39 dol. 18 centów [ok. 142 zł] za baryłkę, czyli o 13 proc. mniej niż w listopadzie i aż o 41 proc. mniej niż w styczniu tego samego roku. W efekcie rosyjska ropa eksportowana w styczniu 2026 r. była wyceniana najniżej od maja 2020 r., czyli od apogeum pandemicznego załamania gospodarczego.
Spadek cen był skutkiem nałożenia przez USA sankcji na Rosnieft i Łukoil. To z kolei doprowadziło do rekordowo wysokich dyskont [czyli przecen] ropy Urals względem Brent na Morzu Czarnym i Bałtyku: aż 26–28 dol. [ok. 94-101 zł] na baryłce.
Jeśli ten spadek potrwa dłużej, Moskwa może odkryć, że sankcje nie zabijają od razu — one wykrwawiają powoli.
Większość analityków szacuje, że około jedna czwarta rosyjskiego budżetu federalnego jest bezpośrednio uzależniona od dochodów z zagranicznej sprzedaży energii. Niskie ceny eksportowe ropy stanowią więc bezpośrednie zagrożenie dla finansów państwa: mogą doprowadzić do dotkliwych deficytów i nakręcenia inflacji.
W planach na 2026 r. rosyjski rząd przewidywał jedynie niewielki deficyt — przy założeniu, że ropa będzie kosztować 59 dol. [ok. 214 zł] za baryłkę, czyli ponad dwa razy więcej niż obecnie.
Zachodnie sankcje, ich coraz ostrzejsze egzekwowanie oraz ostatnie działania USA wymierzone w największych rosyjskich producentów pod koniec 2025 r. i na początku 2026 r. uderzyły w rosyjskie wpływy z eksportu. Wzrosło ryzyko transportu, co zmusiło eksporterów do korzystania z „floty cieni” pływającej pod fałszywymi banderami, by omijać sankcje — a dodatkowo do oferowania klientom dużych rabatów.

Tankowiec z rosyjskiej „floty cieni” (zdj. ilustracyjne)Photo Magistr / Shutterstock
Na świecie ropa podobnej jakości, ale pochodząca spoza Rosji np. Brent, kosztuje obecnie ok. 63–65 dol. [ok. 228–235 zł] za baryłkę. Jednak kluczowi nabywcy — tacy jak Indie czy Chiny — coraz częściej wahają się, czy kupować rosyjską ropę na większą skalę, obawiając się, że same zostaną objęte sankcjami USA i UE.
Łowy na tankowce Rosji
Narastająca międzynarodowa kampania uderzająca bezpośrednio w działanie tankowców z rosyjskiej „floty cieni” również ograniczyła zdolność Rosji do regularnego dostarczania ropy na rynek.
To dodatkowo zmusza sprzedawców do oferowania jeszcze większych obniżek. Niektóre interwencje — jak wtorkowe ataki dronów na cztery tankowce pod „wygodnymi banderami”, które miały transportować ropę w pobliżu portu Noworosyjsk nad Morzem Czarnym — przybrały wręcz formę klasycznych uderzeń militarnych Ukrainy. Ich celem było zatopienie lub zniszczenie jednostek.

Czarnomorsk. Tutaj Rosja zaatakowała dronami na morzuMapy Google
Inne przypadki — jak prowadzony pod przewodnictwem USA pościg trwający dwa tygodnie i obejmujący 2 tys. mil morskich za tankowcem pod rosyjską banderą, zakończony przejęciem statku przez załogi straży przybrzeżnej — miały charakter skomplikowanych działań organów ścigania, których celem było zatrzymanie jednostki omijającej sankcje.
Od października 2025 r. tankowce prawdopodobnie kontrolowane przez Rosję były zatrzymywane, abordażowane, atakowane, a w rzadkich przypadkach nawet zatapiane — w rejonie cieśnin, u wybrzeży Libii, we wschodniej części Morza Śródziemnego i na południowo-wschodnim Atlantyku. Tylko w samym grudniu UE ogłosiła objęcie sankcjami kolejnych 41 tankowców wykorzystywanych w dużej mierze przez Rosję.
Rząd Wielkiej Brytanii — kluczowy dla egzekwowania sankcji ze względu na skupisko firm ubezpieczeniowych w Londynie i na terytoriach zależnych UK — rozważa nowe prawo, które pozwalałoby sprzedawać ładunki rosyjskiej ropy przejęte na sankcjonowanych tankowcach. Uzyskane w ten sposób środki miałyby pomóc finansować dostawy broni i sprzętu wojskowego dla Ukrainy.
Putin zaklina rzeczywistość
Tymczasem wysocy urzędnicy Kremla, z prezydentem Władimirem Putinem na czele, twierdzą, że sankcje — a nawet otwarte przechwytywanie rosyjskich tankowców — nie wpłyną istotnie na rosyjską gospodarkę, która według nich ma „solidne podstawy”.
Putin, komentując 23 października 2025 r. nowe sankcje USA wymierzone w Rosnieft i Łukoil, stwierdził, że przeciwnicy Rosji są słabi, a rosyjska gospodarka potrafi przetrwać wstrząsy w sektorze energetycznym.
Jeśli chodzi o sankcje — przede wszystkim nie ma w tym nic nowego. Tak, są one dla nas poważne i mogą mieć pewne konsekwencje, ale nie wpłyną znacząco na kondycję naszej gospodarki
— stwierdził.
Z kolei 19 grudnia podczas ogólnokrajowego programu telewizyjnego, w którym Putin odpowiadał na pytania „zwykłych” obywateli, podtrzymał narrację o stabilności mimo niemal zerowego wzrostu gospodarczego.

Prezydent Rosji Władimir Putin w Moskwie, 25 grudnia 2025 r.Contributor/Getty Images / Getty Images
— Spowolnienie wzrostu do około 1 proc. [z wcześniejszych wyższych poziomów] to świadoma decyzja władz i banku centralnego, by ograniczyć inflację… Gospodarka jest stabilna, stabilność makroekonomiczna jest zapewniona, bezrobocie jest rekordowo niskie, rezerwy międzynarodowe rosną… A my możemy stopniowo zwiększać tempo, utrzymując inflację w ryzach — oświadczył.
Jednak według statystyk rosyjskiego Ministerstwa Finansów pod koniec 2025 r. aż 56 z 89 regionów Federacji Rosyjskiej działało z łącznym deficytem 169 mld rubli [ok. 7 mld zł] — a wśród najbardziej zadłużonych znalazły się m.in. przemysłowe i zależne od energii regiony: Kemerowo, Irkuck, Jamalsko-Nieniecki Okręg Autonomiczny, obwód tiumeński oraz niżnonowogrodzki.
W odległej Republice Chakasji w środkowej Syberii, jak donoszą regionalne media, luka między wpływami podatkowymi a kosztami świadczenia usług publicznych sięgnęła 65–70 proc. W efekcie — od stycznia — wprowadzono „tymczasowe” ograniczenie wypłat wynagrodzeń dla większości pracowników sektora edukacji publicznej oraz ochrony zdrowia.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Ropne eldorado się wali
Z kolei według niepotwierdzonych doniesień niezależnych rosyjskich mediów, które po raz pierwszy pojawiły się 11 stycznia, bogaty w ropę i energetykę obwód saratowski — jeden z najczęstszych celów ukraińskich ataków dronowych na rafinerie w ostatnich ośmiu miesiącach — znajduje się de facto w stanie niewypłacalności z powodu niedoborów wpływów podatkowych.
Lokalne media cytowały deputowanego regionalnego parlamentu Aleksandra Anidołowa, który podczas posiedzenia dotyczącego planowania finansów powiedział, że Saratów „w praktyce jest w stanie defaultu”.
Władze regionu formalnie poprosiły rząd federalny o umorzenie ok. 12,5 mld rubli długu [ok. 574 mln zł], aby nie dopuścić do załamania lokalnych usług publicznych. Rosyjskie media głównego nurtu nie potwierdziły dotąd tych informacji.