Dla Władimira Putina rozpoczął się okres, w którym tzw. czarne łabędzie pojawiają się jeden po drugim, zaczynając układać się w nieprzyjemny wzorzec.

Zaczęło się od zawiedzionych nadziei związanych z Donaldem Trumpem i upadku oczekiwań na szybki „reset” relacji z Waszyngtonem. Później przyszedł wstrząs z Wenezueli: doniesienia o operacji Stanów Zjednoczonych wymierzonej w Nicolasa Maduro, która upokorzyła człowieka będącego jednym z symboli antyzachodniego obozu i obnażyła słabość partnerów Moskwy.

Jednocześnie w Europie coraz częściej mówi się o blokadach i presji prawnej wymierzonej w tankowce rosyjskiej „floty cieni”, które transportują objętą sankcjami ropę.

Wszystko to dzieje się w momencie, gdy niepowodzenia na arenie międzynarodowej i brak istotnego przełomu na froncie wojennym uderzają w reputację Putina najmocniej od buntu Prigożyna. Kreml znów coraz mniej przypomina tego, który narzuca tempo, a coraz bardziej goni za decyzjami podejmowanymi gdzie indziej. I właśnie w tym momencie najsłabszym ogniwem staje się „lojalny wasal”. Mnożą się doniesienia o krytycznym stanie zdrowia Ramzana Kadyrowa.

Wstydliwy sojusznik

Po co Putinowi Kadyrow? Patrząc pragmatycznie, „projekt Kadyrow” już dawno wyczerpał swoją przydatność jako narzędzie państwowe i coraz bardziej staje się źródłem kłopotów: prowokacyjne zachowanie, ostentacyjny przepych, poczucie, że może żyć ponad zasadami, własne normy religijne i coraz bardziej „arabizowany” styl publiczny, który oddala republikę od narracji ogólnorosyjskich.

Projekt był pomyślany jako element strategii Moskwy wspierającej „tradycyjny islam” na Kaukazie Północnym — miało to stanowić barierę przeciw wpływom Bliskiego Wschodu przenikającym przez religię. W tej logice Kadyrow mógł sobie pozwolić na wiele: regulował codzienne życie, narzucał normy ubioru, dyktował zasady dotyczące zarostu, a nawet szczegóły obrzędów, pokazując gotowość do tłumienia radykalnych nurtów brutalną siłą.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ale później zaczęły się zmiany, które z czasem uczyniły go toksycznym aktywem. Po konferencji islamskiej w Groznym w 2016 r. i przyjętej tam „fatwie” — która wywołała ostrą reakcję w Rosji i za granicą — Kadyrow stanął przed dylematem: czy pozostać „strażnikiem” linii Moskwy, czy szukać uznania wśród elit Zatoki Perskiej. Wybrał grę na dwa fronty: formalnie pozostał w rosyjskich ramach, zbliżając się jednocześnie do monarchii Zatoki i przyjmując dokładnie te praktyki, które wcześniej potępiał jako przejawy „wahhabizmu” — łącznie z demonstracyjnym stylem brody bez wąsów.

Gdy „strażnik strategiczny” zaczyna przypominać kanał obcych wpływów, państwo nieuchronnie zaczyna traktować go nie jak zasób, lecz jak zagrożenie. Koncentracja majątku ludzi Kadyrowa w krajach Zatoki tylko pogłębia jego uzależnienie od zewnętrznych patronów. Nawet udział Kadyrowa w wojnie przeciw Ukrainie, w tej logice, nie wzmocnił jego wizerunku, lecz go osłabił: zamiast skuteczności pokazywał coraz częściej wyreżyserowane nagrania, podtrzymując groźbą to, czego nie mógł udowodnić czynem.

Putin potrzebuje Kadyrowa, by podtrzymywać własny mit

Dlaczego więc Putin wciąż trzyma się Kadyrowa? Pierwszy powód to symbolika. Dla Putina Kadyrow jest jak głowa jelenia na ścianie myśliwego: trofeum „zwycięstwa” na Kaukazie i dowód dawnej chwały. Nie ma już znaczenia, jak zdobyto to trofeum, ile kosztowało krwi, pieniędzy i kompromisów — liczy się tylko, że podtrzymuje mit zwycięzcy. A Putin, zapatrzony w przeszłość, ma zwyczaj odwlekać nieprzyjemne decyzje tak długo, jak się da.

Drugi powód to przymus — i jest o wiele bardziej niebezpieczny. Kadyrow, razem z Wiktorem Zołotowem, stanowi ważny przeciwwagę w ramach „równowagi strachu” wokół Putina. Śmierć lub usunięcie Kadyrowa zmienia układ sił wokół prezydenta, burząc konfigurację budowaną przez dziesięciolecia.

Jest jeszcze trzeci poziom. Putin widzi „kadyrowców” jako osobiste zabezpieczenie na wypadek niepokojów wewnętrznych. Wierzy, że ci ludzie dla niego przeleją krew — nawet wobec pokojowej demonstracji lub części elity służb bezpieczeństwa. Nie ma takiej samej pewności co do lojalności „zwykłych” rosyjskich siłowików: w krytycznym momencie mogą odmówić odegrania roli kata.

Chaos w Czeczenii? FSB już zaciera ręce

Śmierć Kadyrowa uruchamia dwa procesy naraz — na poziomie federacji i republiki — i dlatego Kreml tak bardzo obawia się następstwa. Na poziomie federalnym zniknięcie Kadyrowa automatycznie osłabia obóz Zołotowa, który opierał się na czeczeńskim „zasobie” jako zabezpieczeniu przymusu, a jednocześnie wzmacnia Federalną Służbę Bezpieczeństwa (FSB). Łubianka zyskuje szansę przejęcia kontroli nad ostatnią w Rosji prawdziwie autonomiczną enklawą paramilitarną.

Trzy kluczowe postaci czeczeńskiej polityki. Od lewej: premier Magomed Daudow, deputowany Adam Dielimchanow i przywódca Ramzan Kadyrow w trakcie wizyty w Moskwie, 30 września 2022 r.

Trzy kluczowe postaci czeczeńskiej polityki. Od lewej: premier Magomed Daudow, deputowany Adam Dielimchanow i przywódca Ramzan Kadyrow w trakcie wizyty w Moskwie, 30 września 2022 r.EPA/MIKHAIL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL / PAP

Na poziomie regionalnym otwiera się okno dla brutalnej walki o władzę, bo w Czeczenii nie ma „neutralnej” ciągłości — jest tylko ponowny podział wpływów i gwarancji bezpieczeństwa. W tej logice głównym kandydatem staje się premier Magomed Daudow — protegowany Łubianki.

Jeśli FSB zdołało przełamać opór Kadyrowa i „zabetonować” Daudowa na stanowisku premiera, prawdopodobieństwo przekazania mu władzy gwałtownie rośnie. Służby prawie nigdy nie inwestują w postacie „tymczasowe”. Umieszczając tam Daudowa, FSB nie tylko zyskuje sterowalną republikę, przesuwa także balans sił w Moskwie, odbierając Zołotowowi jeden z ważnych instrumentów.

Dla klanu Kadyrowa oznacza to nieuchronny „reset” przywilejów: domniemany następca Adam Dielimchanow, jego bracia, oddziały paramilitarne i cała rodzinna struktura stają się zbędni i podatni na ataki. Stąd próby wypchnięcia syna Kadyrowa wyglądają bardziej na instynkt samozachowawczy niż przemyślaną strategię. Jeśli Daudow obejmie władzę w republice, zaczną się rozliczenia — stare upokorzenia, długi i niespłacone żale wobec klanu Kadyrowa zostaną wyciągnięte na wierzch.

W tym miejscu pojawia się najczarniejszy scenariusz. Zmiana przywództwa w Czeczenii może nastąpić w najtrudniejszym dla Kremla momencie — i stać się narzędziem większej gry. Moskwa może wygasić konflikt, ale może też cynicznie wykorzystać go jako zasłonę dymną. Jeśli sytuacja na froncie ukraińskim się pogorszy albo ruszy „dobór następcy” na szczeblu federalnym, może powrócić stara i sprawdzona pokusa: kontrolowana eskalacja w Czeczenii, potem „przywracanie porządku” i pojawienie się nowego „bohatera”, który żelazną ręką ratuje Rosję.

Nie chodzi o to, że plan jest już przygotowany. To jedynie hipoteza o tym, jak system radzi sobie, gdy nie ma już czym maskować swoich klęsk. Metoda jest znajoma: ćwierć wieku temu strach i wojna w Czeczenii pomogły Putinowi zostać „zbawcą”.

Początek końca Putina?

Czarne łabędzie uderzają nie tylko w politykę zagraniczną Putina, ale też w jego wewnętrzne symbole i filary. Jeśli Kadyrow odejdzie, Putin straci jednocześnie trofeum, przeciwwagę i „osobistą gwardię”. W systemie opartym na osobistych więzach, wzajemnym strachu i kruchej równowadze grup taka strata niemal nieuchronnie wywoła walkę o kontrolę — i nie będzie to już „dostosowanie wewnętrzne”, lecz bezpośrednie zagrożenie dla Putina.

Ramzan Kadyrow, ówczesny wicepremier Czeczenii, i  Władimir Putin, prezydent Rosji. Soczi, 22 sierpnia 2004 r.

Ramzan Kadyrow, ówczesny wicepremier Czeczenii, i Władimir Putin, prezydent Rosji. Soczi, 22 sierpnia 2004 r.EPA/DMITRY ASTAKHOV/IZVESTIA PRESIDENTIAL PRESS SERVICE / PAP

Po ponad 25 latach u władzy znajduje się w ponurym położeniu: jego autorytet eroduje zarówno poza Rosją, jak i w kraju; nawet jego nietykalność we własnym aparacie państwowym przestaje być absolutna; a system równowagi między konkurencyjnymi obozami, który zbudował wokół siebie, zaczyna się sypać. To szachowy zugzwang: każdy ruch pogorszy sytuację, ale bezruch pogarsza ją jeszcze szybciej.

Im bardziej skomplikowany system, tym mniejszy wstrząs jest potrzebny, by pojawiły się pęknięcia. Autorytarny ustrój skupiony wokół jednej osoby jest, paradoksalnie, nie silniejszy, lecz kruchszy: zbyt wiele węzłów zależy od osobistych układów, lęków i wzajemnych gwarancji.

Dlatego „mały” czarny łabędź — taki jak śmierć Kadyrowa — może nie tylko wywołać konieczność wyłonienia nowych kadr, ale uruchomić reakcję łańcuchową: wojnę klanów, redystrybucję zasobów, załamanie się dotychczasowej równowagi i — z czasem — początek rozkładu samego systemu Putina.