Eleni, a naprawdę Helena Tzoka (gr. Ελένη Τζόκα) z domu Milopoulou (gr. Μυλοπούλου) urodziła się 27 kwietnia 1956 roku w Bielawie. Jej rodzice, Perykles i Despina Milopoulosowie wyemigrowali do Polski w latach 50., po wojnie domowej w Grecji. Eleni była ich dziesiątym, najmłodszym dzieckiem.
– „Ośmioro z nas żyje. Mam czterech braci i trzy siostry. Jestem najmłodsza, więc rozpieszczana przez swoje rodzeństwo. To, co wspominam i co było najwspanialsze w moim dzieciństwie, to ta serdeczność, ta miłość między rodzeństwem, miłość naszych rodziców, babci, która nami się opiekowała. Wyrastałam w takim duchu, gdzie dużo się śpiewało” – opowiadała o swoich młodzieńczych latach w wywiadzie dla Radia Niepokalanów.
Eleni dorastała w Bielawie, gdzie ukończyła szkołę podstawową oraz Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego. Równolegle uczyła się też w szkole muzycznej w klasie gitary.
Eleni: Rok na scenie zamienił się w całe życie
Eleni debiutowała w szkolnym zespole muzycznym „Niezapominajki”, później śpiewała w licealnym żeńskim tercecie wokalno-instrumentalnym „Ballada”, a po maturze związała się ze studenckim zespołem „Hellen”. Nie myślała jednak poważnie o scenie – marzyła o karierze nauczycielki wychowania muzycznego, ale nie dostała się na studia. Roczną przerwę w nauce wykorzystała więc na koncerty z zespołem Prometheus.
– „Pomyślałam sobie, że właściwie mogę pomóc trochę rodzicom finansowo, bo był to zespół, który pracował zawodowo i zarabiał. Ja przez rok odciążę rodziców, a potem znów będę zdawała na studia” – zdradziła w jednym z wywiadów.
Faktycznie, pod koniec lat 70. Prometheus robił międzynarodową karierę, koncertował po Europie, a jego członkowie zarabiali bardzo dobre pieniądze. Planowany rok zamienił się w kilkadziesiąt lat.
Pierwszy album w formacie płyty winylowej pod tytułem „Po słonecznej stronie życia” artystka nagrała z Prometheusem w 1977 roku. Zespół koncertował, zarówno w Polsce jak i za granicą, ale Eleni miała apetyt na więcej. W 1980 roku zdecydowała się więc na karierę solową i wydała debiutancką płytę „Ty – jak niebo, ja – jak obłok”.
W tym momencie dyskografia wokalistki liczy siedemnaście płyt, nie licząc wielu kompilacji. Do największych hitów Eleni należą m.in.: „Po słonecznej stronie życia”, „A słońce sobie lśni”, „Na miłość nie ma rady” czy „Za wszystkie noce”. Eleni sięga też oczywiście regularnie po greckie utwory i jest niekwestionowaną królową polskich kolęd. Otrzymała osiem „Złotych Płyt” oraz dwie „Platynowe Płyty”.

Eleni rozkochała Polaków w greckich rytmach Bogdan HrywniakEast News
Wielka miłość i wielka tragedia
Współpraca z zespołem Prometheus przyniosła Eleni nie tylko popularność i pieniądze, ale także miłość. Założycielem zespołu był Kostas Tzokas, który poznał wokalistkę ze swoim bratem.
– „Kostas miał brata Fotisa, zakochaliśmy się, wzięliśmy ślub. Miałam 20 lat, kiedy urodziła się nasza córka Afrodyta. Byliśmy szczęśliwi, mieliśmy wszystko, młodość, siebie, miłość, cudowną pracę” – wspominała w wywiadzie dla „Super Expressu”.
Na początku małżonkowie mieszkali w Policach, skąd pochodził Fotis. Gdy na świat przyszła Afrodyta, przenieśli się do Poznania. Eleni szła jak burza, lansując kolejne hity, a mąż zawsze stał z boku, pracując jako dźwiękowiec podczas koncertów.
– „Mój mąż jest dla mnie przyjacielem, a ja – jako żona – jestem przyjacielem dla niego. Często doświadczam tego, np. w sprawach zawodowych. Pracujemy w tej samej branży, a mimo to potrafimy o tym rozmawiać godzinami. Nawet jeżeli widzimy się krótko, bo akurat ja wróciłam, a mąż wyjeżdża, to często się kontaktujemy, choćby telefonicznie, i wszystko uzgadniamy, omawiamy. Po wielu latach wspólnego życia jesteśmy przyjaciółmi” – mówiła Eleni w wywiadzie dla kwartalnika „Życie Wieczne”.
W styczniu 1994 roku los wystawił jednak małżonków na ciężką próbę – Afrodyta zginęła z rąk byłego, chorobliwie zazdrosnego chłopaka.
Afrodyta poznała Piotra G., gdy miała zaledwie 13 lat. Rozstali się w 1993 roku, ale mężczyzna nie umiał i nie chciał pogodzić się z jej stratą. 21-latek zdecydował się na ostateczność i odebrał życie ukochanej. 31 maja 1995 roku Sąd Wojewódzki w Poznaniu skazał go na 25 lat więzienia.
– „Wtedy runął mój cały świat. Tak było i tak jest. Wszystkie marzenia dotyczące Afrodytki, po prostu wszystko zawaliło się. Pierwsza myśl, jaka mi wtedy przyszła do głowy to to, że doszło do tragedii dwóch rodzin. Naszej rodziny i rodziny tego chłopaka. Doszło do tragedii, która wcale nie musiała mieć miejsca. Młodzi ludzie nie poradzili sobie z uczuciem, niedobra miłość, zaborcza miłość, psychiczne zniewolenie tej drugiej osoby. Oni nie poradzili sobie z tym, nie powiedzieli o tym nikomu” – wspominała Eleni w wywiadzie dla Radia Niepokalanów.
Eleni, mimo ogromnego cierpienia zdobyła się jednak na piękny gest – zadzwoniła do matki zabójcy, by dzielić z nią ból i przysiąc, że nie ma do niej żalu.
– „Ani przez moment nie miałam nienawiści do tego chłopaka. Były momenty, kiedy żal mi było tej rodziny, dlatego, że ta matka dźwiga niesamowity krzyż. Tym bardziej że znała Afrodytkę i kochała ją. Rozmawiałam z nią i powiedziałam jej, że tak naprawdę obie straciłyśmy dzieci. Ona też w jakimś stopniu straciła syna. To wszystko jest bardzo trudne. Wielu ludzi dziwi się, że ja przebaczyłam. Wiem, że przebaczenie jest trudną miłością, ale jeśli człowiek wierzy – musi przebaczyć. Warto nie czuć do jakiejś osoby nienawiści, bo to zabija” – wyjaśniła.
Mimo to, Eleni nie umiała dalej cieszyć się muzyką. Przestała koncertować, nie nagrywała, oddała się modlitwie i wycofała z życia publicznego. Mogła wtedy liczyć na męża, który wiernie trwał u jej boku i pomagał przetrwać trudne chwile, choć sam równie mocno cierpiał.
– „Miłość jest w życiu najważniejsza. To fundament, na którym budujemy całą egzystencję. Ona nadaje jej sens. Tak naprawdę bez miłości trudno żyć. Każdy z nas potrzebuje odrobiny miłości, serdeczności, a serdeczność i dobroć są zawarte w słowie miłość” – powiedziała w wywiadzie dla „Głosu Wielkopolskiego”.
Miłość, życzliwość i ogromna wiara są dla Eleni życiowym drogowskazem. 1 marca 2004 roku odebrała Medal Świętego Brata Alberta za wspieranie osób niepełnosprawnych.
1 lutego 2006 roku, z okazji 30-lecia pracy artystycznej, wydała książkę „Nic miłości nie pokona”, będącą zapisem jej rozmowy z o. Robertem Mirosławem Łukaszukiem z biura prasowego klasztoru jasnogórskiego o jej życiu, miłości, cierpieniu i rozmowach z Bogiem.
- Maria Probosz: Marzyła o Hollywood, została polską „dziewczyną z Alabamy”
- Halina Kowalska: „Nie mam propozycji. Nie szkodzi. Bardzo dobrze gotuję”
Iwona Pavlović: Tata akceptował mnie w stu procentach. Mama odwrotnieINTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
