Mimo upływu czasu od premiery, The Callisto Protocol – survival horror od twórcy legendarnego Dead Space – wciąż budzi ogromne emocje wśród graczy, szczególnie w kontekście oprawy wizualnej.

Na początku 2026 roku w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja, w której fani zestawiają dzieło Glena Schofielda z produkcjami od Naughty Dog (twórców The Last of Us). Punktem zapalnym stał się niesamowity realizm modeli twarzy oraz tekstur skóry. Co najbardziej zaskakujące, ten poziom detali osiągnięto na silniku Unreal Engine 4, a nie jego nowszej wersji (UE5). Deweloperzy stworzyli własną, mocno zmodyfikowaną wersję technologii, która pozwoliła im prześcignąć niejeden tytuł nowej generacji pod względem fotorealizmu.

Dalsza część tekstu pod wideo

Jednak za oszałamiającą fasadą kryje się gra, która do dziś dzieli społeczność. Podczas gdy jedni nazywają ją „niedocenionym arcydziełem”, które niesłusznie oberwało za błędy techniczne w dniu debiutu, inni pozostają nieugięci w krytyce. Przeciwnicy tytułu wytykają mu powtarzalną i przewidywalną walkę oraz irytujący projekt poziomów. Częstym zarzutem jest nadużywanie sekwencji przeciskania się przez wąskie ściany czy pełzania w wentylacji – mechanik, które miały sprytnie maskować ekrany ładowania, a dla wielu okazały się po prostu nużące.

Advertisement

„Budżet poszedł w grafikę, ale zabrakło go na urozmaicenie gameplayu” – grzmią niektórzy komentatorzy.

Warto jednak zauważyć, że obecny stan gry znacznie odbiega od tego z premiery. Dzięki licznym aktualizacjom The Callisto Protocol jest dziś produkcją znacznie bardziej dopracowaną, a dla wielu fanów horrorów stało się pozycją obowiązkową. Niemniej obecnie to jeden z najpiękniejszych, jak nie najpiękniejszy survival horror dostępny na konsole obecnej generacji.