Mrożąca krew w żyłach relacja jednego z ochroniarzy Maduro pojawiła się początkowo w mediach społecznościowych i gdyby nie rzeczniczka prasowa Białego Domu, który nadała jej rozgłosu i wiarygodności, komentując ją w serwisie X, to być może dzisiaj nikt nie pamiętałby o słowach, które obiegły już sporo internetowych portali.
„Nie mieliśmy żadnych szans w starciu z ich technologią, z ich bronią. Przysięgam, nigdy nie widziałem czegoś takiego. Nie mogliśmy nawet stanąć na nogach po użyciu tej dźwiękowej broni czy cokolwiek to było” — dodaje ochroniarz.
Powyższą relację skomentowała następnie rzeczniczka Białego Domu, pisząc „Przestań robić to, co robisz, i przeczytaj to…”. Jej wpis odbił się bardzo szerokim echem w sieci i może sugerować, że w relacji ochroniarza Maduro jest coś z prawdy, choć sam Pentagon nie chciał skomentować tych rewelacji.
Amerykanie pokazują dźwiękową broń
Czy Amerykanie faktycznie użyli jakiejś niekonwencjonalnej broni dźwiękowej, która tak skutecznie obezwładniła wroga? Obecnie nie ma na to twardych dowodów, nie jest jednak tajemnicą, że w arsenale USA znajdują się różnego rodzaju niekonwencjonalne rodzaje bojowego wyposażenia, także takie wykorzystujące fale dźwiękowe.
Jeden z najbardziej znanych programów tego typu to urządzenie o nazwie Active Denial System wytwarzające wiązkę fal elektromagnetycznych, która sprawia, że osoby znajdujące się na celowniku takiego sprzętu czułą, jakby się palili — ale bez żadnych trwałych skutków. Broń tego typu, w założeniach służąca np. do kontrolowania tłumu, była nawet wysłana do Afganistanu w 2010 r., ale, z tego, co wiemy, nigdy nie została użyta. Co ciekawe, kilkanaście lat temu armia USA przeprowadziła nawet publiczną demonstrację takiego urządzenia, w trakcie której dziennikarze mogli na własnej skórze poczuć efekty jego użycia:
Prace nad systemem ADS trwały podobno w kolejnych latach (co najmniej do 2020 r.), a cały system doczekał się rzekomo coraz skuteczniejszych iteracji. Obecny status tego wyposażenia w siłach USA nie jest jednak znany.
Nie jest też tajemnicą, że Amerykanie korzystają z innych rodzajów takich urządzeń, w tym także korzystających z fal dźwiękowych. „Long Range Acoustic Devices” (LDAR) służą do przekazywania ogłoszeń czy dźwięków ostrzegających, ale mogą też być skonfigurowane w taki sposób, aby wytwarzać fale dezorientujących, a nawet bolesnych dźwięków. Tego typu sprzęt jest też o tyle niebezpieczny, że jego użycie może powodować trwały uszczerbek na zdrowiu i jest łączony nawet z ryzykiem problemów sercowo-naczyniowych. Eksperci zauważają jednocześnie, że obecnie nie znamy żadnego rodzaju broni dźwiękowej, który byłby w stanie wytworzyć tak drastyczne skutki, jak wymioty krwią, o czym mówił ochroniarz Maduro.
Syndrom hawański ciągle niewyjaśniony
Z drugiej strony mamy też takie doniesienia, jak te, które dopiero co przyniosło „CNN”. Według nich jeszcze za czasów administracji Joe Bidena Pentagon nabył jakieś tajemnicze urządzenie, które jest łączone z tzw. syndromem hawańskim, serią tajemniczych przypadłości, na której zapadali amerykańscy dyplomaci w Hawanie w 2016 r., a później także w innych zakątkach globu. Skarżyli się oni m.in. na bóle i zawroty głowy, problemy z równowagą oraz bezsenność, a cały ten incydent do dziś nie został oficjalnie wyjaśniony.
Dźwięki słyszane przez pracowników konsulatu USA w Hawanie udostępnione przez „Associated Press”:
Jak podaje „CNN”, Pentagon już od roku testuje tajemniczy sprzęt zakupiony z nieznanego źródła i opierający swoje działanie na pulsujących falach radiowych. Serwis dodaje, że w urządzeniu znaleziono rosyjskie podzespoły, choć sam sprzęt podobno „nie ma w pełni rosyjskiego pochodzenia”.
No właśnie, jak już mówimy o broni tego typu, to nietrudno się domyślić, że Stany Zjednoczone nie są jedynym krajem, który najwyraźniej dysponuje taką niekonwencjonalną bronią. Wydaje się, że spore inwestycje w tym zakresie są czynione np. w Chinach. W listopadzie 2020 r. brytyjski „The Times” pisał o chińskiej broni energetycznej wykorzystującej mikrofale, rzekomo użytej w czasie konfliktu granicznego z Indiami wcześniej w tym samym roku, a cytowany przez serwis chiński profesor stosunków międzynarodowych twierdził, że chińska broń „zamieniła szczyty gór w kuchenkę mikrofalową”. Indyjska armia odcięła się od tych doniesień, określając je mianem fake newsa, ale dosłownie kilka miesięcy temu o tym zdarzeniu wspomniał np. amerykański senator Bill Hagarty, który stwierdził, że „Chiny użyły broni elektromagnetycznej, która dosłownie stopiła indyjskich żołnierzy”.
Przyznacie, że brzmi to dosyć podobnie do działania amerykańskiego, wspomnianego wcześniej urządzenia Active Denial System, tyle że przy o wiele większym natężeniu emitowanej fali.
Jeszcze mniej wiemy o rosyjskich inicjatywach związanych z bronią energetyczną czy dźwiękową. Rosjan wymieniało się w przeszłości jako jeden z krajów, który mógł być odpowiedzialny za wspomniany syndrom hawański, ale obecnie nie ma żadnych konkretnych doniesień o pracach rosyjskiej zbrojeniówki nad soniczną bronią. Mając na uwadze stan rosyjskiej, wojskowej myśli technologicznej, co dobitnie pokazuje wojna w Ukrainie, nie może to jednak specjalnie dziwić.
Delta Force testuje tajną broń
Jak widzicie, temat broni energetycznej i sonicznej wciąż otacza sporo znaków zapytania, natomiast nie można dziś jednoznacznie i ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Amerykanie nie użyli w czasie operacji schwytania Maduro jakiegoś eksperymentalnego, niekonwencjonalnego wyposażenia, które miało ułatwić im wykonanie tej misji. Byłby to wręcz doskonały pretekst do użycia takiego sprzętu, szczególnie jeśli wykroczył on już poza fazę testów.
Nie jest też tajemnicą, że w operacji w Caracas, Biały Dom wykorzystał swoje elitarne siły specjalne Delta Force, które często korzystają ze sprzętu, który dopiero po latach wychodzi na jaw, a pewnie wiele rodzajów takiego wyposażenia nigdy nie ujrzało i nie ujrzy światła dziennego. Jeśli zatem jakaś formacja Amerykanów miała użyć broni energetycznej lub sonicznej w czasie schwytania prezydenta Wenezueli, to zapewne byliby nim właśnie operatorzy Delta Force.