Jeszcze zanim doszło do inwazji na Wenezuelę, agresywna retoryka Donalda Trumpa skutecznie zniechęciła wiele krajów do Stanów Zjednoczonych. Ogłoszona przez Biały Dom zasada „America First” [pol. Ameryka przede wszystkim] paradoksalnie osłabiła pozycję USA — zarówno w oczach mieszkańców innych państw, jak i samych Amerykanów. Pogorszyła się też reputacja kraju.

Do takich wniosków doszli badacze Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR): Timothy Garton Ash, Iwan Krastiew i Mark Leonard. Serwis „Meduza” przedstawia główne wnioski z ich raportu zatytułowanego „Jak Trump przywraca wielkość Chinom — i co to oznacza dla Europy”.

Rok po powrocie Trumpa do Białego Domu wielu ludzi na świecie uważa, że w najbliższych latach dominującą potęgą globalną — z największym prawdopodobieństwem — staną się nie Stany Zjednoczone, lecz właśnie Chiny. Agresywny sposób prowadzenia polityki przez amerykańskiego prezydenta oraz jego lekceważący stosunek do wartości demokratycznych i prawa międzynarodowego został odebrany w innych państwach jako sygnał: warto zbliżyć się do Chin.

Eksperci ECFR podkreślają, że na świecie narasta sceptycyzm wobec tzw. Globalnego Zachodu, a dotychczasowi geopolityczni przeciwnicy USA coraz mniej obawiają się Waszyngtonu. Za to wśród sojuszników Stanów Zjednoczonych rosną niepokój i poczucie zagrożenia — zwłaszcza z powodu „drapieżnych” działań Białego Domu.

Trump rozpycha się na globalnej scenie, ale efekt jest odwrotny: świat coraz mniej wierzy w USA, a coraz chętniej spogląda w stronę Pekinu. I kiedy sojusznicy zaczynają tracić grunt pod nogami, Europa musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy to jeszcze kryzys przywództwa czy już zmiana epoki.

Zdaniem analityków pęknięcia wewnątrz Zachodu widać szczególnie wyraźnie w tym, jak sytuację postrzega reszta świata. Na podstawie sondaży wskazują, że pod koniec 2025 r. w Rosji za bardziej wrogą siłę częściej uznawano nie USA, lecz Unię Europejską.

W Ukrainie z kolei ludzie przede wszystkim liczą na wsparcie Brukseli, a nie Waszyngtonu. Większość Europejczyków uważa, że ich państwa powinny zwiększać potencjał militarny. Coraz mniej osób traktuje USA jako pewnego sojusznika, a wielu obawia się, że inwazja na Wenezuelę zostanie odebrana przez Rosję i Chiny jako sygnał, iż świat znów można dzielić na strefy wpływów siłą.

Świat coraz bliżej Pekinu

Sondaże pokazują też, że globalnie strach przed Chinami maleje, a rośnie otwartość na współpracę z Pekinem. To wpisuje się w program ideologiczny i politykę zagraniczną przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga, który dąży do wzmocnienia wpływów Chin poprzez wspieranie państw spoza Globalnego Zachodu i zacieśnianie z nimi relacji.

Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping, Pekin, 28 czerwca 2024 r.

Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping, Pekin, 28 czerwca 2024 r.Pool / Pool / Getty Images

Mieszkańcy wielu krajów uważają, że to się Xi Jinpingowi uda i że w ciągu najbliższych 10 lat wpływy Chin znacząco wzrosną. Jako jedną z przyczyn tego trendu wskazywano rozwój technologiczny. W Unii Europejskiej około 60 proc. ankietowanych jest przekonanych, że Chiny staną się światowym liderem w produkcji samochodów elektrycznych. Również w USA i Europie panuje przekonanie, że to ChRL odniesie największe sukcesy w obszarze odnawialnych źródeł energii.

Kolejny istotny trend: w ostatnim roku coraz mniej osób uznaje potencjalną dominację Chin za coś jednoznacznie złego. Za geopolitycznego przeciwnika ChRL uważa się ją w zasadzie tylko w Ukrainie i Korei Południowej. Natomiast w wielu innych krajach — m.in. w Brazylii, Indiach i RPA — w 2025 r. wzrosła liczba osób, które postrzegają Chiny raczej jako sojusznika albo przynajmniej niezbędnego partnera.

Na poprawę relacji z Pekinem liczą też Rosja i Turcja.

Na tej podstawie politolodzy przypuszczają, że »świat wielobiegunowy«, o którym Xi Jinping mówił w noworocznym orędziu, w praktyce może oznaczać globalną dominację Chin. A wielu mieszkańców państw spoza Globalnego Zachodu wcale nie miałoby nic przeciwko takiemu scenariuszowi.

Samotna superpotęga

Trump rozczarował nawet tych zagranicznych obserwatorów, którzy jesienią 2024 r. świętowali jego zwycięstwo.

Niewielu respondentów w Chinach, Rosji, UE, Ukrainie, a nawet w samych USA uważa, że Stany Zjednoczone w najbliższych latach się wzmocnią. Większość zakłada jednak, że Ameryka nadal będzie mieć wpływy — mimo rosnącej pozycji Chin.

Jednocześnie wielu ankietowanych jest przekonanych, że Waszyngton przestanie działać jak lider Globalnego Zachodu, a zacznie zachowywać się jak samotna superpotęga, skoncentrowana przede wszystkim na własnych interesach.

Taka perspektywa mocno pogorszyła stosunek do USA w Unii Europejskiej: około 20 proc. respondentów w UE nazwało Stany Zjednoczone wrogiem lub przeciwnikiem. W niektórych krajach europejskich ten odsetek zbliżył się do 30 proc. Analitycy ECFR wiążą to bezpośrednio z agresywną retoryką administracji Trumpa.

Prezydent USA Donald Trump i wiceprezydent J.D. Vance salutują podczas uroczystości w Memorial Amphitheater na Cmentarzu Narodowym w Arlington, 11 listopada 2025 r.

Prezydent USA Donald Trump i wiceprezydent J.D. Vance salutują podczas uroczystości w Memorial Amphitheater na Cmentarzu Narodowym w Arlington, 11 listopada 2025 r.Anna Moneymaker/Getty Images / Getty Images

Najbardziej jaskrawym przykładem była wypowiedź wiceprezydenta USA J.D. Vance’a podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym 2025 r. Vance skrytykował politykę europejskich państw, zarzucając im „odchodzenie od fundamentalnych wartości” oraz masowe przyjmowanie „niesprawdzonych imigrantów”.

Autorzy raportu zauważają, że zaledwie rok wcześniej — w krajach poza Europą (z wyjątkiem Korei Południowej) — zwycięstwo Trumpa w wyborach prezydenckich oceniano pozytywnie i oczekiwano poprawy relacji międzynarodowych po jego powrocie do władzy.

Z czasem te nadzieje osłabły. W 2024 r. aż 84 proc. mieszkańców Indii uznało zwycięstwo kandydata Partii Republikańskiej za korzystne dla swojego kraju. Rok później było to już tylko 53 proc.. W RPA we wrześniu 2023 r. większość mieszkańców wolała USA od Chin, jednak sytuacja całkowicie się odwróciła: obecnie mieszkańcy Afryki Południowej częściej opowiadają się za zbliżeniem z Pekinem niż z Waszyngtonem.

Działania amerykańskiego prezydenta — jak piszą eksperci ECFR — coraz częściej krytykowane są nie tylko w UE i Korei Południowej, lecz także w krajach Azji i Afryki.

Jednocześnie respondenci w Ukrainie, Turcji i Chinach zauważają, że pod rządami Trumpa USA stały się „zwyczajną” superpotęgą — taką jak inne. Waszyngton nie wymaga już od innych państw opowiedzenia się po którejś stronie sporu „demokracje kontra autokracje„, jak miało to miejsce za prezydentury Joego Bidena.

W rezultacie wielu ankietowanych uznało, że w przyszłości ich kraje będą mogły utrzymywać poprawne relacje i z USA, i z Chinami. Za realistyczny scenariusz uznaje się to m.in. w Rosji, RPA, Brazylii, Turcji, Indiach oraz Korei Południowej. W porównaniu z badaniami sprzed dwóch lat w tych państwach wzrosła wiara, że świat wielobiegunowy pozwoli swobodniej dobierać partnerów — bez konieczności opowiadania się po stronie jednej z dwóch superpotęg.

Z optymizmem na przyszłość spogląda: 73 proc. respondentów w Indiach, 72 proc. Chińczyków, 58 proc. Ukraińców i 48 proc. Rosjan. Zastrzega się jednak, że w Ukrainie i Rosji nastroje społeczne mogą się zmieniać w zależności od przebiegu i wyniku wojny.

Rosja przerzuca celownik na Europę

Kolejny trend, na który zwracają uwagę obserwatorzy ECFR, dotyczy postrzegania Unii Europejskiej. Coraz częściej jest ona traktowana jako niezależny podmiot, oddzielny od Stanów Zjednoczonych. Szczególnie widoczne jest to w Rosji, gdzie za głównego przeciwnika coraz częściej uznaje się właśnie państwa Unii Europejskiej.

Co ciekawe, w Rosji w ciągu ostatniego roku wzrosła życzliwość wobec Waszyngtonu. Dwa lata temu USA za przeciwnika uznawało 64 proc. Rosjan. Na początku 2025 roku wskaźnik ten wynosił 48 proc., a obecnie spadł do 37 proc. Eksperci zaznaczają jednak, że w Stanach Zjednoczonych podobnej tendencji nie widać — zarówno republikanie, jak i demokraci nadal postrzegają Rosję jako wroga.

Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, Donald Tusk, premier Polski, i Friedrich Merz, kanclerz Niemiec, przed szczytem Rady UE w Brukseli, 18 grudnia 2025 r.

Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, Donald Tusk, premier Polski, i Friedrich Merz, kanclerz Niemiec, przed szczytem Rady UE w Brukseli, 18 grudnia 2025 r.PAP/EPA/OLIVIER HOSLET / POOL / PAP

Zdaniem analityków ECFR postawa rosyjskich respondentów (około 50 proc. ankietowanych) odzwierciedla linię polityczną władz: Putin i jego otoczenie uznają Unię Europejską za głównego przeciwnika.

W Chinach stosunek do UE jest inny: jest ona widziana raczej jako potencjalny partner w świecie wielobiegunowym, który nie musi już działać ramię w ramię z Białym Domem. Dlatego 45 proc. Chińczyków uznaje USA za przeciwnika, natomiast niemal tyle samo (46 proc.) postrzega Unię Europejską jako partnera, nie wroga. 61 proc. mieszkańców Chin uważa USA za zagrożenie, podczas gdy o UE to samo mówi jedynie 19 proc.

Postawa Ukraińców jest niemal lustrzanym odbiciem opinii Rosjan. Dwa lata temu większość mieszkańców Ukrainy uważała, że jej głównym sojusznikiem jest Waszyngton. Teraz dwie trzecie respondentów oczekuje dalszego zbliżenia z UE. Na zacieśnianie relacji z USA liczy tylko jedna trzecia. Unię Europejską uznaje za sojusznika 39 proc. Ukraińców, a USA — 18 proc. (rok temu było to 27 proc.).

W samych Stanach Zjednoczonych znaczna część społeczeństwa nie popiera polityki Trumpa. 40 proc. ankietowanych jednoznacznie uznało Unię Europejską za sojusznika USA. Ze stwierdzeniem „bezpieczeństwo Europy to także bezpieczeństwo Ameryki” zgadza się 49 proc. respondentów, przeciwnego zdania jest 29 proc.

Tymczasem w Europie tylko 25 proc. Brytyjczyków i 16 proc. obywateli UE uznaje Waszyngton za sojusznika.

Europa patrzy w przyszłość z lękiem

Większość Europejczyków ocenia perspektywę świata wielobiegunowego — gdzie Zachód nie dominuje — negatywnie.

Mieszkańcy UE należą do największych pesymistów na świecie. Nie wierzą, że przyszłość przyniesie dobre zmiany dla nich samych (21 proc.), dla ich krajów (49 proc.) ani dla świata jako całości (51 proc.). Niemal połowa ankietowanych nie wierzy też, że UE będzie w stanie współpracować z USA i Chinami jak równorzędny partner.

Co ciekawe, badani z RPA, Brazylii, Chin i Ukrainy oceniają Unię Europejską jako silniejszą niż sami Europejczycy. Na tak ponury obraz świata w UE mogą wpływać pogardliwe wypowiedzi Putina i Trumpa, które są powtarzane przez prawicowych populistów w samej Unii.

Wiele wskazuje na to, że obywatele UE chcieliby większej stanowczości swoich liderów w relacjach z USA. Nie spodziewają się bliskiej współpracy z Waszyngtonem, dlatego ponad połowa popiera wzmacnianie potencjału militarnego. 40 proc. Europejczyków obawia się rosyjskiej inwazji na swój kraj, a 57 proc. — wielkiej wojny z użyciem broni jądrowej.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Epoka trudnych decyzji

Podsumowując wyniki sondaży, eksperci ECFR stwierdzają, że USA, wybierając kurs izolacjonistyczny, przestawiły globalną szachownicę: autorytet Chin wzrósł, kraje spoza Europy i Ameryki Północnej patrzą z optymizmem na wielobiegunową przyszłość bez jednego światowego lidera, a w Unii Europejskiej coraz częściej rozważa się przyszłość bez pewnych porozumień z Waszyngtonem.

Przed europejskimi przywódcami stoi teraz cały wachlarz trudnych wyzwań. Nadal nie wiadomo, czy uda im się zagwarantować Ukrainie bezpieczną i wolną przyszłość, jednocześnie unikając narzuconego pokoju na rosyjskich warunkach.

Dodatkowo muszą podjąć decyzje strategiczne: czy zbliżać się do Chin, czy próbować tworzyć nowy sojusz państw Zachodu, a także jak reagować na różne typy zagrożeń — militarne ze strony Rosji, gospodarcze ze strony Chin i polityczne ze strony Stanów Zjednoczonych.