Siostrzenica Arlindo de Souzy przekazała lokalnym mediom, że w okresie świąt Bożego Narodzenia jedna z nerek 55-latka przestała pracować. Mężczyzna trafił do szpitala. Z czasem jego stan się pogorszył.

– Jego płuca zaczęły wypełniać się płynem. Nie zdążył nawet dotrzeć na hemodializę, ponieważ doszło do zatrzymania akcji serca – wspominała kobieta.

Gdy udzielała tego wywiadu, rodzina wciąż czekała na oficjalny akt zgonu. Z udzielonych jej informacji wynika, że przyczyną śmierci była niewydolność wielonarządowa.

De Souza zasłynął dzięki swoim potężnym bicepsom, których obwód miał wynosić 74 centymetry. Efekt ten uzyskiwał, wstrzykując w mięśnie samodzielnie przygotowaną mieszankę oleju mineralnego oraz alkoholu, powszechnie znaną jako synthol.

Lekarze wielokrotnie ostrzegali go przed konsekwencjami takich zabiegów, wskazując na ryzyko amputacji, a nawet śmierci. Sam de Souza około dekady temu przyznał, że z powodu stosowania syntholu zmarł jego przyjaciel. Apelował też do innych kulturystów amatorów, by nie szli jego śladami.

55-latek był kawalerem, nie miał dzieci. Mieszkał z matką w dzielnicy Aguas Compridas w Olindzie. Jego krewni informują, że podejmował się licznych prac dorywczych. Był m.in. pomocnikiem murarza.