Korona latem wymieniła atak. Z klubem pożegnali się Adrian Dalmau i Jewgienij Szykawka, ich miejsca zajęli Antonin i Władimir Nikołow. Po ich pierwszych miesiącach w Koronie można czuć niedosyt. Kielczanie z 21 strzelonymi golami są jedną z najmniej skutecznych drużyn w lidze. Gorzej z trafianiem do bramki szło tylko graczom Legii i Piasta (po 19 goli) oraz Arki (15).
Indywidualny dorobek nowych napastników Korony był lichy — Antonin w 17 meczach (1102 minuty) strzelił trzy gole, a Nikołow w 19 spotkaniach (781 minut) — jednego. Przy takich statystykach stało się jasne, że pozyskanie nowego napastnika będzie tej zimy dla Korony priorytetowe.
Antonin (Foto: Zuza Twardosz / 400mm)
— W ataku zdecydowanie zabrakło nam doświadczenia — diagnozuje Paweł Tomczyk, dyrektor sportowy Korony. — Napastnik z biegiem czasu, kiedy znajduje się w wielu sytuacjach, już wie, jak je rozwiązywać. Nam brakowało typowej dziewiątki, bo Antonin i Nikołow profilami to nie są lisy pola karnego. Obaj mogą też zagrać na skrzydle i nadal na nich bardzo liczymy.
Według xG, czyli statystyki goli oczekiwanych, Korona (28,2) była na trzecim miejscu w lidze za Pogonią (32,7) i Lechem (28,3). — Sytuacje tworzyliśmy, dochodziliśmy do nich, ale byliśmy nieskuteczni. Nie wykorzystaliśmy chociażby dwóch karnych. Strzeliliśmy 21 goli, czyli powinniśmy ich mieć siedem więcej. Siedem na minusie to dużo. Dlatego pozycja napastnika w tym oknie była kluczowa do wzmocnienia — tłumaczy Tomczyk.
Dyrektor sportowy Korony poleciał na Cypr, żeby przekonać Mariusza Stępińskiego do transferu
O Mariuszu Stępińskim dyrektor sportowy Korony myślał już wiosną ubiegłego roku. Rozmawiał z jego agentem Marcinem Kubackim, tylko wtedy istniało jeszcze kilka niesprzyjających warunków dla Korony — wysokość kontraktu Stępińskiego, oczekiwania finansowe Omonii, bo trzeba było za niego zapłacić, no i wreszcie plany napastnika, który tęsknym wzrokiem spoglądał przede wszystkim w kierunku Widzewa, z którego wyfrunął w świat. O powrocie rozmawiał z ówczesnym dyrektorem łódzkiego klubu, Mindaugasem Nikoliciusem. Tomczyk wolał stanąć z boku, bo kto dziś w Polsce chciałby licytować się z Widzewem? Ostatecznie Stępiński do tego klubu nie trafił, mógł poczuć się zawiedziony.
— Paradoksalnie sytuacja z Widzewem nam pomogła. Mariusz chciał wrócić do Polski, ale do klubu, który naprawdę go chce, ma na niego pomysł i wie, jakim jest zawodnikiem — opisuje Tomczyk.
Paweł Tomczyk (Foto: Michał Chwieduk / newspix.pl)
Jesienią dyrektor Korony śledził sytuację Stępińskiego, pozostawał w kontakcie z jego agentem. Stępiński nie był zadowolony ze swojej pozycji w Omonii. Jesienią grał niewiele (9 meczów — 251 minut), trener na niego nie stawiał, a jego kontrakt obowiązywał do czerwca 2026 r. Urodziło mu się dziecko, chciał wrócić do Polski. To również był ważny czynnik. Dla Korony pojawiła się szansa, że Stępiński może rozwiązać kontrakt. I tak ostatecznie się stało.
Któregoś dnia Tomczyk odebrał telefon od Kubackiego.
— Słuchaj, temat Mario może być realny zimą. Łatwe to nie będzie, ale jest możliwe — poinformował menedżer.
Tomczyk potraktował to jako okazję, z której można skorzystać.
— No dobrze. Jakie masz plany? — dopytywał agenta.
— Wybieram się do niego.
— To lećmy razem. Poznam się z Mariuszem, porozmawiamy. Może akurat przypadniemy sobie do gustu. Przedstawię mu, jak to wygląda w Koronie, nasz pomysł na niego — zaproponował Tomczyk.
Dziś dyrektor sportowy Korony wspomina: Gdybym nie poleciał na Cypr, nie porozmawiał z Mariuszem, to na pewno o ten transfer byłoby dużo trudniej. Mógł poczuć, że rzeczywiście go chcemy. O Mariuszu wiedziałem bardzo dużo. Mocno go prześwietliliśmy, oglądaliśmy. Znaliśmy jego zalety, wady. Powiedzieliśmy mu, czego może się spodziewać, jak gramy. Później rozmawiał z nim trener Zieliński.
Dyrektor sportowy Korony opowiada o negocjacjach z Mariuszem Stępińskim
Cypryjskie rozmowy z perspektywy Tomczyka poszły dobrze. Było w nich coś, co dyrektorowi Korony spodobało się szczególnie. — Poczułem, że ma w sobie bardzo dużo ognia, ambicji. Chce udowodnić i pokazać w Polsce, że jest dobrym napastnikiem, a na Cyprze nie był na emeryturze — zaciera ręce Tomczyk.
Po tej wizycie obaj dali sobie czas, żeby to przemyśleć. Dyrektor Korony musiał też porozmawiać z właścicielem klubu Łukaszem Maciejczykiem, czy kielczan będzie stać na zawodnika z przeszłością w Serie A i Ligue 1.
— Kwestie finansowe były ważne, negocjacje się toczyły, ale Mariusz zaznaczył, że to nie będzie dla niego dealbreaker [czynnik powodujący zakończenie negocjacji]. Porozmawialiśmy uczciwie, że nie będziemy się czarować, nie wiadomo, ile czasu prowadzić rozmów, bo nikomu to nie jest na rękę. Było jasne, że musimy dogadać się na rozsądnym poziomie. Dla nas możliwym, a dla niego akceptowalnym. Na finalizacji zależało obu stronom, więc tak negocjowaliśmy, żeby się dogadać. Widać było determinację, ale i uczciwość względem siebie. I mądrość Mariusza, że jak ma przyjść, to nie będziemy przepychać się o 5, 10 czy 15 proc., bo nie ma to najmniejszego sensu. Więcej na tym stracimy jako klub i zawodnik. Daliśmy uczciwą ofertę, Mariusz na nią przystał i poszliśmy do przodu. Czy to były trudne negocjacje? Nie mam do końca definicji prostych, ani trudnych negocjacji. Myślę, że były szczere. Choć wcale nie szybkie — akcentuje Tomczyk.
Mariusz Stępiński (Foto: Paula Duda / Korona Kielce / BRAK)
30-latek rozstał się z Omonią, a Korona nie musiała płacić za jego transfer. Zdążyli przed Bożym Narodzeniem, na czym zależało Stępińskiemu i Tomczykowi, by po prostu mieć spokojne święta.
Negocjacji nie zamierzali też przeciągać z innego powodu. Stępiński chciał być z nową drużyną na obozie od pierwszego dnia i przejść cały okres przygotowawczy. Korona do Turcji wylatywała najwcześniej z polskich zespołów, bo już 3 stycznia.
— Dla Mariusza to było bardzo ważne, bo chce fizycznie dobrze przygotować się do rundy. Mówił, że od dziesięciu lat nie miał okresu przygotowawczego w zimie — zaznacza Tomczyk.
Stępiński z Polski wyjechał w sierpniu 2016 r., występował we Francji, Włoszech i na Cyprze, czyli krajach, gdzie w styczniu gra się mecze ligowe, a nie szykuje się do zbliżającej rundy.
Nieoficjalny debiut Mariusza Stępińskiego w Koronie był udany. Strzelił dwa gole
Stępiński strzelał w Serie A (14 goli), Ligue 1 (4 gole), a w zeszłym sezonie z 12 bramkami był bliski korony króla strzelców na Cyprze. Do zwycięzcy zabrakło mu jednego gola.
— Mario jest nam potrzebny przez swoją inteligencję, jakość piłkarską, ale i to, jakim jest człowiekiem. Przez to, jak się prowadzi, daje innym chłopakom przykład — podsumowuje Tomczyk.
Stępiński już w nieoficjalnym debiucie, czyli sparingu z CSKA Sofia pokazał, że jest gotów zmierzyć się z oczekiwaniami. Strzelił dwa gole, Korona wygrała 2:0. Oczywiście to mecz towarzyski, przypominał o tym sam Stępiński, ale Tomczyk zadowolony jest z jednego — że strzelił na powitanie. Oczekiwania są duże, a przynajmniej do rozpoczęcia ligi nie będzie odliczania, gdyby jednak nie strzelał.