Sytuacja w stolicy Ukrainy pozostaje bardzo trudna. Kijów żyje i funkcjonuje w warunkach kryzysu energetycznego i cieplnego. Po ostatnim masowym ataku ludzie nadal żyją bez światła, a wielu z nich także bez ogrzewania. Tymczasem temperatura na ulicy utrzymuje się na poziomie 15 stopni Celcjusza poniżej zera. Wiele mieszkań w stolicy jest całkowicie pozbawionych ogrzewania lub ma je w minimalnym zakresie. W całym mieście działają punkty pomocy, gdzie ludzie mogą się ogrzać i naładować baterie. Mieszkańcy stolicy aktywnie zaopatrują się w żywność i wodę. Wkrótce mają zostać zapewnione ciepłe posiłki dla osób starszych i niepełnosprawnych.

W wywiadzie dla Onetu poseł, były minister ds. mieszkalnictwa i gospodarki komunalnej Ołeksij Kuczenko opowiedział, jak krytyczna jest sytuacja i czego można się spodziewać w przyszłości.

Mariia Tsiptsiura, Onet: Panie ministrze, jaka jest obecnie ogólna sytuacja w energetyce? Jak bardzo jest ona trudna w skali kraju i czy najbardziej krytyczna jest właśnie w Kijowie?

Ołeksij Kuczenko: Oczywiście są też inne regiony, w których sytuacja jest trudna. Jednak obecnie najgorzej jest właśnie w Kijowie. Zarówno pod względem technicznym, jak i fizycznym. W Kijowie po prostu nie ma prądu. 24 godziny na dobę bez prądu to katastrofalna sytuacja. I naprawdę trudno ją kontrolować.

Dzisiaj premier dość ostrożnie powiedział, że w zasadzie jutro może nastąpić pewna poprawa. Ale co to znaczy „pewna poprawa”? To warunkowo 3–4 godziny na dobę, kiedy jest światło.

Ale krytyczny jest nie tyle brak światła, ile brak ciepła w zimie.

Tak, problem dotyczy nie tylko światła, ale także ciepła. Obecnie około 400 budynków wielorodzinnych w Kijowie jest całkowicie pozbawionych ogrzewania. To bardzo dużo. Spośród około 12 tys. budynków w mieście 400 nie ma ogrzewania w ogóle. Ludzie siedzą bez ogrzewania przez 5–6 dni w największe mrozy. Na ulicy jest -18 stopni Celcjusza w nocy, w ciągu dnia -12 stopni.

Wojna w Ukrainie. „Rząd w końcu ogłosił stan wyjątkowy w energetyce”

400 budynków — to oficjalne dane. Ale szczerze mówiąc, mam wrażenie, że liczba ta jest znacznie zaniżona. Bo dosłownie wszyscy moi znajomi, przyjaciele, krewni marzną. Nie może być tak, że wszyscy oni znaleźli się w tych 400 budynkach…

Tak, możemy opierać się na oświadczeniach władz Kijowa, ponieważ nie ma dokładnych statystyk. Mogę powiedzieć tak, jak widzę: 400 domów — całkowicie bez ogrzewania, ale tysiące innych domów mają ogrzewanie, ale bardzo słabe. Temperatura w tych mieszkaniach wynosi 14–16 stopni. Grzejniki są ledwo ciepłe, nie zapewniają pełnego ogrzewania. Ludzie śpią pod kilkoma kocami, w kurtkach, w czapkach. Mowa tu o tysiącach domów w całym mieście. Moi krewni i bliscy znajomi codziennie opowiadają mi, co się u nich dzieje, i rozumiem, że dotyczy to całego Kijowa.

Czyli podczas ostatniego masowego ataku wróg zdołał wyrządzić szkody, których wcześniej nie było?

Atak miał miejsce w nocy z czwartku na piątek w zeszłym tygodniu. W zasadzie minął tydzień. Uszkodzenia są bardzo poważne. Nie przypadkiem rząd w końcu ogłosił stan wyjątkowy w energetyce. To daje rządowi surowe mechanizmy dyscypliny — technologicznej, finansowej, zasobowej. Daje pion zarządzania. W takich warunkach podporządkowałbym wszystkie przedsiębiorstwa energetyczne i ciepłownicze jednej pionowej strukturze, aby istniała jedna statystyka, jedno rozumienie podziału zasobów, części zamiennych, materiałów.

Mer Kijowa ciągle mówi o ewakuacji.

Tak, często pojawia się temat ewakuacji Kijowa.

Ale w jakim stopniu jest to realistyczne?

Jak wygląda ewakuacja czteromilionowego miasta? Myślę, że sam mer do końca tego nie rozumie. Jak ewakuować cztery miliony ludzi? Nie wyobrażam sobie tego. Dlatego sytuacja jest niezwykle napięta. I to już nie jest tylko kryzys. To nadzwyczajna sytuacja energetyczna przy wyjątkowo niskich temperaturach.

Czy istnieje możliwość naprawy uszkodzeń?

Można je naprawić, odbudować, ale ogrzewanie trzeba było uruchamiać dosłownie od zera. Elektrociepłownie, które wytwarzają ciepło dla dwóch trzecich miasta, straciły możliwość dostarczania nośnika ciepła. Istniało realne ryzyko ochłodzenia nośników ciepła w sieciach magistralnych. Obecnie wszystko to jest stopniowo przywracane. Każdego dnia jest trochę lepiej. Jednak wytwarzanie energii elektrycznej w Kijowie nie zostanie szybko przywrócone — przynajmniej do końca wiosny. Kijów jest całkowicie zależny od zewnętrznych źródeł: energii jądrowej i importu. Samo miasto nie wytwarza energii elektrycznej. Dlatego z przerażeniem czekamy na to, co może się dalej wydarzyć. Modlimy się do naszego systemu obrony przeciwlotniczej, aby chronił stolicę przed możliwym, ale prawdopodobnym nowym uderzeniem.

„Blackout Kijowa”. Ukraina walczy z zimnem i z wrogimi rakietami

Czy po nowym uderzeniu możliwy jest blackout Kijowa?

Zależy, co rozumiesz przez blackout.

Całkowity brak prądu — we wszystkich dzielnicach, we wszystkich domach — przez dobę, dwie czy trzy?

Najprawdopodobniej jakieś światło będzie. Ale sytuacja bardzo zależy od stanu kluczowych podstacji, które mają zapewnić przesył energii elektrycznej z elektrowni atomowych. Wróg obłożył Kijów blokadą energetyczną. Jednocześnie uderzył w kluczowe podstacje transformatorowe Ukrenergo, które zapewniają przesył energii elektrycznej z elektrowni atomowych. Kijów nie może samodzielnie wytwarzać energii elektrycznej, a jej przesył jest niemożliwy — podstacje są uszkodzone. Znajdują się one wokół miasta i to właśnie tam spadła większość rakiet. Całkowite zabezpieczenie ich przed rakietami było praktycznie niemożliwe.

Czego można się spodziewać w przyszłości i jakie są kluczowe czynniki przetrwania miasta tej zimy?

Kluczowym czynnikiem jest obrona przeciwlotnicza. Jeśli nie dopuści ona do nowych uderzeń, będziemy zmierzać ku poprawie. W przypadku nowych uderzeń bardziej przeraża mnie nie wyłączenie światła, ale wyłączenie ogrzewania. Prognoza na najbliższe tygodnie jest bowiem zła, mrozy będą się utrzymywać. Bez prądu można przetrwać dzięki latarkom i punktom ogrzewania. Ale bez ogrzewania w takim mrozie jest to kluczowe zagrożenie. Energetycy pracują heroicznie, ale są uszkodzenia, których nie da się naprawić lub jest to bardzo trudne. Zapas wytrzymałości każdego systemu inżynieryjnego nie jest nieskończony — każde nowe uderzenie go zmniejsza.

W scenariuszu, w którym wróg nie będzie w stanie jeszcze bardziej uszkodzić infrastruktury energetycznej — jak szybko będziemy w stanie się odbudować i osiągnąć mniej więcej stabilne dostawy energii?

Jeśli nie będzie nowych uderzeń, to według tymczasowego ministra energii, który powiedział, że bez uderzeń do końca wiosny można mniej więcej przywrócić system energetyczny — albo bez harmonogramów, albo z minimalnymi. Są uszkodzenia, które można naprawić w ciągu tygodnia, miesiąca lub dwóch, a są też takie, które wymagają pół roku lub roku. Taka jest rzeczywistość.