Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.
We wtorek prezydent Węgier Tamás Sulyok zarządził na Węgrzech wybory parlamentarne. Ich data znana była od dawna, stąd nie było żadnego zaskoczenia, że Węgrzy do urn pójdą w niedzielę 12 kwietnia. Oficjalna data wyborów jest także oficjalną datą inaugurującą kampanię wyborczą, przy czym ta trwa niemal bez przerwy od wielu miesięcy.
Od środy opinia publiczna, a także międzynarodowy komentariat emocjonuje się wynikami dwóch sondaży, które opublikowały pracownie Medián i Idea. W obydwu zdecydowaną przewagę notuje opozycyjna TISZA Pétera Magyara. W sondażu Medián Fidesz przegrywa z Magyarem dwunastoma punktami (51:39). A więc TISZA wygrywa, można się rozejść i czekać do kwietnia. Nie.
Robot sprzątający z bionicznym ramieniem. Dreame Cyber 10 Ultra
Jak rozkłada się poparcie – pierwszy sondaż
Przyjrzyjmy się tym badaniom. Według badania Medián do parlamentu weszłyby trzy partie, wszystkie prawicowe. Gdyby osadzić je na uproszczonej skali „skrajności”, bliżej centrum lokowałaby się TISZA, na prawo od niej Fidesz, a na najbardziej skrajnym skrzydle Mi Hazánk (Nasza Ojczyzna). To ostatnie ugrupowanie balansuje na pięcioprocentowym progu wyborczym, zapewne jego przyszłość w nowym parlamencie pozostanie niepewna. Podobnie było w 2022 r., kiedy obecność skrajnej prawicy w parlamencie zaskoczyła wszystkich.
Przewaga TISZY nad Fideszem w porównaniu do badania z końca listopada zwiększyła się o jeden punkt wśród wyborców zdeklarowanych. To wskazanie, że chodzi o konkretną grupę ankietowanych, jest bardzo ważne. Są to ludzie świadomi, pewni tego, że pójdą zagłosować, a także, że swój głos oddadzą na konkretną partię. Lepszy obraz rzeczywistości wyłania się z wyników publikowanych w całej populacji. Ujmuje ona bowiem tych, którzy nie wiedzą, na kogo zagłosują, nie wiedzą, czy w ogóle do urn wyborczych się udadzą, bądź odmawiają odpowiedzi na pytanie. Odsetek tego typu wyborców w różnych badaniach wynosi do 30 proc., w przypadku tego konkretnego badania jest to 19 proc. i wartość ta nie uległa zmianie.
Ostatni taniec? Rok 2026 to „być albo nie być” Orbana [OPINIA]
W grupie wszystkich wyborców przewaga TISZY jest mniejsza, wynosi 7 punktów (40-33). Tych siedem punktów procentowych oznacza przewagę na poziomie 600 tys. głosów. Jeżeli odniesiemy tę wartość do ogólnej puli uprawnionych do głosowania wyborców (ok. 8 mln), oznacza to, że różnica wynosi 7,5 proc. uprawnionych do głosowania.
Poparcie według drugiego sondażu
Bardzo podobne dane przynosi również drugi opublikowany wczoraj sondaż pracowni IDEA. Wśród zdeklarowanych wyborców przewaga TISZY nad Fideszem wynosi 10 p.p. (48:38), a w całej populacji – 8 (35:27). W przypadku tego badania wejście do parlamentu innych ugrupowań nie jest pewne. Dzieje się tak dlatego, że jeśli zapytać zdecydowanych wyborców, do parlamentu weszłaby jeszcze Koalicja Demokratyczna (5 proc.), a tuż pod progiem natomiast zameldowałaby się Nasza Ojczyzna (4 proc.). Z kolei w całej populacji parlamentarny tort między siebie podzieliliby niegdyś stronnicy – Magyar i Orbán.
Oczywiście, poza Medián czy Ideą istnieją także inne ośrodki badawcze, w tym te prorządowe. Wydaje się jednak, że czynione przez nie predykcje nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością, tzn. w sposób wręcz nachalny wieszczą one nie tylko przewagę Fideszu, ale wręcz zmiażdżenie przez to środowisko polityczne swoich konkurentów. Chociaż – nieco żartując, i tak już ta kilkunastoprocentowa przewaga Fideszu nad innymi partiami stopniała do „zaledwie” 7 p.p. (47:40). Analitycy prorządowi wprost wskazują, że zwycięstwo Orbána jest coraz bardziej pewne.
Kolejna afera uderza w Fidesz jako partii broniącej dzieci [OPINIA]
Żeby porównać sytuację sondażową z tą z 2022 r. i poprzednich wyborów (2018, 2014), trzeba poczekać jeszcze dwa miesiące – do marca. Ostatnie badania zostały zrealizowane na przełomie roku, w okresie świątecznym. Póki co nie sposób dokonywać poważnych założeń.
Co zdecyduje o wyniku
Warto przypominać, że system wyborczy na Węgrzech został wielokrotnie zmieniony. Każda kolejna nowelizacja czyniona od 2011 r. miała na celu zwiększanie szansy Fideszu na zwycięstwo wyborcze nawet w sytuacji, w której partia pod wodzą Viktora Orbána uzyskiwała gorsze wyniki. Sam sposób liczenia głosów jest skomplikowany. Wyborcy głosują w 106 okręgach jednomandatowych, głos oddają także na listę partyjną (krajową). Jednocześnie rządzący zadbali, by system głosów kompensacyjnych odpowiednio im sprzyjał.
Maksymalnie upraszczając: do zwycięstwa kandydata A z kandydatem B potrzebna jest przewaga jednego głosu. Wszystkie głosy, które A uzyska ponad tę wartość, wesprą jego stan posiadania głosów na liście krajowej. To tak zwana premia zwycięzcy. Z kolei głosy uzyskane przez kandydata B także trafią do puli listy krajowej. Jest tak, że w każdym rozdaniu ten system premiuje Fidesz, dlaczego? Po pierwsze z uwagi na to, że mapa okręgów wyborczych pokrywa się z poparciem Fideszu. Ostatnia nowelizacja okręgów została przeprowadzona rok temu. Po drugie, jeśli kandydat Fideszu wygrywa z oponentem, to ogromną przewagą, jeśli przegrywa, to minimalnie. Tak było w 2014, 2018 i 2022 r. W ostatnich wyborach udział głosów matematycznych, będących konsekwencją systemu wyborczego, wyniósł 40 proc. Oznacza to, że nie tyle Fideszowi przybywa nowych wyborców, co wspiera go stosowanie „matematycznej pomocy”.
To, co wiemy na pewno, to to, że Fidesz nie uzyska większości konstytucyjnej. Jednocześnie zapewnienia lidera TISZY dotyczące tego, że to jego środowisko polityczne uzyska 2/3 mandatów w parlamencie, wydają się mało prawdopodobne. Żeby do tego doszło, musiałby zostać spełniony szereg rachunków. M.in. kandydaci TISZA musieliby wygrać w 90 okręgach jednomandatowych (na 106), a także uzyskać poparcie na liście krajowej na poziomie bliskim 50 procentom. Poza tym do parlamentu nie mogłyby dostać się inne partie, najlepiej też, żeby ich poparcie było bardzo niskie. Jednocześnie zwycięstwo kolejnych kandydatów TISZY nad kandydatami Fideszu musiałoby zakończyć się ogromną większością. Rezultat prawdopodobnie rozstrzygnie się w ostatniej chwili, a różnica będzie „na żyletki”. Wiele zależeć będzie od mobilizacji poszczególnych elektoratów, a finalnie frekwencji.
Dla Wirtualnej Polski Dominik Hejj
Dr Dominik Hejj – politolog specjalizujący się w polityce węgierskiej i autor książki „Węgry na nowo”.