DANIEL SOBIS: Finał igrzysk olimpijskich w Barcelonie pomiędzy Hiszpanią a Polską to bardzo pamiętny mecz w historii waszego futbolu. Jakie ma pan wspomnienia ze spotkania w 1992 r.?

MIKEL LASA: Mecz z Polską był dla nas najtrudniejszy w całym turnieju. Wcześniej bez problemów wygrywaliśmy ze wszystkim rywalami po 3:0 czy 4:0, ale Polacy pokazali duże umiejętności i postawili nam twarde warunki. Sam mecz miał tyle zmiennych sytuacji, że mógł się równie dobrze skończyć wygraną waszej reprezentacji. Na szczęście dla nas praktycznie w ostatniej akcji po rzucie rożnym Kiko wpakował piłkę do siatki.

Co ciekawe, korner wykonywał Albert Ferrer, były piłkarz Barcelony czy później Chelsea, i jestem prawie w stu procentach pewny, że to był jeden, jedyny raz, kiedy on egzekwował ten stały fragment gry w całej swojej karierze! W futbolu musisz mieć jednak też odrobinę szczęścia, a nam ono w tamtym dniu sprzyjało. Myślę, że to był finał bardzo emocjonujący dla fanów obu drużyn i na pewno będzie pamiętany jeszcze przez wiele, wiele lat.

Tak, pamiętam waszego napastnika, nazywał się chyba Kowalczyk, później grał w Betisie. Był szybki i stwarzał nam naprawdę sporo problemów. Wcale się nie dziwię, że trafił do ligi hiszpańskiej, bo miał umiejętności do tego, aby tutaj grać. To był bardzo niebezpieczny napastnik.

Przejdźmy do Realu Madryt, bo tam w ostatnich dniach wiele się działo. Jakie były główne powody, dla których Xabi Alonso przestał być trenerem Realu Madryt po zaledwie siedmiu miesiącach pracy z zespołem?

Nam, którzy nie są w środku tego wszystkiego, bardzo trudno jest zabierać głos. I pewnie niektórych rzeczy nigdy się nie dowiemy. Xabi Alonso odnosił naprawdę wielkie sukcesy w Bayerze Leverkusen, detronizując wielki Bayern w Bundeslidze, grając sezon bez porażki, więc był to trener bardzo wyczekany przez fanów Królewskich. Wiele miesięcy negocjacji, wykup z Bayeru, wprowadzenie nowych idei do drużyny, która nie wyglądała dobrze w końcówce poprzedniego sezonu. Ale trzeba przyznać, że już od kilku albo kilkunastu tygodni Xabi miał pod górkę.

Prasa od jakiegoś czasu spekulowała o jego zwolnieniu, a porażka w Superpucharze Hiszpanii była gwoździem do trumny dla baskijskiego szkoleniowca. Oczywiście ta przegrana z Barceloną nie była jedynym powodem rozstania. Wiemy, że nie najlepiej działo się w szatni Realu, że chemii między nim a piłkarzami było bardzo mało, a do tego jeszcze bardzo rozdmuchany przez prasę konflikt z Viniciusem Juniorem.

Kylian Mbappe i Xabi AlonsoKylian Mbappe i Xabi Alonso (Foto: Mutsu Kawamori/AFLO / newspix.pl)Mikel Lasa: takie sytuacje nie wpływają dobrze na autorytet trenera

No właśnie, w jakim stopniu na jego odejście wpłynęły relacje z szatnią Realu, w tym ewentualne konflikty z kluczowymi zawodnikami, jak sugerowano: z Vinim, Mbappe, Valverde?

Myślę, że wszystko rozpoczęło się od pamiętnego El Clasico w październiku. Wtedy Vinicius podczas zmiany okazał totalny brak szacunku nie tylko dla swojego trenera, ale także klubu, swoich kolegów, kibiców. To było naprawdę haniebne, a Real nie zrobił z tym nic. To jasny sygnał, że Xabi Alonso na tym statku musiał radzić sobie sam, nie miał wsparcia w prezesie i ludziach decydujących. Oni wsparli piłkarza. Ta sytuacja pokazała też trenerowi, że nie ma sensu autorytatywnie prowadzić takiej drużyny jak Real Madryt. Sam mówił o tym kilka miesięcy później, że teraz jest już zupełnie innym trenerem, niż kiedy przychodził. Tam w środku musiało dziać się więc coś niedobrego.

Wydaje się, że oliwy do ognia dolała sytuacja z Kylianem Mbappe po finale, kiedy Francuz podważył decyzję trenera o zrobieniu szpaleru dla Barcelony?

Tak, zdecydowanie. Takie sytuacje nie wpływają dobrze na autorytet trenera. Wiemy, że porażki w sporcie prowokują wiele stresujących sytuacji, ale nie możesz nigdy okazywać publicznie braku szacunku do swojego przełożonego. To on jest szefem.

Tych czynników było bardzo wiele. Dla mnie jest to błąd Realu Madryt. Kiedy wiesz, że nie chcesz pracować z jakimś trenerem, to było wiele innych, lepszych momentów, aby takie zmiany przeprowadzać. Teraz przychodzi nowy człowiek, który w ciągu dwóch dni musi wszystko poukładać od nowa, a to nie jest wystarczający czas w piłce nożnej.

Jak opisałby pan profil oraz wyzwania stojące przed nowym trenerem Alvaro Arbeloą, który zastępuje Xabiego Alonso?

Bycie trenerem Realu Madryt to wielki zaszczyt, ale także wielka odpowiedzialność. Wiemy, że Alvaro to „mourinista”, czyli wielki fan szkoły Jose Mourinho, jeśli chodzi o zarządzanie drużyną. Pamiętamy, jak w czasach portugalskiego szkoleniowca wyglądały konferencje prasowe, mecze, duże napięcia na ławce rezerwowych. Może się okazać, że to wróci. Chociaż moim zdaniem Arbeloa jest większym pacyfistą w porównaniu do Mourinho. Prawdą jest jednak, że są wielkimi przyjaciółmi i pewne nauki od Jose wyniósł.

Alvaro przyjaźni się także z Xabim Alonso, znają się od czasów Realu, byli razem w Liverpoolu, reprezentacji Hiszpanii. Teraz także blisko współpracowali, kiedy jeden prowadził pierwszą drużynę, a drugi — drugi zespół Realu. Na pewno nowy trener ma mało czasu na pracę, bo pomiędzy Pucharem Króla, LaLigą a Ligą Mistrzów jest bardzo ciasno. A presja będzie bardzo duża, bo zmiany w grze oraz podejściu do meczów będą wymagane od zaraz. Coś, co nie istnieje w takim klubie jak Real Madryt, to na pewno cierpliwość. Wyniki są potrzebne tu i teraz, aby jeszcze bardziej nie stracić dystansu do Barcy. Trudne wyzwanie dla Arbeloi, ale kiedy dzwoni Florentino Perez, nie można odmówić.

Oto czego potrzebuje Real Madryt

Czy wraz z przyjściem Arbeloi uważa pan, że Real wciąż może uratować sezon zarówno w LaLidze, Pucharze Króla, jak i w europejskich pucharach, czy też szkody są już nieodwracalne?

Sezon jeszcze się nie skończył, na razie Real przegrał tylko jedno trofeum [już po naszej rozmowie odpadł też z Copa del Rey]. Wciąż jest wiele do wygrania w tym roku. Stąd myślę, że wzięła się zmiana trenera — aby nie popełnić błędów z wcześniejszych lat. Może się przecież zdarzyć tak, że Real jeszcze będzie triumfował w lidze czy Champions League. Wtedy musimy pamiętać, że to będzie też cegiełka dołożona przez Xabiego Alonso. Jedno jest pewne — Alvaro Arbeloa nie dostał zbyt wiele czasu na to, aby udowodnić, że jest skutecznym fachowcem. Wielkie wyzwanie dla niego i jego sztabu.

Patrząc w przyszłość, co pana zdaniem powinien zmienić Real Madryt na poziomie sportowym i zarządczym, aby uniknąć podobnej sytuacji i wrócić do stabilnego, solidnego projektu w perspektywie średnio— i długoterminowej?

Przede wszystkim musi wrócić do jasnej wizji sportowej i długofalowego planowania. Klub tego formatu nie może reagować wyłącznie na krótkoterminowe wyniki, bo to prowadzi do nerwowych decyzji. Kluczowe jest lepsze dopasowanie profilu trenera do strategii klubu oraz zapewnienie mu realnego wsparcia — zarówno w zarządzaniu szatnią, jak i w kwestiach transferowych. Na poziomie sportowym potrzebna jest większa spójność kadry: zawodnicy powinni pasować do jednego modelu gry, a nie być zbiorem indywidualności. A wtedy Real Madryt może być ponownie hegemonem w światowej piłce.