Węgierska kampania wyborcza nabrała w tym tygodniu tempa. Po 15 latach rządów populistyczny, nacjonalistyczny premier Viktor Orban mierzy się z najpoważniejszym jak dotąd wyzwaniem. Udręczona opozycja pokłada nadzieje w Peterze Magyarze — konserwatywnym liderze opozycyjnej partii Tisza, która wyprzedza Fidesz w sondażach o 12 punktów procentowych. Liczy, że Magyar skończy z tym, co sam Orban nazywa „nieliberalną demokracją”.
Dla wielu Węgrów te wybory są swoistym referendum nad orbanowskim modelem. Za jego rządów partia Fidesz umocniła kontrolę nad mediami i spółkami państwowymi, co wywołuje zarzuty o kolesiostwo. Osłabiła także niezależność sądów i przyjęła ustawy, przez które Węgry spadły na sam dół rankingów przejrzystości. Obecnie zajmują ostatnie miejsce wśród państw UE w indeksie praworządności World Justice Project.
Spośród wszystkich przywódców w UE to właśnie 62-letni Orban jest najbliżej rosyjskiego dyktatora Władimira Putina. Nieustannie uniemożliwia Brukseli budowanie wspólnego frontu przeciw Kremlowi. Wielokrotnie ścierał się z Unią w sprawach takich jak prawa osób LGBTQ+ czy polityka migracyjna. Przewidując upadek liberalnego porządku międzynarodowego, Orban rozpoczął rok stwierdzeniem, że UE „rozpadnie się sama z siebie”.
Ale czy Magyar — którego nazwisko dosłownie oznacza „Węgier” — rzeczywiście jest w stanie pokonać swojego byłego sojusznika? A nawet jeśli mu się uda, czy realnie będzie mógł przywrócić na Węgrzech liberalną demokrację, skoro system stworzony przez Orbana wciąż będzie funkcjonował? POLITICO analizuje pięć kluczowych pytań w związku z przełomowym głosowaniem, które odbędzie się 12 kwietnia.
„Wykorzystywał weto do szantażu”. Dlaczego te wybory są aż tak ważne?
Choć Węgry liczą zaledwie 9,6 mln mieszkańców, pod rządami Orbana stały się jednym z największych problemów Unii Europejskiej. Od lat wykorzystuje on weto Budapesztu w Brukseli, by blokować sankcje wobec Rosji, wstrzymywać pomoc finansową dla Ukrainy i nieustannie opóźniać pilne decyzje UE.
Jest także ważnym — o ile nie najważniejszym — członkiem grupy prawicowych populistów w stolicach UE, których łączy sprzeciw wobec migracji i sceptycyzm wobec zbrojenia Ukrainy. Bez Orbana Andrej Babisz z Czech i Robert Fico ze Słowacji byliby na unijnych szczytach znacznie bardziej osamotnieni.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Bruksela często była zmuszona do stosowania skomplikowanych rozwiązań, by obejść węgierski sprzeciw. Upór Orbana zainspirował postulaty zniesienia obowiązującej od dekad zasady jednomyślności.
— 20 razy, jeśli nie więcej, ubolewałam nad postawą Viktora Orbana, który za każdym razem, gdy trzeba było wesprzeć Ukrainę, wykorzystywał weto do szantażu — mówi Valerie Hayer, szefowa liberalnej frakcji w europarlamencie.
„Uruchomią wszystkie środki, bo mają wiele do stracenia”. Co jest stawką tej walki?
Magyar zarzuca Orbanowi i Fideszowi nepotyzm i korupcję — osłabianie gospodarki poprzez faworyzowanie oligarchów — oraz utratę środków unijnych z powodu konfliktów z Brukselą. Orban z kolei chce przedstawić swojego głównego rywala jako marionetkę sterowaną przez Brukselę.
W ostatnim roku Fidesz inicjował publiczne debaty, które miały podzielić elektorat Magyara — od Zielonych i lewicy po rozczarowanych byłych zwolenników Orbana — na tematy takie jak zakaz marszu równości osób LGBTQ+.
Strategią Tiszy jest unikanie zajmowania stanowiska w kontrowersyjnych sprawach, by zyskać absolutną większość i zdobyć prawo do zreformowania ordynacji wyborczej — którą, jak twierdzą, Orban ustawił pod siebie — oraz umożliwić zmiany konstytucyjne.
Zoltan Tarr, numer dwa w partii, mówi POLITICO, że spodziewa się, iż rząd Orbana sięgnie po „wszystkie możliwe brudne sztuczki”. — Propaganda państwowa, spreparowane materiały z użyciem AI, zmanipulowane nagrania wideo, potencjalne inscenizowane incydenty, szantaż i wykorzystywanie ustawionej ordynacji wyborczej. Uruchomią wszystkie środki, bo mają wiele do stracenia — twierdzi Tarr.
Podczas sobotniego kongresu Fideszu Orban ostro skrytykował Tiszę, nazywając ją narzędziem Brukseli. — Jeśli zagłosujecie na Tiszę lub DK [socjaldemokratyczną Koalicję Demokratyczną], głosujecie przeciw własnej przyszłości. Tisza i DK bez mrugnięcia okiem wykonają polecenia Brukseli. Nie zapominajcie, że szefem Tiszy jest Herr Weber, największy podżegacz wojenny w Europie — powiedział Orban, odnosząc się do niemieckiego lidera Europejskiej Partii Ludowej, Manfreda Webera.
Węgrzy wybiorą 199 deputowanych. Kiedy i na jakich zasadach odbędzie się głosowanie?
Wybory parlamentarne odbędą się w niedzielę, 12 kwietnia. Węgrzy wybiorą nowy skład 199-osobowego Zgromadzenia Narodowego w systemie mieszanym: 106 posłów zostanie wyłonionych w okręgach jednomandatowych, a 93 z list partyjnych. Tisza prowadzi z 49-procentowym poparciem, wyprzedzając Fidesz (37 proc.), który przegrywa w sondażach już od niemal roku.

Peter Magyar, lider partii Tisza, macha flagą Węgier podczas wiecu w mieście Kecskemet, 6 grudnia 2025 r.EPA/Tamas Vasvari / PAP
Wśród innych liczących się ugrupowań są Koalicja Demokratyczna (DK), skrajnie prawicowy ruch Mi Hazank (Nasza Ojczyzna) oraz satyryczna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach (MKKP), powstała głównie po to, by wyśmiewać politykę Orbana. Te jednak walczą o przetrwanie, bo mogą nie przekroczyć progu wyborczego. Oznaczałoby to, że węgierska izba może być zdominowana wyłącznie przez dwie prawicowe partie.
Choć oficjalna kampania rozpoczyna się 21 lutego, wyścig toczy się pełną parą od miesięcy.
„Jedna strona korzysta z pełnych zasobów”. Czy wybory będą wolne i uczciwe?
Rywale rządzącej partii mierzą się z systemem, który sprzyja Fideszowi. W 2011 r. rząd Orbana przemodelował okręgi wyborcze i zmienił ordynację, by zmaksymalizować swoje szanse na zdobycie mandatów.
— Przy samym akcie głosowania nie dochodzi do bezpośredniej ingerencji, lecz cała otoczka rywalizacji, zarówno jeśli chodzi o zasady instytucjonalne, jak i dostęp do zasobów, daje zdecydowaną przewagę partii rządzącej — ocenia politolog Marton Bene z Instytutu Nauk Politycznych TK w Budapeszcie.
Oprócz kontrolowania ok. 80 proc. rynku medialnego rząd daje możliwość głosowania korespondencyjnego etnicznym Węgrom za granicą (najczęściej popierającym Fidesz). Z kolei emigranci, którzy mieszkają poza ojczyzną, ale zachowali węgierski adres, muszą podróżować do ambasad, by oddać głos.
— Jedna strona korzysta z pełnych zasobów państwa, podczas gdy rywal nie otrzymuje żadnych środków publicznych na kampanię i praktycznie nie istnieje w mediach kontrolowanych przez państwo — mówi politolog Rudolf Metz z Instytutu TK, dodając, że nierównowaga ta jest częściowo odwrócona w przestrzeni cyfrowej.
Mimo to Bene ocenia, że nawet przy nieuczciwych warunkach zwycięstwo Magyara jest możliwe — pod warunkiem że uczciwość samego procesu głosowania zostanie zachowana.
Jak wiele zmieniłoby zwycięstwo Magyara? „Nie oznaczałoby radykalnego zwrotu”
Brukselskie elity modlą się o wygraną Magyara i liczą, że rząd Tiszy zacieśni więzi z Unią Europejską. Hayer, liderka frakcji centrystów, zadeklarowała, że jej partia popiera „każdego kandydata niosącego wartości proeuropejskie, który będzie w stanie pokonać obecnego premiera Węgier”.
Weber natychmiast zaprosił Tiszę do rodziny centroprawicy, by zdobyć wpływy w Budapeszcie i zapewnić im środki na rozwój programu wyborczego. Wielokrotnie przedstawiał Magyara jako tego, który uratuje Węgry przed Orbanem.

Budynek parlamentu w Budapeszcie. Zdjęcie ilustracyjneJan Wehnert / Shutterstock
Choć Magyar uchodzi za potencjalnego budowniczego mostów na linii Bruksela–Budapeszt, nie jest bezkrytycznym entuzjastą UE. Jego stosunek do Brukseli jest powściągliwy, bo każde zbliżenie mogłoby zostać użyte przeciw niemu przez Orbana. W wywiadzie dla POLITICO w październiku 2024 r. powiedział: „z pewnością nie wierzymy w europejskie superpaństwo”.
Tarr — numer dwa w partii Tisza — mówi POLITICO, że na krajowym podwórku ugrupowanie chce „zachować zaporę na granicy, sprzeciwiać się obowiązkowym kwotom migracyjnym i przyspieszonemu przyjęciu Ukrainy do UE, dążyć do pokoju, zwalczać rosyjską propagandę, wzmacniać współpracę Grupy Wyszehradzkiej oraz Europę Środkową — ale bez roli czarnej owcy Europy”.
To pokrywa się z prognozą politologa Metza, który uważa, że zwycięstwo Magyara „nie oznaczałoby radykalnego zwrotu ani powrotu do wyidealizowanej przeszłości”. — Rola Węgier jako stałego rozbijacza w UE prawdopodobnie osłabnie, nie dlatego, że znikną interesy narodowe, ale dlatego, że będą one realizowane poprzez negocjacje i współpracę instytucjonalną, a nie przez ciągłą politykę weta i konflikty symboliczne — dodaje Metz.
Analitycy ostrzegają też, że zmiana wewnątrz kraju może przebiegać powoli. Zoltan Vasali z Uniwersytetu Miltona Friedmana twierdzi, że rozmontowanie obecnego systemu będzie „prawnie i instytucjonalnie bardzo trudne”.
— Kluczowe organy konstytucyjne zachowają kadencje po zbliżających się wyborach, a najważniejsze stanowiska nadal piastują osoby związane z obecnym rządem, co ogranicza możliwości szybkich zmian — mówi Vasali.
Skala zwycięstwa Magyara może okazać się decydująca. Większość dwóch trzecich w parlamencie, która pozwoliłaby nowemu rządowi zmienić konstytucję, byłaby według Metza „prawdziwym przełomem”.
— Dałoby to rządowi Magyara możliwość prawnego przywrócenia podstawowych zasad praworządności, odbudowania mechanizmów kontroli i równowagi oraz wprowadzenia zabezpieczeń, takich jak kadencyjność kluczowych urzędów — ocenia.
Kinga Gal, szefowa Fideszu w Parlamencie Europejskim, nie odpowiedziała na prośbę o komentarz do czasu publikacji artykułu.