Po zwiększeniu w 2020 r. liczby uczestników z 16 do 24 łatwiej jest dostać się do mistrzostw Europy, ale drużynom średnim, takim jak Polska, trudniej przejść do drugiej rundy. Wcześniej bowiem z czterozespołowych grup wychodziły po trzy, a obecnie tylko po dwie drużyny. Z jednej strony naprawdę pomaga to słabszym dotychczas krajom rozwijać u siebie piłkę ręczną, co najlepiej widać na przykładzie takich reprezentacji jak wcześniej Portugalia, a obecnie Włochy, Wyspy Owcze czy nawet Gruzja, która już drugi raz z rzędu wystąpi w ME. Druga strona medalu jest taka, że dość łatwo przewidzieć, które zespoły awansują do drugiej rundy.

W ME 2026, które od 15 stycznia do 1 lutego odbywają się w Danii, Szwecji i Norwegii, właściwie tylko w grupie D każdy z każdym może wygrać, w pięciu pozostałych bardzo łatwo wskazać faworytów. Choć na szczęście piękno handballu sprawia, że ci faworyci nie zawsze są górą – ot, choćby dwa lata temu niedoceniana Austria wyprzedziła Hiszpanię, co sprawiło, że Los Hispanos skończyli europejski czempionat na najniższej w historii 13. pozycji. Trzeba jednak przyznać, że takie przypadki zdarzają się niezmiernie rzadko.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Brak awansu to nie tragedia

Mamy jednak nadzieję, że i tym razem przytrafi się przynajmniej jedna tego typu niespodzianka i że będzie dotyczyła zmagań w grupie F. Tam bowiem właśnie występuje reprezentacja Polski, której rywalami będą Węgry, Islandia i Włochy. Madziarzy dwa lata temu w ME zajęli piąte miejsce, rok temu w MŚ – ósme, a na dodatek zagrali też w paryskich igrzyskach (bez sukcesu, ale sam występ to wielkie osiągnięcie). Islandia w ME 2024 była dziesiąta, w MŚ 2025 dziewiąta, w IO nie zagrała – ale to i tak o wiele lepsze osiągnięcia niż Polski, która dwa lata temu w Europie była 16., a rok temu na świecie – 25.

Te porównania można sprowadzić do tego, że awans Biało-Czerwonych do drugiej fazy trzeba będzie traktować jako dużą niespodziankę. Czy sensację? Może nie aż tak, ale pamiętajmy, że rywala z tej półki co Węgry i Islandia Polska pokonała ostatnio w… 2016 r. W ćwierćfinale olimpijskim wygraliśmy z Chorwacją i od tamtego meczu niedługo minie dziesięć lat. A w grupie F nie wolno lekceważyć także Italii, która w ME 2024 wprawdzie nie uczestniczyła, ale w MŚ 2025 zajęła 16. miejsce, pokonawszy m.in. Czechy, którym nasza kadra nie dała rady.

Maciej GębalaMaciej Gębala (Foto: Mateusz Słodkowski / Cyfrasport)

Zapowiadając występy Polaków w tym turnieju, trzeba zaznaczyć jeden bardzo istotny fakt. Brak awansu do drugiej rundy i miejsce poza czołową dwunastką Europy tragedią jeszcze nie będzie. Ale zajęcie ostatniego miejsca w grupie już tak. A to dlatego, że kolejność w ME 2026 będzie decydować o rozstawieniu drużyn przed wiosennymi dwumeczami kwalifikacji do MŚ 2027 i najprawdopodobniej (bo EHF nie opublikował jeszcze szczegółów) drużyny z miejsc 19–24., czyli właśnie ostatnie w grupach, będą w nich dolosowane do tych zdecydowanie mocniejszych. I wtedy trzeba będzie albo mieć naprawdę silny zespół, albo furę szczęścia w losowaniu. W obu tych elementach ostatnio wypadamy dość słabo.

Jota Gonzalez, trener debiutant

Czego się spodziewać po występie Biało-Czerwonych? Kompletnie nie wiadomo. Chyba jeszcze nigdy nasza kadra przed wielkim turniejem nie była taką zagadką. Po pierwsze dlatego, że prowadzi ją nowy selekcjoner Jota Gonzalez, który zadebiutuje w tej roli w wielkim turnieju. Po drugie, Polacy w podstawowym składzie zagrali ostatnio… wiosną 2025. Po trzecie, całe przygotowania we Władysławowie trwały niespełna dwa tygodnie, a ich efekt jest nieznany, bo sparingi z Serbami odbyły się za zamkniętymi drzwiami. Patrząc na nasz skład, można jednak stwierdzić, że szału nie ma, ale dramatu też nie – bywały turnieje, na które Polska jechała bardziej osłabiona niż teraz.

To wszystko sprawia, że nasza drużyna stanowi wielką niewiadomą. Miejmy nadzieję, że również, a nawet przede wszystkim dla jej grupowych przeciwników.

Na koniec przypomnijmy system rozgrywek w mistrzostwach Europy. On się nie zmienia i jest bardzo prosty, co znacznie ułatwia śledzenie turnieju nawet tym kibicom, którzy handballem interesują się tylko od święta. W pierwszej rundzie grupowej po meczach każdego z każdym dwa najlepsze zespoły z zaliczeniem punktów i bramek wyłącznie z potyczki między sobą awansują do drugiej fazy, również grupowej, a drużyny z miejsc 3–4. żegnają się z turniejem. Przy równej liczbie punktów dwóch lub więcej ekip, o kolejności decyduje bilans meczu (meczów) między nimi. W drugiej rundzie po dwa zespoły z grup A, B i C tworzą grupę I, zaś te z grup D, E i F – grupę II. No i tu już jest bitwa na noże, bo po prostu po dwie najlepsze ekipy wchodzą do półfinałów.