Prezydent Gdańska zginął w styczniu 2019 r. podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Sprawca ataku został skazany na dożywotnie pozbawienie wolności. Dla rodziny włodarza był to ogromny dramat, który rozegrał się na oczach całego kraju.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jak Antonina Adamowicz radzi sobie po śmierci ojca?
Co powiedziała o swoim tatusiu?
Dlaczego nie mieszka obecnie w Polsce?
Jak długo trwała jej podróż po zwrocie z USA?
Starsza córka Adamowicza znajdowała się wówczas za granicą i przeżywała katusze. — To była po prostu jedna wielka niewiedza i oczekiwanie na to, co się stanie, bo nie wiedzieliśmy praktycznie nic — wspomina.
[…] Potem byliśmy w samolocie przez wiele godzin, bo byliśmy wcześniej w Stanach Zjednoczonych. To były najgorsze dni, najtrudniejsze dni mojego życia. Więc wydaje mi się, że moja psychika chyba na razie nie jest w stanie jeszcze tego tak naprawdę do końca ogarnąć
— opowiada. A zapytana o tatę, podkreśla, że był wrażliwym człowiekiem i potrafił okazywać emocje. Mimo wielu obowiązków poświęcał dzieciom dużo czasu. — Bardzo dużo rozmawialiśmy. To był bardzo obecny tata, jak na to, że często fizycznie nie mógł być obecny. Nawet jak go nie było, bo był w delegacji, dużo rozmawialiśmy przez telefon — przyznaje.
20-latka, jak wyjawiła jej matka na łamach „Wysokich Obcasów”, nie mieszka obecnie w Polsce z powodu licznych gróźb i obaw o własne życie. Stara się jednak funkcjonować normalnie, pielęgnując pamięć o ojcu. — Teraz już nie jest tak, że ja codziennie płaczę z powodu śmierci taty, ale na pewno codziennie o nim myślę — podkreśla.
[…] Mogę żyć spokojnie. Niestety, to nie są rzeczy, które przychodzą same. To są lata pracy nad sobą, terapii, bo mimo wszystko to była ogromna trauma i jeszcze publiczna, co nie pomagało temu wszystkiemu
— zaznacza Antonina.