Jak przekazała była szefowa ukraińskiego rządu, a obecnie liderka partii Batkiwszczyna, w piątek rano okazało się, że została odcięta od swoich środków, z których to zamierzała wpłacić kaucję. Dziś sąd ma zdecydować, czy przychyli się do wniosku prokuratury, która chce od Tymoszenko poręczenia w wysokości 50 mln hrywien (ok. 1,15 mln dolarów) oraz nałożenia na nią zabezpieczeń prawnych.

O sprawie Tymoszenko poinformowała za pośrednictwem wpisu w mediach społecznościowych, w którym retorycznie pyta swoich obserwatorów: „Czym jest surrealizm?”.

„To wtedy, gdy planujesz wpłacić kaucję w sprawie jawnie politycznej, z pieniędzy otrzymanych jako odszkodowanie za prześladowania polityczne przez pewnego krótkowzrocznego 'dyktatora’. Ale nie możesz tego zrobić, ponieważ twoje konta zostały zablokowane jeszcze przed wydaniem orzeczenia sądowego” – napisała.

Swoich oponentów polityk nazwała natomiast „naiwnymi ludźmi” i zapewniła, że „prymitywne kroki” nie zmuszą jej do ucieczki lub „zaprzestania walki”.

Afera korupcyjna w Ukrainie. Tymoszenko proponowała łapówki?

W ostatnich dniach Ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) oraz Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) ujawniły aferę, której główną postacią jest właśnie Julia Tymoszenko.

Według zgromadzonych przez służby materiałów, liderka Batkiwszczyny miała oferować grupie parlamentarzystów łapówki. Na opublikowanych nagraniach słychać rozmowy dotyczące przekazywania 10 tys. dolarów miesięcznie w zamian za oddanie określonych głosów. Materiały te miały stanowić główny dowód w prowadzonym dochodzeniu.

Była premier Ukrainy twierdzi, że padła ofiarą nieuczciwych działań przeciwników, którzy chcą usunąć ją życia politycznego przed kolejnymi wyborami. Jednocześnie stanowczo zaprzecza, aby głos na nagraniach należał do niej.

Źródło: Ukrainska Pravda