Kiedy w 2020 r. Prawo i Sprawiedliwość postanawia zmuszać do rodzenia dzieci, zaostrzając ustawę antyaborcyjną, Chorosińska przekonuje o „wulgarności” protestujących kobiet i konieczności aborcyjnych kontroli [z wywiadu dla TV Republika]. Później, gdy informacje o kryzysie demograficznym kładą się cieniem na polityce poprzedniego rządu, idzie w zaparte. Zapewnia o braku problemu, a w końcu przerywa niepomyślny dla siebie wywiad na ten temat [dla TVN24].

W końcu, kiedy trzeba udawać, że po pechowych dla PiS wyborach 15 października roku 2023 partia Jarosława Kaczyńskiego może ponownie utworzyć rząd, zostaje osławioną ministrą. Dwutygodniową. W najtrudniejszym momencie dla kultury we współczesnej Polsce.

Dominika Chorosińska jako dwutygodniowa ministra kultury

Dominika Chorosińska jako dwutygodniowa ministra kulturyJacek Dominski/REPORTER/EastNews / East News

Wówczas środowisko artystyczne ciągle liczy straty po pandemicznych przestojach, zmęczone próbami cenzury, ekonomicznym szantażem władz czy nietransparentną polityką kadrową w kolejnych instytucjach.

Wypatrujący zmian świat kultury — przez osiem lat mamiony sloganami o „kulturze jako podstawie patriotyzmu i przetrwania narodów” [wicepremier Piotr Gliński dla „Gazety Polskiej”] — kieruje oczywistą złość w stronę nowej ministry, a ta próbuje przekonać do siebie próbami przyspieszenia z dawna obiecywanej ustawy o statusie artysty zawodowego.

Finalnie jednak jej ministerialny epizod zostaje zapamiętany z wydania w ekspresowym tempie 500 mln zł [z dokumentów ujawnionych przez późniejszą wiceministrę Joannę Scheuring-Wielgus], bo, jak tłumaczy w Chorosińska w „Fakcie”, chciała podejmować „realne decyzje, wynikające z urzędu”.

Sama, słysząc o tak zwanym „trzecim rządzie Mateusza Morawieckiego”, jedynie wymownie się uśmiecha [z wywiadu z 2024 r. dla Polskiego Radia RDC].

Ewidentnie zostaje wystawiona na pożarcie artystom w ramach politycznej gry na przeczekanie (jesienią 2023 r. PiS szuka koalicjanta, którego w Polsce 2050, Nowej Lewicy i PSL znajduje Platforma Obywatelska) pod płaszczykiem sfeminizowanego rządu.

Przybywa wykpiwających ją głosów, choć Chorosińskiej nie można zarzucić braku kulturalnych kompetencji, ani sprowadzić do aktorki z tasiemcowego serialu („M jak miłość”).

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Studia w krakowskiej PWST (obecnie AST) kończy udziałem w spektaklach dyplomowych reżyserskich znakomitości: Krystiana Lupy („Letnicy”), Jerzego Stuhra („Sześć postaci scenicznych szuka autora”) i Andrzeja Wajdy („Jak wam się podoba”).

Po wymarzonym dla młodej magistry sztuki początku kariery — przypieczętowanym rolą Ofelii w „Hamlecie” Krzysztofa Jasińskiego, szefa Teatru STU — trafia do wrocławskiego Teatru Polskiego, później jednego z najczęściej nagradzanych w kraju.

Za „Utwór o Matce i Ojczyźnie” w reżyserii Jana Klaty odbiera nagrody zespołowe, między innymi na festiwalu Boska Komedia. Gra u Remigiusza Brzyka, Mikołaja Grabowskiego, Wiktora Rubina czy ponownie u Lupy. Mimo że w trakcie kariery politycznej będzie nazywać aktorstwo „zawodem pielgrzymim” [ze spotkania z młodzieżą na Stadionie Narodowym, organizowanego przez fundację SMS z Nieba], to zarówno reżyserskie nazwiska w jej CV, jak i sceniczny repertuar, trudno umiejscawiać w konserwatywnym nurcie.

Aktorskim manifestem światopoglądowym jest za to z pewnością występ w „Smoleńsku” Antoniego Krauzego, filmie forsującym nigdy nieudowodnione tezy PiS o zamachu na polską delegację 10 kwietnia 2010 r.

Politycznie Dominika Chorosińska określa się również wtedy, gdy w tym samym roku, co premiera „Smoleńska”, do oklaskiwanego w kraju i na świecie Teatru Polskiego wjeżdża polityczny walec. Lokalni decydenci wytykają wieloletniemu dyrektorowi Krzysztofowi Mieszkowskiemu (teraz posłowi Koalicji Obywatelskiej) zadłużenie sceny. W praktyce chodzi o drażniący morale Urzędu Marszałkowskiego i Ministerstwa Kultury, spektakl „Śmierć i dziewczyna” Eweliny Marciniak, istotnie bliższy metafizyce niż perwersji.

Chorosińska w publicznych wypowiedziach przestrzega przed „bezczelnością teatralną” [z wywiadu dla portalu wPolsce]. Wspomina o pokazywaniu „Chrystusa gwałcącego muzułmankę” [ta sama rozmowa] albo „masturbacji na scenie pijanych aktorek” [z sesji sejmiku województwa dolnośląskiego, cytat za „Gazetą Wrocławską”]. Bez konkretów.

Nie dołącza do protestu dużej części zespołu Teatru Polskiego we Wrocławiu w obronie Krzysztofa Mieszkowskiego. Wspiera dyrekcję swojego serialowego kolegi, Cezarego Morawskiego. Polski szybko traci dawną renomę, a Chorosińska oskarża dziennikarkę lokalnej „Gazety Wyborczej” Magdalenę Piekarską o pochlebne recenzje, opłacane pieniędzmi z gabinetu Mieszkowskiego. Za rozpowszechnianie fałszywych informacji przeprasza, skutkiem wyroku sądu.

Z podgrzewania i tak już iskrzących nastrojów społecznych Dominika Chorosińska robi swoją wizytówkę. Telewizyjną — gdy prowadzi programy w prawicowej TV Republika, jak również w TVP za rządów PiS — oraz polityczną, obecnie jako wybrana na drugą kadencję posłanka PiS (w międzyczasie nie dostała się do Parlamentu Europejskiego).

Krzyczącym w obronie prawa do decydowania o własnych ciałach kobietom mówi, że mają „bielmo na oku” [z wywiadu dla TV Republika], a w 2025 r., za pomocą zdjęcia wygenerowanego przez sztuczną inteligencję, dołącza do nagonki na nauczycielkę z Kielna, która wyrzuciła do kosza na śmieci plastikowy krzyż z halloweenowego stroju.

Dominika Chorosińska z fikcyjnym zdjęciem na temat afery z krzyżem

Dominika Chorosińska z fikcyjnym zdjęciem na temat afery z krzyżemFacebook/Dominika Chorosińska

Smutny paradoks polega na tym, że szafująca ocenami moralnymi Chorosińska, tak chętnie pouczająca o jedynym słusznym stylu życia — na zasadach Kościoła — pada ofiarą podobnego oratorstwa.

W internetowych komentarzach do cytowanego wyżej wpisu o „rodzinie jako polskiej racji stanu” przeważa wypominanie jej małżeńskiej zdrady sprzed dwóch dekad.

Przypadek Chorosińskiej, rekordowo często i długo rozliczanej za swoją niewierność, owszem można tłumaczyć sobie jej prowokacyjnymi komentarzami, uderzającymi w wiele dyskryminowanych grup społecznych.

Pytanie tylko, czy to aby nie pretekst do szowinistycznego odpłacania pięknym za nadobne? Łatwo na nie odpowiedzieć, szukając, raczej bezskutecznie, przykładu innego przedstawiciela prawicy, znanego mężczyzny o konserwatywnych poglądach, który z tą samą częstotliwością byłby rozliczany z pozamałżeńskiego romansu. W tej sprawie należy wziąć Dominikę Chorosińską w obronę i nie dać się sprowokować polaryzującym nastrojom, w których sama zainteresowana, owszem, ma niebagatelny udział.

Dominika Chorosińska

Dominika ChorosińskaMarcin Obara / PAP

„Dziewczynką do bicia” bohaterka tego tekstu zostaje więc za sprawą powtarzanego, mizoginicznego linczu. Ale plamą na urzędniczym honorze zasadnie pozostaje już fakt, że jako posłanka na Sejm nie potrafi wskazać, ile miejsc liczy Sejm i Senat [z wywiadu Radia ZET].

Do aktorstwa nie wraca, choć przysłowiową furtkę zostawia niedomknięta. Nadal jest etatową aktorką Teatru Polskiego we Wrocławiu [informację dla Onetu potwierdza Paweł Zaręba, kierownik obecnego biura dyrekcji pod kierownictwem reżysera Michała Zadary]. Przebywa na urlopie bezpłatnym od 2019 r., gdy po raz ostatni do tej pory pojawiła się na wrocławskiej scenie w spektaklu „Mayday” w reżyserii Wojciecha Pokory.

Z kolei na pewno nie zobaczymy już Chorosińskiej w Teatrze Klasyki Polskiej — powołanym przez Piotra Glińskiego — pod dyrekcją Jarosława Gajewskiego, aktora, reżysera i wykładowcy. Obecna posłanka występowała tu w „Beniowskim” w reżyserii Michała Chorosińskiego, aktora i reżysera, a prywatnie swojego męża, dziś na stanowisku dyrektora Centrum Spotkania Kultury w Lublinie (stanowisko objął bez konkursu). Spektakl w 2023 r. spadł z afisza, co, jak tłumaczy Onetowi Anna Pławecka z działu promocji i marketingu, „wynika z aktualnych priorytetów programowych teatru”.

„Pani Dominika nie jest brana pod uwagę w naszych przyszłych spektaklach. Na obecnym etapie koncentrujemy się na nowych projektach, które lepiej odpowiadają zarówno naszej strategii artystycznej, jak i możliwościom organizacyjnym” — komentuje dla Onetu teatr.

Dominika Chorosińska w "Beniowskim", reż. Michał Chorosiński

Dominika Chorosińska w „Beniowskim”, reż. Michał ChorosińskiTeatr Klasyki Polskiej

Na razie Dominika Chorosińska próbuje znaleźć sobie miejsce w pierwszych politycznych szeregach, stając się najbardziej medialną przedstawicielką prawicy. Ale bardziej od konsekwentnej, jasno sprofilowanej i wyróżniającej się kariery poselskiej rzuca się w oczy ciągła próba wkupienia w łaski ludzi na szczytach pisowskich władz. Chorosińska robi to poprzez komentowanie aktualnie nośnych światopoglądowo tematów, niekoniecznie w odpowiedzialny sposób (patrz sprawa zabawkowego krzyża, wykorzystywanego do viralowej narracji o „prześladowaniu”).

A po czerwcowych wyborach prezydenckich dochodzą do tego publikowane niemal każdego dnia peany na cześć Karola Nawrockiego.

Otwartym pozostaje pytanie, czy paradoksalny przypadek aktorki w stanie spoczynku dowodzi jej heroizmu, koniunktury czy lekkomyślności.

Dominika Chorosińska nie odpowiedziała na pytania Onetu dotyczące zawieszenia pracy artystycznej oraz możliwości umówienia wywiadu, w którym odniosłaby się do wątków powyższego tekstu.