Kto spodziewał się choćby symbolicznego zawieszenia broni i zjednoczenia na czas wizyty prezydenta, musiał się mocno zdziwić. Polski Komitet Olimpijski wciąż pogrążony jest w konflikcie i choć obecnie pozycja prezesa Radosław Piesiewicz nie jest zagrożona, to atmosfera wokół instytucji nadal jest daleka od idealnej.
Najlepszym dowodem na to jest dość skromna obecność członków zarządu i prezydium PKOl-u na piątkowym uroczystym spotkaniu w ramach „Kolędowania Rodziny Olimpijskiej”. Choć na wystawną kolację zaproszenie dostali wszyscy działacze zasiadający we władzach, to skorzystać z propozycji postanowiło zaledwie kilku przedstawicieli czołowych związków sportowych w Polsce. Obecnie większość znanych twarzy polskiego sportu woli omijać to miejsce szerokim łukiem.
Na uroczystości z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego zabrakło Mai Włoszczowskiej, Otylii Jędrzejczak, Adama Korola, Leszka Blanika, Mariana Kmity, Cezarego Kuleszy, Rafała Tatarucha, Tomasza Chamery, Pawła Szabelewskiego czy Henryka Olszewskiego. W sumie z 18 członków prezydium, obecnych było zaledwie sześciu. Poza prezesem Piesiewiczem na spotkaniu pojawili się jego najwierniejsi poplecznicy, czyli Grzegorz Kotowicz, Andrzej Supron, Mieczysław Nowicki, Teresa Sukniewicz-Kleiber, Rafał Grotowski. Nie są to jednak kluczowe postacie polskiego sportu. Tylko niewiele lepiej wyglądała statystyka obecnych wśród członków zarządu PKOl-u.
ZOBACZ WIDEO: Ostatni konkurs Stocha w Zakopanem. Oto co powiedział mu Małysz
Bojkot większości członków prezydium nie jest wielką sensacją, a jedynie potwierdzeniem tego, że w PKOl-u rozpoczęła się już kampania wyborcza, której finałem będą wybory w kwietniu 2027 roku. Zdecydowana większość związków sportowych odwróciła się plecami do Piesiewicza, który szans na reelekcję może upatrywać jedynie w przekonaniu części starszych działaczy, których sam wywindował do zasiadania we władzach instytucji.
Wśród opozycji trwają już pierwsze przymiarki do tego, kto mógłby być najgroźniejszym kontrkandydatem dla Piesiewicza. Chęć startu w wyborach nieoficjalnie zgłasza dyrektor sportu w Polsacie, Marian Kmita. Podczas wstępnego sondowania zdecydowanie odrzucić możliwość startu w wyborach mieli za to: Adam Małysz, Sebastian Świderski, czy Maja Włoszczowska.
Podczas spotkania wielkiego zaskoczenia nie było, a Piesiewicz już przed uroczystością udowodnił, że ma bardzo dobre relacje z prezydentem Karolem Nawrockim. Po przyjeździe do siedziby PKOl-u, głowa państwa pierwsze kroki skierowała właśnie do biura organizacji, gdzie na wspólnej rozmowie z Piesiewiczem spędził ponad 20 minut. Dopiero później przyszedł czas na część oficjalną.
Podczas niej gości dość mocno zaskoczył Nawrocki, który zażartował z polityków, czym wzbudził na fali sporo entuzjazmu.
– Pod wieloma względami świat sportu i polityki są zupełnie inne. W sporcie najważniejsza jest konsekwentna praca. Sportowcy dużo robią, a znacznie mniej mówią. Politycy więcej mówią, ale niestety często też dużo mniej robią. To jest ta radykalna różnica pomiędzy światem sportu i polityki – przyznał Karol Nawrocki, czym wzbudził uśmiech zgromadzonych.
Po chwili kontynuował: – Znam przewidywania ekspertów i zapewnienia, że medali podczas igrzysk w Mediolanie-Cortinie nie będzie zbyt dużo. Chciałbym jednak przypomnieć, że gdyby ktoś powiedział rok temu, że będę prezydentem Polski, to chyba niewielu z państwa, by uwierzyło. Na szczęście i tym razem to nie eksperci decydują o sukcesie – dodał.