Współczesne pole walki zmienia się dosłownie na naszych oczach, co dobitnie widać w Ukrainie. Konflikt toczący się za naszą wschodnią granicą jest uważnie obserwowany również w Pentagonie i m.in. to właśnie on drastycznie przedefiniował założenia, dotyczące przyszłości amerykańskich sił pancernych.
Dobitnie widać to na odbywających się właśnie targach samochodowych w USA, gdzie zadebiutowała pierwsza prototypowa wersja czołgu Abrams M1A3, który w przyszłości ma stanowić pancerny kręgosłup US Army. Nowa konstrukcja pochwali się kilkoma znaczącymi zmianami w porównaniu do swoich poprzedników.
„Analizując ostatnie i obecnie trwające konflikty zbrojne, rozumiemy, że przyszłość postawi przed czołgami nowe wyzwania. Jeśli zatem czołgi Abrams mają pełnić rolę drapieżnika szczytowego [drapieżnik, który nie ma naturalnych wrogów, mogących na niego polować, np. lew] na polu walki i skutecznie niszczyć wroga, to musimy poprawić ich mobilność oraz przeżywalność”, mówił jesienią 2023 r. generał brygady Geoffrey Norman, opisując plany modernizacji sił pancernych USA. I nie były to słowa rzucane na wiatr, o czym przekonujemy się zaledwie dwa lata później, na targach samochodowych w Detroit, gdzie Pentagon pokazuje wczesną wersję czołgu Abrams M1A3.

Wczesna, poglądowa wersja czołgu M1A3 na targach w DetroitDomena publiczna/US Army
W nowym czołgu będzie kilka znaczących, wręcz radykalnych zmian w porównaniu do modelu Abrams M1A2 SEPv3, dziś podstawowego czołgu amerykańskiej armii. Co ciekawe, cały proces jego budowy będzie też bardzo różnić się od poprzednich tego typu inicjatyw Pentagonu.
Otóż tym razem Amerykanie zbudują swój nowy czołg, opierając się na infomacjach zwrotnych od samych żołnierzy. To na podstawie ich doświadzczeń będą dokonywane zmiany w kolejnych, jeszcze przedprodukcyjnych wersjach nowej konstrukcji. Właśnie dlatego do końca 2026 r. armia USA otrzyma w sumie pięć prototypowych czołgów M1E3 (E — od eksperymentalnego), tak aby stworzyć z nich pluton, którego zadaniem będzie gruntowne przetestowanie tej maszyny i jej kolejnych wersji. I to właśnie na bazie tych testów powstanie już końcowa, produkcyjna jednostka, co ma stać się jeszcze przed końcem tej dekady.
>> Zobacz także: Amerykanie użyli w Wenezueli tajnej broni? Relacja mrozi krew w żyłach
Jak zmieni się nowy czołg armii USA?
Zacznijmy od serca nowego czołgu, czyli od jego napędu. O ile prezentowana w Detroit maszyna jest napędzana silnikiem spalinowym, tak już w swojej produkcyjnej wersji M1A3 będzie korzystać z hybrydowego, elektryczno-spalinowego napędu, który ma znacząco usprawnić wydajność paliwową pojazdu. Wystarczy wspomnieć, że M1A3 ma zużywać aż 40 proc. mniej paliwa niż czołg Abrams M1A2. Ma to być także zasługa znacznie mniejszej masy czołgu, która wyniesie ok. 60 t, co również będzie gigantyczną zmianą w porównaniu do Abramsa M1A2 SEPv3, z pełnym bojowym wyposażeniem ważącego niemal 80 t.

Abramsy to niezwykle paliwożerne maszyny. W ich nowej wersji ma się to zmienićM2M_PL / Shutterstock
Zmiany pojawią się jednak nie tylko pod maską nowego czołgu. Prototyp pokazywany w Detroit zapowiada też wielką zmianę w zakresie wieży bojowej, która jest pozbawiona peryskopu czy włazów dla załogi. Potwierdza to tym samym doniesienia, że czołg będzie miał bezzałogową wieżę.
Pentagon idzie więc w tym samym kierunku, co np. rosyjski czołg T-14 Armata, w którym cała załoga też jest umieszczona w kadłubie maszyny. No właśnie — załoga. Również i na tym polu nowy Abrams doczeka się generacyjnej zmiany, obsada czołgu zostanie bowiem zmniejsza do trzech osób — dowódcy, strzelca oraz kierowcy. Czołg zostanie tym samym pozbawiony ładowniczego, a jego pracę przejmie automatyczna ładownica działa.
Ale czołg będzie też mogła obsługiwać zaledwie jedna osoba. Taka funkcjonalność istnieje już w prototypie pokazywanym w Detroit, choć Pentagon nie ukrywa, że nie będzie to oczywiście optymalna konfiguracja. Co nie zmienia faktu, że możliwość prowadzenia działań wojennych (poruszania się i strzelania) przez czołg obsługiwany przez jedną osobę znacząco zwiększy potencjał bojowy tej konstrukcji.

Na zdjęciu M10 Booker — anulowana niedawno konstrukcja, która padła ofiarą nowego podejścia Amerykanów do budowy swoich przyszłych czołgówDVIDS
Taka funkcjonalność jest także dowodem, jak bardzo zautomatyzowana i o ile prostsza ma być praca załogi w nowym Abramsie. Będzie to zasługa m.in. niezwykle rozbudowanej elektroniki, na czele z całą gamą czujników, oświetlenia i kamer, dzięki czemu załoga będzie mogła obserwować pole walki wokół całego czołgu.
Co ciekawe, czołgiem pokazywanym na targach steruje się specjalną kierownicą wyciągniętą prosto… z gier wideo! Jest to kontroler Fanatic Formula V2, który być może kojarzą fani wyścigowych symulatorów. Według przedstawicieli US Army takie rozwiązanie znacząco skraca czas potrzebny na nauczenie się obsługi maszyny. Każde z trzech stanowisk załogi będzie też w pełni ucyfrowione i wyposażone w konfigurowalne ekrany dotykowe.
Na zdjęciach z Detroit uwagę ekspertów i internautów przykuło też wyposażenie na wieżyczce czołgu, a szczególnie wyrzutnia pocisków przeciwpancernych Javelin. Zakulisowe doniesienia z targów wskazują jednak, że jest to po prostu prowizoryczne rozwiązanie, które ma pokazywać modularność i elastyczność zdalnie sterowanej stacji bojowej zamontowanej na wieży.
Modularność to zresztą słowo klucz w przypadku nowego Abramsa. Czołg ma być bowiem łatwy w modernizacji, zarówno w zakresie jego oprogramowania, jak i bojowego wyposażenia. Podstawowa broń pojazdu jednak się nie zmieni — będzie to działo gładkolufowe 120 mm. Na pojeździe na pewno pojawi się też jakaś wersja aktywnego systemu obronnego do niszczenia dronów i pocisków przeciwpancernych, ale na szczegóły w tej kwestii musimy jeszcze poczekać.
>> Zobacz także: Rosja użyła nowej broni. Ukraina nie jest w stanie jej powstrzymać
Mniejsza załoga, bezzałogowa wieża, hybrydowy napęd, nacisk na większą mobilność i mniejszą masę oraz cała gama cyfrowych rozwiązań dla czołgistów i prostota obsługi — jak widzicie, nowy czołg amerykańskiej armii zapowiada się naprawdę niezwykle ciekawie. Tym bardziej, że jego projekt będzie ewoluował w kolejnych miesiącach i latach. Przedstawiciele Pentagonu już zapowiedzieli, że w końcowej, produkcyjnej wersji modelu M1A3 zmieni się wygląda kadłuba, zatem będziemy na pewno z uwagą śledzić modyfikacje, jakich maszyna doczeka się jeszcze przed wejściem do służby.
Coraz więcej nowych czołgów w NATO
Pomimo faktu, że drony kamikadze niszczą czołgi walczące w Ukrainie, nic nie zapowiada rezygnacji z tych pojazdów pancernych. Widać to także innych państwach NATO, gdzie już zapowiedziano kilka nowych konstrukcji tego typu. Brytyjczycy budują np. czołg Challenger 3, czyli znacząco zmodernizowaną wersję Challengera 2, jednego z najlepiej opancerzonych czołgów na świecie. Nowa maszyna Londynu również ma imponować możliwościami obronnymi, ale wszystko wskazuje na to, że okupi to ogromną masą sięgającą nawet 80 t. Wielka Brytania idzie tu zatem w całkowicie innym kierunku niż USA.

Czołg Challenger 3army.mod.uk/Rheinmetall
Kilka miesięcy temu nowy czołg zadebiutował z kolei w tureckiej armii. Altay to jeden z najdroższych czołgów w historii, który według producenta jest jednostką o możliwościach łowcy-zabójcy, co w praktyce oznacza, że jego dowódca może namierzać kolejny cel, zanim strzelec skończył walkę z poprzednią wrogą jednostką. W tym celu korzysta on z 360-stopniowego peryskopu z funkcją precyzyjnej stabilizacji, co znacząco zwiększa możliwości bojowe maszyny oraz świadomość sytuacji załogi na polu walki.

Czołg AltayBMC Defense
Niezwykle ciekawie zapowiada się także niemiecki KF51 Pantera, czyli naszpikowany elektroniką czołg nowej generacji, który, wszystko na to wskazuje, zadebiutuje najpierw w węgierskiej armii. Czołg wyróżnia się uzbrojeniem w postaci działa 130 mm, które ma o 50 proc. większy zasięg niż 120-milimetrowe działo w Leopardzie 2. Otrzymał też kilka różnych warstw obronnych — pasywną (normalne opancerzenie), aktywną (system do zwalczania wrogich pocisków jeszcze przed uderzeniem w czołg) i reaktywną (specjalistyczne opancerzenie chroniące czołg już po trafieniu pociskiem). Przede wszystkim jest to jednak jednostka zaprojektowana w taki sposób, aby w ogóle uniknąć wrogiego ostrzału i jako pierwsza zniszczyć wroga.

Czołg KF51 PanteraMike Mareen / Shutterstock
Jeśli to się nie uda, do akcji wchodzą systemy obronne, na czele ze specjalnym opancerzeniem, chroniącym czołg przed atakami z góry. Warto też dodać, że Pantera ma mieć masę poniżej 60 t, zatem niemiecka konstrukcja podąża tym samym tropem co nowy Abrams i ma oferować większą mobilność przy zachowaniu, a nawet zwiększeniu przeżywalności i siły ognia.
Jak zatem widzicie, czołgi na razie nie odchodzą na emeryturę i pewnie jeszcze długo będą rozbudzać wyobraźnię fanów wojskowych technologii.