W środę wieczorem wiele wskazywało na to, że USA zamierzają zaatakować. Irańczycy zamknęli swoją przestrzeń powietrzną. Amerykanie częściowo ewakuowali swoją bazę wojskową w Katarze. Co więcej, jak relacjonuje Pleitgen, wysłali stamtąd sześć tankowców powietrznych.
Zdaniem dziennikarza mogło to oznaczać dwie rzeczy. Po pierwsze: samoloty miały nie stać na ziemi na wypadek irańskiego kontrataku. Ale po drugie, jak podkreśla Pleitgen, równie dobrze tankowce mogły być częścią większej operacji wojskowej, np. służyć do tankowania myśliwców lecących w kierunku Iranu.
Istotny jest kontekst: Trump obiecał Irańczykom pomoc, jeśli islamski zdecyduje sie na egzekucje demonstrantów. Tymczasem według doniesień irańskie władze strzelają do protestujących, prawdopodobnie mordując tysiące swoich obywateli.
Co mogło skłonić prezydenta do odwołania ataku? — Moim zdaniem bardzo możliwe, że była to decyzja podjęta dosłownie w ostatniej sekundzie — mówi korespondent CNN w rozmowie z Ronzheimerem. — Być może był moment, w którym wojskowi powiedzieli mu: to jest punkt, z którego nie ma odwrotu, i wtedy Trump stwierdził: okej, jednak tego nie robimy.
Pleitgen przypuszcza, że Trump mógł nie być przekonany, iż atak militarny przyniesie oczekiwane skutki. Innymi słowy: być może przestał wierzyć, że siłowe działanie naprawdę osłabi reżim, więc się wycofał.
Nawet gdyby udało się wyeliminować irańskie władze, pojawiają się poważne pytania: — Czy istnieje jakaś siła, która byłaby w stanie przejąć kontrolę nad tym krajem, zapewnić stabilność i poprowadzić wszystko w takim kierunku, który odpowiadałby USA? Nie jestem pewien, czy rzeczywiście była jasność co do planu na dzień po ataku — przyznaje dziennikarz.
„Zupełnie inna skala niż Wenezuela”
Dodatkowo w regionie pojawiłoby się wiele nieprzewidywalnych czynników. Pleitgen, który wielokrotnie relacjonował wydarzenia w Iranie, wyjaśnia: — Nie można zapominać, że Iran to kraj liczący 90 mln ludzi. Wiele osób jest tam uzbrojonych, działają oddziały partyzanckie oraz lojalne bojówki w całym regionie. To jednak zupełnie inna skala niż Wenezuela.
EPA/WHITE HOUSE PRESS OFFICE HANDOUT / PAP
John Ratcliffe, dyrektor CIA, Donald Trump, prezydent USA, i Marco Rubio, sekretarz stanu, nadzorują na żywo ujęcie Nicolasa Maduro, prezydenta Wenezueli. Palm Beach, 3 stycznia 2026 r.
— Uważam, że to była bardzo trudna decyzja — mówi amerykański dziennikarz. — Jeśli już tyle rzeczy zostało uruchomionych (ewakuowano bazy w regionie, być może samoloty były już w powietrzu), to odwołanie takiej operacji nie jest proste.
Z kolei Paul Ronzheimer dodaje: — Słyszę z różnych państw, np. z Kataru i Arabii Saudyjskiej, że stanowczo sprzeciwiły się one atakowi. Wiemy przede wszystkim, że Katar ma duży wpływ na Donalda Trumpa i być może właśnie przy tej okazji go wykorzystał.
Niewykluczone, że państwom arabskim bardziej odpowiadają słabe irańskie władze niż zupełnie nowa, potencjalnie chaotyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie.
„Trump mógłby mieć problemy ze swoimi zwolennikami”
Dochodzi do tego także aspekt wewnętrzny: — Elektorat Trumpa jest przeciwny zagranicznym przygodom, jak sami to nazywają — zauważa Pleitgen. — Zwłaszcza jeśli konflikt trwałby dłużej, prezydent mógłby mieć poważne problemy ze swoimi zwolennikami. To z pewnością też miało znaczenie.
Oznacza to, że Trump doskonale wie, iż jego wyborcy bardzo krytycznie patrzą na długie i kosztowne operacje wojskowe za granicą. Ponieważ w 2026 r. odbędą się wybory do Izby Reprezentantów, amerykański prezydent może nie chcieć ryzykować zbyt wiele na arenie międzynarodowej.
Czy to oznacza, że amerykański atak na Iran na pewno nie dojdzie do skutku? To nadal nie jest jasne. — Trump zawsze może zdecydować się na nowy ruch lub wrócić do tego planu. Amerykański prezydent zastrzega sobie swobodę działania w przyszłości — mówi Pleitgen.