– Głosowałabym za zjednoczeniem z Rumunią. Spójrzcie na to, co dzieje się dzisiaj w Mołdawii i na świecie. Małemu krajowi, takiemu jak Mołdawia, coraz trudniej jest przetrwać jako demokracja i suwerenne państwo oraz przeciwstawiać się Rosji – powiedziała prezydent Maia Sandu 11 stycznia w wywiadzie dla brytyjskiego podcastu „The Rest is Politics”. Rozmowa trwała ponad godzinę, ale to ta jedna wypowiedź odbiła się szerokim echem.

W tym samym wywiadzie prezydent Mołdawii przyznała, że większość obywateli jej kraju nie popiera obecnie zjednoczenia z Rumunią. Dlatego Kiszyniów dąży do przystąpienia kraju do Unii Europejskiej, co jest najbardziej realistyczną opcją popieraną przez wyborców.

Gigabyte GeForce RTX 5090 Infinity. Topowa karta graficzna z nowym chłodzeniem

Socjaliści i komuniści chcą usunąć Sandu z urzędu

Igor Dodon, przewodniczący największej siły opozycyjnej, Partii Socjalistów Republiki Mołdawii, i były prezydent kraju, natychmiast ostro skrytykował wypowiedź Mai Sandu. Zarzucał jej, że marzy o zostaniu głową nowego państwa rumuńskiego. Twierdził, że kierują nią egoistyczne myśli o własnej przyszłości.

13 stycznia Partia Socjalistów opublikowała oświadczenie, w którym „ze względu na zagrożenie dla istnienia Mołdawii jako niepodległego państwa” domaga się natychmiastowego odwołania Sandu. Socjaliści wzywają prokuraturę generalną i służby bezpieczeństwa do natychmiastowego wszczęcia dochodzenia w sprawie „zdrady stanu”. Ponadto wzywają „wszystkie siły patriotyczne” do odłożenia na bok różnic taktycznych i zjednoczenia się.

Dwa kraje się połączą? Prezydentka Mołdawii za integracją z Rumunią

Dwa kraje się połączą? Prezydentka Mołdawii za integracją z Rumunią

Partia komunistyczna, która traci coraz bardziej na popularności, wydała podobne oświadczenie. Określiła ona wypowiedź prezydent Mołdawii jako „akt zdrady stanu” i „rażące naruszenie przysięgi prezydenckiej”.

W szatach obrońców suwerenności

– Partie znajdujące się w kryzysie czepiają się idei bycia ostatnimi strażnikami niepodległości i tożsamości Mołdawii – tak Andrei Curararu, ekspert ds. bezpieczeństwa z platformy analitycznej WatchDog, komentuje reakcje mołdawskiej opozycji. Podkreśla, że Maia Sandu nie powiedziała nic nowego, powtarza te same opinie od 2016 roku.

Ekspert przypomina, że w 1918 r., bezpośrednio po ogłoszeniu powstania Republiki Ludowej Mołdawii, Rada Stanu podjęła decyzję o przyłączeniu Republiki do Rumunii. Ten stan utrzymywał się do 1940 r., kiedy jej terytorium zostało zaanektowane przez Związek Radziecki. Dlatego też, zdaniem Curararu, od czasu rozpadu Związku Radzieckiego i uzyskania niepodległości przez Mołdawię w 1991 r. kwestia zjednoczenia z Rumunią jest stałym tematem dyskusji publicznej w tym kraju.

Poznań: Obywatel Mołdawii chodził po mieście z ostrym narzędziem. Niszczył samochody

Poznań: Obywatel Mołdawii chodził po mieście z ostrym narzędziem. Niszczył samochody

Większość mieszkańców Mołdawii posługuje się językiem rumuńskim. Curararu zwraca uwagę, że poparcie dla ponownego zjednoczenia z Rumunią zmienia się w zależności od kontekstu politycznego i zagrożeń militarnych, ale nigdy nie spada poniżej 30 procent. – Oświadczenie Mai Sandu jest komunikatem w polityce zagranicznej, który ma uświadomić Moskwie, jaki scenariusz może zostać zrealizowany w przypadku inwazji wojskowej – twierdzi ekspert.

Oceny Curararu potwierdzają wyniki sondaży przeprowadzonych latem ubiegłego roku przez iData i IMAS, dwa najważniejsze instytuty badania opinii publicznej w kraju. Wynika z nich, że około jednej trzeciej ankietowanych obywateli Mołdawii opowiada się za ponownym zjednoczeniem z Rumunią.

„Wyczerpana i bliska wypalenia”

Politolog Vitalie Andrievschi z Kiszyniowa zauważa, że oświadczenie Mai Sandu było sformułowane w sposób staranny i poprawny, ale nieoczekiwanie wywołało sensację, co można uznać za sygnał polityczny i psychologiczny wskazujący na „wyczerpanie graniczące z wypaleniem zawodowym”. Według eksperta prezydentura Sandu to następujące po sobie kryzysy – od pandemii koronawirusa i systematycznej presji ze strony Rosji po szeroko zakrojoną wojnę w Ukrainie.

Jednocześnie cała odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na Sandu, która cieszy się największym poparciem w kraju. Według Andrievschiego członkowie jej zespołu często unikali brania na siebie odpowiedzialności, pozostawiając decyzje przełożonym lub udając aktywność, przez co Maia Sandu często musiała interweniować osobiście.

Zobacz także:

Mieszkańcy Kijowa bez prądu i ogrzewania. Jak sobie radzą?

Rok prezydentury Trumpa. Niemiecka gospodarka cierpi

– Gdyby armia rosyjska dotarła do granic Mołdawii, ponad 70 procent Mołdawian zagłosowałoby za zjednoczeniem z Rumunią z czystego instynktu przetrwania. Kluczową kwestią jest jednak to, czy Bukareszt jest na to gotowy – podkreśla Andrievschi. Jak zaznacza, nie porusza się tego w dyskusji publicznej, ale ma to kluczowe znaczenie, ponieważ dotyczy to obciążeń społecznych w postaci emerytur, wynagrodzeń i inwestycji, ale także regionów dotkniętych kryzysem, takich jak Gagauzja i Naddniestrze.

Według Andrievschiego Mołdawia ma dziś słabe instytucje, wrażliwą gospodarkę, a ponadto problemy terytorialne. Aby zaprowadzić porządek, konieczne są reformy, w których Unia Europejska zapewnia ważne wsparcie. Dlatego nie traktuje on wypowiedzi Mai Sandu jako wezwania do rzeczywistego zjednoczenia z Rumunią. Jego zdaniem jest to raczej sygnał ostrzegawczy, że system państwowy jest przeciążony, a przywódcy kraju, który zbyt długo funkcjonował w trybie przetrwania, osiągają granice swoich możliwości.

Autor: Aliaksandar Bourakou