Podczas tegorocznej edycji Australian Open organizatorzy zapewnili rekordową w historii turnieju pulę nagród. Uczestnicy trwającego 15 dni turnieju otrzymają łącznie 111,5 mln dol. australijskich (ok. 270 mln zł, czyli średnio 18 mln zł dziennie; dla porządku metodologicznego wszystkie następne kwoty będę podawał w złotówkach). Jest to wzrost o 16 proc. względem ubiegłorocznej edycji AO. Jeszcze w 2016 r. w puli znajdowało się 106 mln zł, czyli 2,5 raza mniej niż obecnie.
Z dalszej części tekstu dowiesz się, ile zarabiają najlepsi oraz ci, którzy odpadną w I rundzie. A także skąd organizatorzy biorą na to pieniądze oraz jak wykorzystują nowe technologie do wyznaczania nowych standardów w tenisie.
Konta zwycięzców singla mężczyzn i kobiet wzbogacą się o identyczną kwotę 10 mln zł. To zawrotna suma jak za dwa tygodnie pracy, nawet jeśli wliczymy w to miesiące przygotowań i koszty logistyczno-szkoleniowe. Z dużym przymrużeniem oka można napisać, że na tle pensji Cristiano Ronaldo (według danych portalu Capology zarabia w Al-Nassr ponad 835 mln zł rocznie) tenisiści pod kątem finansowym wypadają jednak dość blado.
Panie uprawiające tenis i futbol dzieli natomiast mniejszy dystans. Najlepiej zarabiającą piłkarką na świecie jest obecnie Aitana Bonmati, która za granie w FC Barcelona inkasuje 4 mln zł rocznie. Kiedy Hiszpanka przez cały rok biega po boisku, to tenisistka, wygrywając tylko jednego Wielkiego Szlema, wzbogaca się o ponad dwukrotność tej kwoty. To pokazuje, jak silny z finansowego punktu widzenia jest kobiecy tenis.
Strategia demokratyzacji zysków
Zejdźmy jednak na ziemię i napiszmy też o pozostałych uczestnikach Australian Open — także tych, dla których już sama kwalifikacja jest dużym osiągnięciem. Ciekawie wypowiada się dyrektor turnieju Craig Tiley, który konsekwentnie powtarza, że fundamenty buduje się od dołu, a nie od iglicy. Ci, którzy odpadną w pierwszej rundzie AO, dostaną na „pocieszenie” 362 tys. zł. To świadoma strategia „demokratyzacji zysków”. Australian Open chce być najbardziej opłacalnym turniejem w światowym tourze, także dla zawodników z drugiej i trzeciej setki rankingu, czyli często wschodzących gwiazd tej dyscypliny. Przykładowo: Maja Chwalińska, która przegrała w III rundzie kwalifikacji, zarobiła brutto 175 tys. zł.
Maja Chwalińska (Foto: Marcin Cholewiński / newspix.pl)
Przy dzisiejszych kosztach logistyki, podróży międzykontynentalnych, utrzymania sztabów lot na antypody po prostu musi się opłacać. W przeciwnym razie system zacznie się kruszyć od podstaw, a tego federacja Tennis Australia chce za wszelką cenę uniknąć.
Na korzyść AO działa także pogoda i pora roku. Australia jest bowiem jednym z niewielu miejsc, gdzie można w tak komfortowych warunkach rozegrać turniej, na który przyjadą dziesiątki tysięcy kibiców. Kraje, które chciałyby pokazać się w światowym tenisie, już depczą jednak Australii po piętach. Z ciekawostek — w październiku 2025 r. w Arabii Saudyjskiej odbył się czterodniowy turniej Six Kings Slam, w którym zwycięzca miał zagwarantowane aż 21,7 mln zł. Już teraz wiemy, że w 2028 r. Arabia Saudyjska będzie gospodarzem ATP Masters 1000. Ta kategoria jest obowiązkowa dla zawodników z czołówki rankingu (poza Monte Carlo).
Element festiwalowej kultury
Teraz już wiedzą państwo, skąd biorą się te miliony — z walki o występ najlepszych zawodników na świecie, ale także z marketingu, który w Melbourne doprowadzono niemal do perfekcji. Kiedyś Kia dominowała tam na korcie tenisowym i znajdowała się w wielu różnych miejscach. Dziś część z nich została udostępniona innym sponsorom, choć koreańska marka wciąż znajduje się w centralnej części kortu. Kia obchodzi kolejny rok owocnego małżeństwa z Australian Open, które trwa od 2002 r. Wspomniana firma dostarcza flotę pojazdów, w tym najnowsze modele elektryczne EV9, które bezszelestnie wożą gwiazdy tenisa z hoteli na korty Melbourne Park.
Madison Keys i wielkie logo marki Kia (Foto: David Gray / AFP/East News)
W tym roku do gry wchodzi Lipton Ice Tea, który zbudował na terenie kompleksu Lipton Island — strefę relaksu z didżejami, leżakami i bezalkoholowymi koktajlami na bazie mrożonej herbaty. To ukłon w stronę młodszej publiczności, dla której tenis ma być nie tylko sportem, ale też elementem festiwalowej kultury.
Z kolei marka Mecca, australijski gigant z branży beauty, postawiła trzypiętrowe „centrum urody” zaprojektowane głównie z myślą o żeńskiej części widowni. Przedstawicielki marki będą oferowały tenisistkom ekspresowe poprawki makijażu, a każdy kibic będzie mógł pobrać próbkę kremu z filtrem. W styczniu w Australii regularnie zdarzają się dni, gdy temperatura przekracza 35°C, dlatego to nie tylko gest troski o zdrowie, ale przede wszystkim genialny w swojej prostocie zabieg marketingowy. Mecca zamienia palące słońce — potencjalnego wroga organizatorów — w naturalnego sprzymierzeńca marki.
Nie tylko wydarzenie sportowe
Oficjalną tequilą turnieju został trunek Altos. To znak czasów: Australian Open coraz śmielej komunikuje się jako wydarzenie lifestyle’owe, a nie wyłącznie sportowe. Po pięciosetowych horrorach kończących się grubo po północy kibice rzeczywiście mogą potrzebować czegoś mocniejszego niż „orange juice”.
Za marketingowy hit tej edycji bez wahania uznaję AO Bracket Challenge. Zasada jest prosta: wytypuj idealnie drabinkę, czyli zwycięzców wszystkich 127 meczów w singlach mężczyzn i kobiet. Nagroda wynosi ponad 24 mln zł. Obstawiać można do godziny przed pierwszym meczem turnieju. Jeśli zaczęli już państwo szukać informacji o tym konkursie, mam smutną wiadomość — mogą w nim wziąć udział jedynie osoby przebywające na terenie Australii. Organizatorzy przyznają jednak, że nie wykluczają globalnej akcji w przyszłości.
Cyfrowy kręgosłup turnieju
AO Bracket Challenge to marketingowy majstersztyk. Prawdopodobieństwo trafienia idealnej drabinki jest praktycznie zerowe, ale właśnie o to chodzi. Dzięki temu Australian Open zyskuje setki tysięcy zaangażowanych użytkowników. Każdy uczestnik musi bowiem zostawić swoje dane kontaktowe, zapisać się do newslettera i pobrać aplikację turniejową. To czyste złoto w świecie data-driven marketingu — przez kolejne miesiące organizatorzy mogą precyzyjnie targetować komunikaty, sprzedawać bilety, pakiety hospitality i eksponować sponsorów.
Cyfrowy kręgosłup turnieju zapewnia indyjska firma technologiczna Infosys. To ona odpowiada za zaawansowaną platformę analizy wideo opartą na AI. Zaledwie kilka minut po meczu sztaby szkoleniowe otrzymują pocięte fragmenty nagrań, posegregowane według konkretnych zagrań, np. wszystkie uderzenia z bekhendu, returny przy drugim serwisie, akcje powyżej dziewiątego uderzenia. To narzędzie, które realnie wpływa na poziom sportowy turnieju, czyniąc Australian Open poligonem doświadczalnym dla technologii, które za kilka lat trafią do akademii juniorskich i sportu amatorskiego.
Szanowni państwo, warto więc wziąć do jednej ręki ice tea, a do drugiej pilota i od niedzieli oglądać zmagania na australijskich kortach. W naszych warunkach krem do opalania na razie będzie zbędny. Dobrych emocji!