Skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec od dawna dążyła do zacieśnienia relacji z administracją Donalda Trumpa, próbując znaleźć potężnych sojuszników za granicą i przerwać polityczną izolację w kraju.
Jednak wraz ze wzrostem niechęci niemieckiej opinii publicznej wobec Trumpa i jego polityki zagranicznej — zwłaszcza w kontekście jego wypowiedzi o przejęciu kontroli nad Grenlandią i działań wobec Nicolasa Maduro — przywódcy AfD zaczęli zmieniać ton, stopniowo dystansując się od amerykańskiego prezydenta, którego wcześniej otwarcie wspierali.
— Złamał fundamentalną obietnicę wyborczą, a mianowicie, że nie będzie ingerował w sprawy innych krajów, i musi to wyjaśnić swoim wyborcom — powiedziała na początku tygodnia Alice Weidel, współprzewodnicząca AfD.

Alice Weidel i Tino Chrupalla, liderzy AfD. Berlin, 4 listopada 2025 r.EPA/CLEMENS BILAN / PAP
Obok Weidel stał Tino Chrupalla, drugi z liderów partii, który częściowo bronił Trumpa. Twierdził, że realizuje on, jego zdaniem, amerykańskie interesy w ramach „strefy wpływów” Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie skrytykował podejście Trumpa. — Metody rodem z Dzikiego Zachodu należy tutaj odrzucić, a cel nie zawsze uświęca środki.
Niemiecką skrajną prawicę wspierali Musk i Vance
Dystansując się od Trumpa, liderzy AfD podążają śladem francuskiego skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego. Jego przywódcy, ze względu na ogromną niepopularność amerykańskiego prezydenta, są znacznie bardziej krytyczni wobec Trumpa i postrzegają jego próby zbliżenia się do europejskich nacjonalistów jako obciążenie.
Odpowiadając na działania Trumpa wobec Grenlandii i Wenezueli, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella zarzucił ostatnio amerykańskiemu przywódcy „ambicje imperialistyczne”.
Krytyka ze strony AfD była w tym tygodniu dość umiarkowana, lecz nawet takie głosy dezaprobaty należą do rzadkości wśród liderów tej partii. Od początku drugiej kadencji Trumpa niemiecką skrajną prawicę wsparli m.in. miliarder Elon Musk i wiceprezydent J. D. Vance. AfD widziała w tym klucz do zdobycia uznania na krajowej scenie i przełamania „zapory ogniowej”, którą tradycyjne partie budowały, by trzymać ją z dala od władzy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jednak polityczne ryzyko związane z próbą sojuszu z Trumpem staje się coraz bardziej widoczne. Sondaże pokazują, że zdecydowana większość Niemców odrzuca zarówno wypowiedzi Trumpa o Grenlandii, jak i jego działania w Wenezueli. Według najnowszego badania ARD-DeutschlandTrend jedynie 12 proc. Niemców pozytywnie ocenia jego politykę, a tylko 15 proc. uznaje USA za wiarygodnego partnera. To najniższy wynik w historii.
Krytykują, ale i tak podziwiają
Niepopularność Trumpa zmusza liderów AfD do trudnej ekwilibrystyki: krytykowania prezydenta, ale bez podważania dotychczasowych wysiłków partii na rzecz zacieśnienia relacji z Trumpem i Partią Republikańską.
Liderzy AfD mocno opierali się na wsparciu administracji Trumpa, by zakończyć polityczną izolację w Niemczech. Ta strategia przyniosła pewne rezultaty: gdy niemiecki urząd do spraw ochrony konstytucji uznał AfD za ugrupowanie ekstremistyczne w zeszłym roku, sekretarz stanu USA Marco Rubio nazwał to „zakamuflowaną tyranią”.
Z kolei podczas ubiegłorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa wiceprezydent J. D. Vance apelował do polityków głównego nurtu w Europie, by zburzyli „mury”, które od dekad odgradzają ugrupowania skrajnej prawicy od władzy.

J. D. Vance, wiceprezydent USA, na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, 14 lutego 2025 r.SVEN HOPPE/dpa / PAP
Politycy AfD byli zachwyceni tymi gestami, co tłumaczy, dlaczego ich obecna krytyka Trumpa jest łagodzona pochwałami. W istocie Weidel i Chrupalla przedstawiali dążenia Trumpa do realizacji interesu narodowego USA jako pewien wzór do naśladowania.
— Ostatnie działania Trumpa miały podłoże geostrategiczne — stwierdziła Weidel. — Chciałabym wreszcie zobaczyć, jak niemiecki rząd federalny prowadzi politykę z myślą o obywatelach, w interesie Niemiec.