„Fakt, że przywódczyni opozycji w Wenezueli María Corina Machado przekazała swoją nagrodę Trumpowi, pokazuje, że Norweski Komitet Noblowski do swojej niezbyt krótkiej listy błędów popełnionych w ubiegłym roku dodał kolejny” — konstatuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Machado została wyróżniona „przede wszystkim za swoje wysiłki na rzecz promowania demokracji w Wenezueli”, jak podano w uzasadnieniu nagrody. A teraz przekazuje swój medal człowiekowi, który wprawdzie obalił despotę w jej kraju, ale kontynuuje politykę starego reżimu, odrzuca wybory i odmawia przyjęcia odpowiedzialności. Zdaniem komentatora Wenezuela nie zmierza obecnie w kierunku demokracji, ale raczej w kierunku bycia nieformalną kolonią Stanów Zjednoczonych, a sama Machado mówi o uznaniu dla „wyjątkowego zaangażowania Trumpa na rzecz naszej wolności”. Powstaje pytanie, kto jest bardziej ślepy: zdymisjonowana laureatka, która chce się przypodobać Trumpowi, czy komitet z Oslo, który wybrał Machado, aby pokrzyżować plany Trumpowi. „Po raz kolejny okazuje się, że nagroda ta nie zasługuje na tyle uwagi, jaką poświęca się jej na arenie międzynarodowej” — czytamy.
- Jakie były powody przyznania nagrody Machado?
- Co miała na myśli Machado, wręczając medal Trumpowi?
- Jak niemiecka prasa ocenia zachowanie Machado?
- Czy Machado straciła poparcie w Wenezueli?
Nie okazała współczucia
„Süddeutsche Zeitung” komentuje: „W czwartek Trump zaprosił Machado na lunch do Białego Domu, co było zaskakująco miłym gestem ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych. Machado odwdzięczyła się, wręczając mu medal Nobla, o który prezydent tak bardzo zabiegał. Skończyło się jednak tylko na geście. (…) Machado podlizywała się Trumpowi aż do zatracenia. Już podczas jego pierwszej kadencji oddawała mu hołd. Kiedy jesienią amerykańskie wojsko pojawiło się u wybrzeży Wenezueli, nie tylko cieszyła się z tego zagrożenia dla swojej ojczyzny. Nie wypowiedziała też ani jednego krytycznego słowa, gdy jej rodacy zostali zabici przez rakiety marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych, co było naruszeniem prawa międzynarodowego. Nie okazała ani odrobiny współczucia dla Wenezuelczyków, którzy zostali deportowani przez rząd Stanów Zjednoczonych do osławionego więzienia Cecot w Salwadorze. Zamiast tego tak często proponowała Trumpowi swoją Pokojową Nagrodę Nobla, że nawet komitet w Oslo uznał to za przesadę. (…) Swoim postępowaniem Machado najwyraźniej nie tylko straciła szacunek Trumpa, ale także faktycznie traci teraz poparcie w Wenezueli”.
„Machado tym gestem dowiodła, że nie zasługuje na tę nagrodę. Norweski Komitet Noblowski powinien rozważyć, czy nie należy odebrać nagrody laureatom, którzy z czasem okazują się jej niegodni” — komentuje „Reutlinger General-Anzeiger”. I dodaje: „Oprócz Machado, kandydatem do pozbawienia nagrody byłby premier Etiopii Abiy Ahmad — laureat z 2019 roku. Zaledwie rok po otrzymaniu nagrody przez Ahmada, wojska tego kraju pod jego rządami brały udział w trwającej wojnie domowej w regionie Tigray, popełniając liczne zbrodnie wojenne”.
Groteskowy gest
W ocenie „Frankfurter Rundschau” fakt, że rzeczywista laureatka Pokojowej Nagrody Nobla oddała swój medal prezydentowi Stanów Zjednoczonych, może wydawać się groteskowy albo wręcz bez znaczenia. „Jednak z punktu widzenia polityki światowej wydarzenie to ma znaczenie z zupełnie innego powodu. Choć w samym centrum globalnego chaosu stoi Donald Trump, to źródło obłędu leży gdzie indziej — w tych, którzy dają się wciągać w grę według jego reguł. Problem polega na tym, że przyjęta strategia nie przynosi zakładanych rezultatów” — konstatuje dziennik regionalny. Machado, jako jedna z głównych przeciwniczek byłego prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro, najwyraźniej sądziła, że medal okaże się skuteczną przynętą i srogo się przeliczyła. Bowiem Trump później kazał ogłosić, że chętniej współpracuje z byłą wiceprezydent z okresu Maduro, Delcy Rodríguez. Według dziennika „sytuacja ta ilustruje postępującą erozję norm i obyczajów w relacjach międzynarodowych”. Do tego spektaklu dołączają również petenci pokroju Friedricha Merza, Keira Starmera czy Komisji Europejskiej, usiłując zmiękczyć najpotężniejszego przywódcę o dziecięcej mentalności za pomocą prezentów. „Najwyższy czas zakończyć to niegodne widowisko, albo przynajmniej wypracować strategię, która pozwoliłaby zamanifestować pewność siebie” — czytamy.