Przez długi czas ICE była po prostu jedną z wielu amerykańskich „agencji trzyliterowych” — wyspecjalizowanych służb powołanych po zamachach z 11 września 2001 r., w większości podporządkowanych nowo utworzonemu Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

ICE odpowiada za wykrywanie, zatrzymywanie, przetrzymywanie w aresztach i deportowanie osób przebywających w USA bez legalnego statusu, a także za śledztwa dotyczące przestępstw związanych z przemytem.

Donald Trump w każdej swojej kampanii wyborczej obiecywał ostre zaostrzenie polityki migracyjnej. W praktyce oznaczało to zarówno utrudnianie uzyskania legalnego statusu przy wjeździe do USA, jak i deportacje osób, które już przebywają w kraju bez odpowiednich dokumentów.

Serwis Meduza wyjaśnia, jak ICE z anonimowej służby stało się symbolem siły federalnej w drugiej kadencji Trumpa. I dlaczego równolegle stało się symbolem sprzeciwu — na tyle silnego, że 46 proc. kraju chce jego likwidacji.

Uczestnik manifestacji przeciwko agencji ICE, Nowy Jork, USA, 15 stycznia 2026 r.

Uczestnik manifestacji przeciwko agencji ICE, Nowy Jork, USA, 15 stycznia 2026 r.MELISSA BENDER / NURPHOTO / AFP

Po powrocie Trumpa do Białego Domu w styczniu 2025 r. ICE dostała de facto zielone światło na masowe deportacje. Zastępca szefa personelu Białego Domu i doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Stephen Miller w maju wyznaczył nawet „normę”: zatrzymywać co najmniej 3000 osób dziennie w celu późniejszej deportacji.

Co ważne, otwarcie odrzucił pomysł, by priorytetowo traktować osoby, które popełniły w USA przestępstwa albo miały kryminalną przeszłość w kraju pochodzenia. W jego podejściu sam fakt braku legalnego statusu jest już uznawany za zagrożenie społeczne.

Zastępca szefa sztabu Białego Domu Stephen Miller, Waszyngton, USA, 8 października 2025 r.

Zastępca szefa sztabu Białego Domu Stephen Miller, Waszyngton, USA, 8 października 2025 r.FRANCIS CHUNG / POOL / PAP

Realizacją programu zajęła się sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA Kristi Noem. Wymagało to podwojenia liczby funkcjonariuszy ICE — z ok. 10 tys. do ponad 20 tys. Roczny budżet agencji skoczył jednocześnie z ok. 10 mld dol. (ok. 36 mld zł) do 37 mld dol. (ok. 135 mld zł). Nowym pracownikom oferowano premię za podpisanie kontraktu do 50 tys. dol. (ok. 182 tys. zł), a także umorzenie długu studenckiego do 60 tys. dol. (ok. 218 tys. zł).

Teoretycznie preferowano kandydatów z doświadczeniem w służbach mundurowych. W praktyce jednak tysiące CV były przerabiane automatycznie przy użyciu sztucznej inteligencji — a ta często się myliła.

W efekcie zatrudniano ludzi bez wymaganych kompetencji, wręczano im broń i wysyłano do walki z nielegalną migracją bez wcześniejszego szkolenia.

A gdy jednak zatrudniano osoby z doświadczeniem, często odbywało się to kosztem lokalnych służb: praca w ICE okazała się znacznie bardziej opłacalna niż np. w biurze szeryfa.

ICE bez hamulców

W międzyczasie administracja Trumpa zaczęła poszerzać uprawnienia ICE. Funkcjonariusze mogli zatrzymywać osoby podejrzewane o nielegalny pobyt w USA także w szkołach, szpitalach i świątyniach. Amerykańskie media społecznościowe zalały nagrania pokazujące, jak agenci ICE chwytają ludzi w sklepach, restauracjach i na ulicach.

W czerwcu w Los Angeles protesty przeciw polityce antyimigracyjnej, a szczególnie przeciw działaniom ICE, przerodziły się w zamieszki. Trump wysłał do miasta Gwardię Narodową — po raz pierwszy od 1965 r. prezydent zrobił to bez zgody gubernatora stanu. W ciągu kilku dni protesty rozlały się na cały kraj.

W kolejnych miesiącach Trump wysyłał Gwardię Narodową także do Waszyngtonu, Memphis i Chicago oraz groził, że zrobi to samo w Portland i Baltimore. Oficjalnie za każdym razem administracja tłumaczyła to tym, że lokalne władze i policja nie radzą sobie z falą przestępczości. W praktyce jednak ta metoda była stosowana wyłącznie wobec miast rządzonych przez demokratycznych burmistrzów, a głównym zadaniem Gwardii była ochrona agentów ICE i tłumienie protestów.

Jednym z powodów, dla których ICE porównuje się do gestapo, jest fakt, że agenci mogą zatrzymać praktycznie każdego i zażądać dokumentów.

W USA to rzecz bardzo nietypowa — taki wymóg jest często odbierany jako naruszenie nietykalności osobistej i budzi wrogą reakcję. Do tego w Stanach nie ma jednego uniwersalnego dokumentu potwierdzającego tożsamość i obywatelstwo. W efekcie wśród zatrzymanych regularnie znajdują się ludzie z legalnym statusem (wiza lub prawo stałego pobytu), a nawet obywatele USA. Sytuację dodatkowo pogarsza to, że agenci ICE bardzo często zakrywają twarze maskami i nie przedstawiają się.

Funkcjonariusze ICE w Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 16 stycznia 2026 r.

Funkcjonariusze ICE w Minneapolis w stanie Minnesota, USA, 16 stycznia 2026 r.STEVEN GARCIA / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP / AFP

Państwo z palcem na spuście

W kraju, gdzie na 100 mieszkańców przypada 120 sztuk wyłącznie legalnej broni palnej (i nie chodzi tylko o pistolety, ale też karabiny automatyczne), funkcjonariusze muszą stale zakładać, że każda konfrontacja może zakończyć się strzelaniną.

Od lat prowadzi to do militaryzacji policji: szczególnie w dużych miastach policjanci często zachowują się tak, jakby byli żołnierzami na wrogim terytorium. Próg użycia broni jest bardzo niski — stąd liczne przypadki, gdy policjanci przez pomyłkę ranią lub zabijają nieuzbrojonych ludzi.

W przypadku agentów ICE problem jest jeszcze ostrzejszy: na co dzień spotykają się z otwarcie wrogim nastawieniem, a równocześnie zwykle nie mają umiejętności negocjacji i deeskalacji potrzebnych do rozładowania napięcia.

Od początku zakrojonych na szeroką skalę nalotów ICE wielu dziennikarzy i ekspertów ostrzegało, że prędzej czy później musi dojść do tragedii.

Wiadomo, że do stycznia 2026 r. w wyniku kampanii ICE zginęło kilka osób — stawiały opór przy zatrzymaniu albo próbowały uciec. Jednak śmierć Renee Good w Minneapolis 7 stycznia była przypadkiem zupełnie innego rodzaju.

Funkcjonariusze policji z Minneapolis stają twarzą w twarz z protestującymi podczas demonstracji przeciwko ICE przed budynkiem federalnym Whipple w Fort Snelling w stanie Minnesota w USA, 15 stycznia 2026 r.

Funkcjonariusze policji z Minneapolis stają twarzą w twarz z protestującymi podczas demonstracji przeciwko ICE przed budynkiem federalnym Whipple w Fort Snelling w stanie Minnesota w USA, 15 stycznia 2026 r.OLGA FEDOROVA / PAP

Po pierwsze, zabita była obywatelką USA i matką trójki dzieci. Po drugie, wszystko wskazuje na to, że zarówno ona, jak i agent ICE, który do niej strzelił, znaleźli się w absurdalnie niejasnej sytuacji: kobieta próbowała zawrócić samochodem na ciasnej, zaśnieżonej drodze, a agent uznał, że chce go potrącić. Stało się więc dokładnie to, przed czym ostrzegali eksperci — przy najmniejszym komplikującym się scenariuszu agent odruchowo zdecydował się otworzyć ogień.

Jeszcze bardziej wymowna była reakcja administracji Trumpa na ten incydent. Zarówno Trump, jak i wiceprezydent J.D. Vance oraz sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem nie tylko stwierdzili, że agent działał w granicach uprawnień — zaczęli wręcz przekonywać, że Renee Good była radykalną lewicową aktywistką i próbowała zabić funkcjonariusza. Good faktycznie brała udział w protestach przeciw ICE, ale nic nie wskazuje, by miała skłonność do przemocy politycznej.

„Mamy do czynienia z kampanią zorganizowanej przemocy”

Wśród amerykańskich liberałów popularna stała się interpretacja tego zdarzenia jako elementu represji państwowych. Nawet jeśli samo zabójstwo Renee Good było skutkiem błędu albo tragicznego zbiegu okoliczności, reakcja władz została odebrana jako jednoznaczny sygnał: rząd i tak stanie po stronie agenta ICE — bo on jest „swój”, a każdy, kto się mu sprzeciwia, albo choćby nie podporządkowuje się natychmiast, jest „obcym” i potencjalnie niebezpiecznym.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Przeciwnicy Trumpa porównują ICE nie tylko do gestapo, ale także do colectivos — wenezuelskich uzbrojonych bojówek, które formalnie nie należą do państwowego aparatu siłowego, lecz w praktyce działają na rzecz reżimu. To porównanie jest nieprecyzyjne choćby dlatego, że ICE jest jednak organem państwowym.

Ale trafnie podkreśla jedną rzecz: w obecnym kształcie ICE to ogromna grupa ludzi, którzy na wezwanie lidera chwycili za broń i ruszyli zwalczać tych, których ogłoszono wrogami państwa.

Gubernator Minnesoty Tim Walz — demokrata i partner Kamali Harris w kampanii prezydenckiej w 2024 r. — po zabójstwie Renee Good powiedział: — Postawmy sprawę jasno: to już dawno przestało być pytanie o politykę migracyjną. Mamy do czynienia z kampanią zorganizowanej przemocy przeciw mieszkańcom Minnesoty, przeprowadzaną przez nasz własny rząd federalny. Zażądał od Donalda Trumpa i Kristi Noem, by „zakończyli tę okupację”, a mieszkańców stanu wezwał do dokumentowania wszelkich nadużyć ze strony agentów ICE.

16 stycznia administracja poinformowała, że amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości wszczęło dochodzenie przeciw Walzowi, burmistrzowi Minneapolis Jacobowi Freyowi oraz innym urzędnikom w Minnesocie — pod zarzutem spisku w celu utrudniania realizacji polityki migracyjnej.