Potem było tylko gorzej. Mimo że Aleksandra Woźniak świetnie radziła sobie na castingach, przestała otrzymywać role.

— Gdy odeszłam, nagle odwróciło się ode mnie pół środowiska, a ja nie wiedziałam dlaczego — zdradziła w rozmowie z Michałem Misiorkiem.

— Na przykład na jednym z pierwszych bankietów po rozstaniu z Maćkiem, pewien producent, z którym wcześniej byłam w bardzo dobrych relacjach, potraktował mnie jak powietrze. Takich sytuacji zdarzało się więcej. Nie wiedziałam, co się dzieje. Potrafiłam wygrać casting, po czym po kilku godzinach albo następnego dnia nagle mój angaż były anulowany. Miałam wrażenie, że żyję w jakimś matriksie — tłumaczyła.

— Po latach wiele osób zaczęło otwarcie mi mówić o tym, że, w związku z rozstaniem z Maćkiem, słyszeli na mój temat negatywne rzeczy. W końcu dotarło do mnie, że padłam ofiarą czarnego PR-u, a co najgorsze – w sposób niezasłużony, bo żadna z tych rzeczy, które o mnie opowiadano, nie była prawdą — dodała.