Startujecie! — ogłasza Trump 2 stycznia o godz. 22.46. Z 20 baz w rejonie Morza Karaibskiego podrywa się 250 maszyn, w tym F-35, samoloty wczesnego ostrzegania E-2 Hawkeye, śmigłowce Chinook i bombowce. Obierają kurs na Wenezuelę. Pierwsze pociski uderzają w ochronę przeciwlotniczą i radarową Caracas o godz. 1.01 w sobotę. Między godz. 2 a 2.30 komandosi elitarnej jednostki Delta Force wdzierają się do fortecy prezydenta Nicolása Maduro. O 4.30 Trump obwieszcza na swoim koncie w Truth Social, że wenezuelski dyktator jest w drodze do amerykańskiego więzienia.
Choć od operacji „Absolute Resolve” (Absolutna Determinacja czy też Decydujące Rozwiązanie), jak wymownie nazwano akcję w Caracas, minęło już nieco czasu, pytań związanych z amerykańskimi planami dla Wenezueli na razie przybywa, ale kilku rzeczy możemy być pewni już teraz.
Maduro wraz z żoną Cilią Flores dotarli do USA, osadzono ich w znanym z rygoru i niewygód więzieniu Metropolitan Detention Center na Brooklynie i już nawet doprowadzono przed oblicze amerykańskiego sądu. Ameryka oskarża ich, ich dorosłego syna i trzech innych członków wenezuelskiego rządu o narkoterroryzm (wspieranie narkokarteli przez udostępnianie infrastruktury do przemytu i ochronę przed służbami innych państw), przemyt kokainy do USA (250 ton w ostatnich 20 latach) oraz posiadanie karabinów maszynowych i innej broni nielegalnej na terenie USA. Wenezuelczycy na razie nie przyznają się do winy, a Maduro przed sądem oskarżył amerykański rząd o bezprawie, nazywając siebie jeńcem wojennym.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dlaczego Maduro jest sądzony na Manhattanie?
Jakie zarzuty przedstawiono Maduro i jego współpracownikom?
Kto prowadzi sprawę Maduro w sądzie?
Kiedy odbędzie się kolejne posiedzenie w sprawie Maduro?
Przyjrzyjmy się czterem kluczowym aspektom tej sprawy, bo nie ma wątpliwości, że szykuje się historyczny proces.
Odsłona pierwsza. Sąd Federalny Dystryktu Południowego (Manhattan) w Nowym Jorku
Dlaczego wenezuelski dyktator oskarżany przez administrację Trumpa o działalność przeciwko Ameryce będzie sądzony na Manhattanie, a nie w Waszyngtonie?
Po pierwsze, dlatego że to siedziba prokuratury, która już w 2020 r. wysunęła przeciwko Maduro i pięciu jego współpracownikom podobne zarzuty. Uaktualniony akt oskarżenia wyszedł nawet od tego samego prokuratora, Jaya Claytona. Dwóch spośród oskarżonych wcześniej — gen. Clíver Antonio Alcalá Cordones oraz Hugo Armando Carvajal Barrios — już zostało osądzonych. Barrios czeka na wyrok, a Cordones został skazany na 21 lat więzienia.

Opancerzony pojazd, który według przypuszczeń przewozi byłego przywódcę Wenezueli Nicolása Maduro, opuszcza budynek Sądu Federalnego po postawieniu Maduro w stan oskarżenia w związku z zarzutami handlu narkotykami oraz innymi przestępstwami w Nowym Jorku (5 stycznia 2026 r.)PETER FOLEY / PAP
Po drugie, jak wyjaśniła mi Milena Sterio, szefowa Centrum Prawa Międzynarodowego na Uniwersytecie Stanowym Cleveland w Ohio, „sąd na Manhattanie specjalizuje się w sprawach związanych z bezpieczeństwem narodowym, terroryzmem i przestępczością międzynarodową na dużą skalę”. Sterio przypomina, że to tutaj w 2019 r. sądzono i skazano bossa narkotykowego „El Chapo”, czyli Joaquína Guzmána Loera, w 2014 r. — zięcia Osamy bin Ladena, Sulajmana Abu Ghaisa, a w 2024 r. — byłego prezydenta Hondurasu Juana Orlanda Hernándeza, którego ukarano za przestępstwa podobne do tych, jakie przypisuje się Maduro.
Odsłona druga. Operacja „Absolute Resolve”
Operacja, która przywiodła Maduro przed oblicze amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości, była niewątpliwie majstersztykiem. Czy jednak była legalna? Nie potrzebujemy dokładnego sprawozdania z jej przebiegu — choć władze USA zdradziły wiele szczegółów już kilka godzin po zakończeniu akcji w Caracas — by wiedzieć, że nosiła znamiona porwania urzędującej głowy państwa.
Prawo międzynarodowe zabrania używania siły wobec przywódców państw, chociaż zainteresowana strona może się zwrócić do Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze o wszczęcie śledztwa, w wyniku którego MTK wyda nakaz aresztowania oskarżonego. Ewentualnie strona może użyć siły wobec głowy innego państwa w akcie samoobrony, gdy zagrożenie jest nieuchronne. USA nie kontaktowały się przed operacją z MTK.
Eksperci prawa amerykańskiego podnoszą też, że Biały Dom mógł równocześnie złamać prawo krajowe. Amerykańskie wojsko przeprowadziło w Wenezueli pełnoskalową — to słowa samego Trumpa — akcję militarną, w której zginęło co najmniej 80 osób. Tymczasem zgodnie z konstytucją wojnę może zadeklarować wyłącznie Kongres — w 1973 r. weszło w życie prawo, tzw. War Powers Resolution, które obliguje prezydenta do uzyskania zgody Kongresu na każdy rodzaj ataku militarnego. 3 stycznia zaś amerykańscy kongresmeni dowiedzieli się o „Absolute Resolve” z mediów. Podobnie jak reszta świata.
Departament Sprawiedliwości przedstawia oczywiście sprawę inaczej. Zasłania się dwoma argumentami. Po pierwsze, że Maduro nie był legalną głową państwa, sfałszował przecież dwie tury wyborów prezydenckich i USA nie uznawały jego rządów już od 2018 r. Został więc porwany jako osoba prywatna, zwykły obywatel, nie przysługiwał mu i nie przysługuje żaden immunitet.

Mateusz Krymski / PAP
Po drugie, jak tłumaczył 3 stycznia sekretarz stanu Marco Rubio, operacja „Absolute Resolve” nie była żadnym aktem wojny ani agresji. Chodziło w niej „po prostu o wsparcie funkcjonariuszy federalnych wykonujących swoje obowiązki”. Jakie obowiązki? Maduro został oskarżony z paragrafów amerykańskiego prawa, a wojsko tylko wspierało agentów FBI — ci nie mogą aktywnie działać na terytorium obcego państwa — w aresztowaniu przestępcy ściganego przez amerykańską prokuraturę.
Co mówią eksperci? „W takim przypadku właściwą ścieżką powinna być ekstradycja Maduro na mocy umowy proceduralnej między USA a Wenezuelą. Tak jak miało to miejsce w przypadku Juana Hernándeza — twierdzi Milena Sterio. — Żadne państwo nie ma prawa wkraczać na terytorium innego państwa, nawet jeśli postawiło w stan oskarżenia obywatela tego państwa. Nie znamy szczegółów umowy ekstradycyjnej, ale nie wydaje mi się, by był tam zapis o prawie do porywania ludzi w środku nocy, w dodatku pod osłoną bombowców”.
Odsłona trzecia. Jak w sprawie Manuela Noriegi
Amerykańskie ustawodawstwo wyrasta z anglosaskiej tradycji tzw. common law, czyli opiera się na precedensach i praktyce sędziowskiej. Milena Sterio przewiduje, że Biały Dom będzie legitymizować swoje postępowanie wobec Maduro, odwołując się do postępowania USA wobec przywódcy Panamy Manuela Noriegi w 1989 r., bo mamy tu najwięcej podobieństw.
Przede wszystkim amerykańskie wojska też dokonały wówczas inwazji na terytorium obcego kraju, jednak administracja George’a H.W. Busha ze wszystkich zarzutów o ewentualną nielegalność tych działań popisowo się wybroniła. Z kolei przypadek byłego prezydenta Hondurasu zasadniczo się różni. Amerykanie pojmali Juana Hernándeza wspólnie ze służbami honduraskimi, gdy władze Hondurasu zgodziły się na jego ekstradycję do USA.
Panamski dyktator, podobnie jak Maduro, został oskarżony przez USA o narkoterroryzm i przemyt kokainy do USA, a dodatkowo o pranie pieniędzy i handel ludźmi. Wiadomo było skądinąd, że jak dziś Trumpowi chodzi o położenie ręki na wenezuelskich surowcach, tak wtedy George H.W. Bush chciał zachować amerykańskie wpływy w rejonie Kanału Panamskiego, które za rządów Noriegi zaczęły maleć.
Tamta operacja, nazwana „Just Cause” (W słusznej sprawie), nie była jednak tak efektywna jak „Absolute Resolve”. Noriedze początkowo udało się schronić w nuncjaturze papieskiej w Panama City i Amerykanie zmusili go do poddania się dopiero po 10 dniach. Prokuratura w Miami, gdzie był sądzony, w kwestii legalności pojmania i wywiezienia Noriegi do USA już wtedy wypowiedziała się, używając podobnego wykrętu: że nie doszło do złamania prawa międzynarodowego, bo Noriega nie był przywódcą Panamy, a tylko szefem sił zbrojnych, który uzurpował sobie władzę. W ten sposób upadał problem jego immunitetu jako głowy państwa. Fakt zaś, że George H.W. Bush też nie zwrócił się wówczas do Kongresu o zgodę na akcję militarną, rozstrzygnięto sądownie. Sąd wziął stronę Busha.
Kłania się tu przywoływana ostatnio dość często w kontekście drugich rządów Trumpa doktryna unitarnej władzy wykonawczej — odwieczny, rzec można, spór wśród amerykańskich konstytucjonalistów o to, jaki właściwie zakres władzy amerykańska konstytucja przyznaje prezydentowi. Kongres jako ciało autoryzujące działania wojenne — w porządku. Ale jeśli prezydent nazywany jest w konstytucji zwierzchnikiem sił zbrojnych, czy jednak nie daje mu to prawa do decydowania, jak i kiedy chce tych sił używać, bez względu na stanowisko Kongresu?
Według Williama Barra, ówczesnego szefa Biura Doradztwa Prawnego przy Departamencie Sprawiedliwości (potem, za pierwszej kadencji Trumpa, Barr pełnił funkcję prokuratora generalnego), „prezydent, działając za pośrednictwem prokuratora generalnego, posiada nadane mu konstytucyjne uprawnienie, by delegować FBI do prowadzenia śledztw i dokonywania aresztowań osób naruszających prawo Stanów Zjednoczonych, nawet jeżeli działania te są sprzeczne z normami zwyczajowego prawa międzynarodowego. Działania amerykańskich organów ścigania sankcjonowane przez prawo krajowe nie są zakazane na terytorium obcego państwa nawet wtedy, gdy pozostają w sprzeczności z zawartymi, lecz niewdrożonymi w prawie krajowym postanowieniami traktatowymi, takimi jak art. 2 ust. 4 Karty Narodów Zjednoczonych („Uprawnienia Federalnego Biura Śledczego do uchylania prawa międzynarodowego w pozaterytorialnych działaniach organów ścigania”, 21 czerwca 1989 r.).
Odpowiedź na zarzut, że proces Noriegi będzie nielegalny, bo nielegalne były metody doprowadzenia go przed majestat amerykańskiego prawa, również przyszła ze strony samego sądu. „Tutaj pomogła doktryna Kera-Frisbiego, której fundamenty sięgają jeszcze XIX w. — tłumaczy Milena Sterio. — Zmontowana na podstawie dwóch osobnych orzeczeń i podtrzymana w 1992 r. przez Sąd Najwyższy wnosi, że sposób dostarczenia oskarżonego do sądu w USA nie ma dla sądu żadnego znaczenia, nawet jeśli w grę wchodzi uprowadzenie”.
Jakie znaczenie w procesie Maduro może mieć fakt — na który na pewno powoła się jego obrona — że Wenezuelczyka, w przeciwieństwie do Noriegi, w jakiś sposób można uznać za głowę państwa? W 2013 r. przecież wygrał wybory i przez kilka lat rządził z legalnym mandatem. Wróciłby wtedy temat jego immunitetu oraz postulat, że celem ataku ze strony USA mógłby być tylko wtedy, gdyby oba państwa znajdowały się w stanie wojny. Przemyt narkotyków, nawet jeśli zabijają one Amerykanów, nie stwarza sytuacji kwalifikującej się do miana wojny.
Słabiej w sprawie Maduro brzmi także argument, że USA zbombardowały Caracas oraz wenezuelskie porty w akcie samoobrony. Samoobroną była raczej reakcja Wenezueli na obecność amerykańskiego lotnictwa w jej przestrzeni powietrznej. „Mamy więc pole do sporów i na pewno wybrzmią one podczas procesu, ale mimo wszystko nie wróżę Maduro zwycięstwa ani wolności”, ocenia Milena Sterio.

Tygodnik Przegląd
Odsłona czwarta. Postępowanie wobec Maduro
Myśląc o tym, jak potoczą się losy Maduro w USA, nie można nie zapytać, czy ma on szansę na sprawiedliwy proces. Michael Kelly, ekspert w zakresie prawa międzynarodowego i porównawczego oraz historii sądownictwa na Uniwersytecie Creighton w Omaha w Nebrasce, odpowiada, że raczej tak.
„Do prowadzenia sprawy Maduro wyznaczono sędziego Alvina Hellersteina. Ma już 92 lata, ale w środowisku cieszy się sławą surowego, lecz niebywale rzetelnego, bezstronnego i odpornego na naciski sędziego. W roli obrońcy Maduro ma wystąpić doświadczony adwokat kryminalny Barry Pollack, który reprezentował m.in. Juliana Assange’a w jego procesie w USA. Wreszcie Maduro będą sądzić ławnicy wybrani w dokładnie ten sam sposób jak do każdej innej sprawy kryminalnej w USA. W tym przypadku będą to mieszkańcy Nowego Jorku wybrani losowo z baz danych ludności tworzonych przez lokalne samorządy, komisje wyborcze oraz Departament ds. Komunikacji i Rejestracji Pojazdów”.
Wenezuelski dyktator i jego żona po raz kolejny mają stanąć przed sądem 17 marca. Będzie to jednak znowu tylko posiedzenie w ramach postępowania przygotowawczego. Do rozprawy, co podkreślają eksperci, wciąż może nie dojść, a jeśli dojdzie, to nie wcześniej niż w roku 2027, a nawet 2028. Z przyczyn opisanych powyżej obrona Maduro na pewno zwróci się do sądów apelacyjnych o kasację na gruncie nieprawomocności postępowania.
Co na pewno wzbudzi kontrowersje? „Sposób przedstawienia, a raczej utajnienia przez prokuratora materiałów dowodowych — wyjaśnia Michael Kelly. — Gros tych dokumentów to efekt działania oficjalnych służb wywiadowczych i mniej oficjalnych kolaborantów. Będą więc objęte tajemnicą jako kwestia bezpieczeństwa narodowego. Jeśli oficjalny akt oskarżenia udostępniony na stronie Departamentu Sprawiedliwości może dać wskazówki, o jakiej skali utajnienia mówimy, prognozy nie są dobre. Dokument jest długi, 25-stronicowy, i ma formę bardziej opisu, jak przez ponad 20 lat Wenezuela zmieniała się w reżim wspierający międzynarodowy przemyt i handel kokainą, niż listy konkretnych przestępstw Maduro i spółki. Powoływanie się przez prokuraturę na konieczność ochrony danych wrażliwych i tajnych materiałów, zwłaszcza jeśli większość z nich zostanie tak sklasyfikowana, może wywołać poczucie, że rząd coś ukrywa, a w związku z tym podać w wątpliwość sprawiedliwość procesu”.
Choć operacja „Absolute Resolve” na razie głęboko podzieliła Amerykanów — na trzy równe grupy: popierających, przeciwnych i niemających zdania — w większości zgadzają się oni, że Maduro powinien być sądzony za udział w przemycie kokainy na terytorium USA (Reuters/Ipsos, 3 stycznia 2026).
Żyjemy jednak w dziwnych, by nie rzec dziczejących, czasach. Jeśli Trumpowi uda się odkręcić w Wenezueli kurek z ropą — a na razie wiele na to wskazuje — kto wie, czy za kilka lat, gdy Maduro usłyszy wyrok, „doktryna Monroe”, w ramach której USA obalają rządy obcych państw w imię swoich „strategicznych interesów”, nie będzie się cieszyła powszechną popularnością. A wobec tego wszelkie pytania o prawomocność, rzetelność i sprawiedliwość procesu Maduro również w dużym stopniu stracą znaczenie. Jeśli w ogóle jeszcze będą kogokolwiek interesować.