Niemcy celują wysoko – przyjechali na mistrzostwa po medal i każde kolejne starcie ma być dla nich po prostu krokiem w tym kierunku. Zero rozproszeń, konsekwencja, spokój, precyzja i żelazna dyscyplina. W pierwszym spotkaniu turnieju gracze Alfreda Gislasona pokonali Austriaków 30:27, a zwycięstwa Hiszpanii z reprezentacjami Serbii i Austrii sprawiły, że sobotnia wygrana Niemców z Serbami dawałaby im już awans do kolejnej rundy turnieju.

Niemcy w pojedynku ze szczypiornistami z Bałkanów mogli liczyć na ogromne wsparcie swoich kibiców, którzy licznie wypełnili halę w Herning. W sobotę fani byli ósmym zawodnikiem swojej drużyny i dość szybko okazało się, że ich doping będzie niezwykle potrzebny.

ZOBACZ WIDEO: Tak nasza ekipa świętowała zwycięstwo w United Cup!

Serbowie od pierwszych minut meczu byli bowiem niezwykle zmotywowani – porażka z Hiszpanami utrudniła im zadanie, ale nie mieli zamiaru się poddawać i w pojedynku z Niemcami rzucili wszystko na szalę. Trener Raul Gonzalez starał się wlać w swoich zawodników wiarę w zwycięstwo, a oni starali się mu pokazać, że są do tego przygotowani.

Serbowie zaczęli bardzo dobrze, ale i Niemcy grali niezwykle dynamicznie i to oni jako pierwsi zdołali odskoczyć na dwa trafienia. Pierwsze minuty były jednak wyrównane, a jeszcze w 23. minucie po trafieniu Vorkapicia na tablicy wyników było 11:12. W szeregach Bałkańców świetnie spisywał się Dejan Milosavljev, w ataku natomiast swoje dodawali Vorkapić i Pechmalbec.

Niemcy w swoich szeregach mieli natomiast Juriego Knorra, który nie tylko zdobywał kolejne bramki, ale przede wszystkim notował sporo asyst. Nie tylko Milosavljev notował skuteczne obrony – jego vis a vis David Spaeth także z doskonałej strony zaprezentował się kibicom. Jego parady sprawiły, że w drugiej części pierwszej połowy Niemcy zdołali zbudować przewagę czterech trafień.

Serbowie z szatni wyszli niezwykle zmotywowani – czuli, że mają szansę i nie chcieli dopuścić, by reprezentanci Niemiec powiększyli swoje prowadzenie. Podopieczni Gonzaleza starali się grać bardzo konsekwentnie – Dodić i Kojadinović harowali w ofensywie i to przyniosło efekty. W 42. minucie meczu gracze z Bałkanów doprowadzili do remisu po 20. Błyskawicznie zaregaował Gislason. Islandczyk poprosił o czas, ale po powrocie na boisko jego zespołowi wcale nie szło dużo lepiej.

Niemcy notowali spore przestoje w ataku – to okazało się niezwykle kosztowne. Na nieco ponad dziesięć minut przed końcem Serbowie wyszli na dwubramkowe prowadzenie i sytuacja naszych zachodnich sąsiadów zrobiła się trudna. Niemoc w ofensywie przełamał Zerbe, chwilę później bramkę dla Niemców zdobył Schluroff i znów na tablicy wyników pojawił się remis (23:23).

Kolejne minuty były niezwykle nerwowe. Przy stanie 26:25 o czas ponownie poprosił Gislason. Trener mógł sobie pluć w brodę – przerwał bowiem bramkową akcję swoich zawodników. Trafienie Knorra nie zostało uznane – sędziowie zweryfikowali ten atak podczas wideoweryfikacji. W kolejnej akcji Niemcy zrobili faul w ataku i Serbowie stanęli przed ogromną szansą na podwyższenie przewagi do dwóch bramek. Wykorzystał to Kojadinović – na dwie minuty przed ostatnią syreną zawodnicy z Bałkanów wygrywali już 27:25.

Do końca spotkania Serbowie musieli sobie radzić bez Namanji Ilicia, który został ukarany dwiema minutami.  Zerbe nie trafił jednak z linii siódmego metra w bramkę, co wykorzystał Pechmalbec wyprowadzając swoją ekipę na trzy trafienia przewagi. Kropkę nad „i” postawił Darko Djukić. Serbowie nadal w grze o wyjście z grupy! Niemcy będą musieli bić się z Hiszpanami, którzy mają już na swoim koncie dwa zwycięstwa.

ME 2026 mężczyzn, grupa A:

Serbia Niemcy 30:27 (13:17)