W niedzielę, 18 stycznia, w Poznaniu zmarł Andrzej Kuczyński – poinformował gloswielkopolski.pl. Wybitny dziennikarz sportowy, wieloletni współpracownik Polskiej Agencji Prasowej (PAP) oraz oddany działacz Polskiego Związku Hokeja na Trawie, miał 84 lata.

Był postacią nierozerwalnie związaną z wielkopolskim sportem. W trakcie swojej wieloletniej kariery pełnił funkcję kierownika redakcji sportowej w „Głosie Wielkopolskim”, pracował dla katowickiego „Sportu”, a jego relacje pojawiały się na łamach „Przeglądu Sportowego”, „Tempa” czy „Expressu Poznańskiego”.

Poza pracą dziennikarską, aktywnie budował struktury polskiego hokeja na trawie, pełniąc funkcję wiceprezesa i rzecznika prasowego związku. Kuczyński pozostawił po sobie nie tylko tysiące tekstów, ale i legendarną historię z czasów stanu wojennego, która splotła jego losy z jednym z najsłynniejszych trenerów świata.

W 1982 r. Lech Poznań mierzył się w Pucharze Zdobywców Pucharów ze szkockim Aberdeen FC (0:2 i 0:1). W dobie stanu wojennego wyjazd dziennikarza za granicę był niemal niemożliwy. Jak opisywała „Gazeta Wyborcza”, Kuczyński, po ogromnych trudnościach z uzyskaniem wizy, dotarł jedynie do Londynu – koszty dalszej podróży do Szkocji okazały się barierą nie do przebicia.

Brak kontaktu z dziennikarzem wywołał w kraju niemałe zamieszanie. Gdy Kuczyński wrócił do Polski i zadzwonił do redakcji, by podyktować tekst, usłyszał od zdziwionej maszynistki: „Przecież pan już tu nie pracuje! Myśleliśmy, że pan został na Zachodzie”.

Jak się okazało, zniknięcie dziennikarza odnotowano nawet w samym Aberdeen, gdzie polscy koledzy po fachu nieustannie dzwonili do klubu, dopytując o losy redaktora z Poznania.

Finał tej historii nastąpił podczas meczu rewanżowego w Polsce. Ówczesny menedżer Aberdeen, Alex Ferguson, na konferencji prasowej osobiście zapytał: „A gdzie jest ten dziennikarz, o którego wszyscy u nas pytali?”. 

Gdy Kuczyński wstał i się przedstawił, przyszły legendarny trener Manchesteru United z uśmiechem pokiwał głową, przyznając, że zamieszanie wokół jego osoby było naprawdę spore.