Robert Lewandowski zdobył dla Barcelony już 111 bramek, co daje mu 16. miejsce w strzeleckiej klasyfikacji wszech czasów Dumy Katalonii. To godny podziwu wyczyn, bo mówimy o istniejącym 126 lat klubie, dla którego w tym czasie zagrało ponad 2800 zawodników, a tylko mniej niż procent strzeliło dla Barcy więcej goli od „Lewego”.
Kapitan reprezentacji Polski w imponującym tempie pnie się w tej hierarchii. W minionym, dopiero swoim trzecim w Barcelonie, sezonie wszedł do wąskiego grona zawodników, którzy zdobyli dla Barcelony co najmniej sto goli. Poza nim tak szybko do tego umownego „Klubu 100” wkroczył tylko Luis Suarez. Więcej TUTAJ.
ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Zobacz, co zrobił bramkarz. To był spektakularny gol!
Z góry na legendy
W bieżącym sezonie Lewandowksi pokazał plecy już Juanowi Asensiemu (101), Neymarowi (105), Evaristo de Macedo (105), Jose Zaldui (106), Eulogio Martinezowi (106) i ostatnio Luisowi Enrique (110).
A już wcześniej spoglądał z góry na takie legendy jak Zlatan Ibrahimović (22), Diego Maradona (38), Romario (39), Luis Figo (45), Ronaldo (47), David Villa (48), Thierry Henry (49), Gary Lineker (52), Michael Laudrup (57), Johan Cruyff (60), Luis Suarez I (80), Sandor Kocsis (82) czy Ronaldinho (95).
Widoki, jakie ma w trakcie tej wspinaczki, mogą napawać go dumą, ale 37-latek nie byłby sobą, gdyby spoglądał tylko za siebie. Przed nim kolejne cele. Już tylko trzy gole dzielą go od 15. na liście Estanislao Brasory (114). Na tym jednak nie koniec. Lewandowski ma na horyzoncie pierwszą „10” najlepszych strzelców Barcy.
Tik-tak, tik-tak…
Od zajmujących 10. miejsce Mariano Martina (130) i Rivaldo (130) dzieli go 19 trafień. Tylko i aż. Nie jest to dystans niemożliwy do zniwelowania – nie taki dorobek zdarzało mu się w przeszłości gromadzić w trakcie jednej rundy. Z drugiej strony, w tym sezonie daleko mu do skuteczności z najlepszych lat.
Barcelona do końca sezonu rozegra od 21 (wersja minimum) do 33 (jeśli awansuje do finałów Pucharu Króla i Ligi Mistrzów) meczów. Jeśli utrzyma dotychczasową średnią (0,48 gola/występ), Lewandowski nie dorówna Martinowi i Rivaldo. A trzeba wziąć pod uwagę, że Hansi Flick w tym sezonie nie korzysta z Polaka (albo nie może skorzystać) w każdym meczu.
Z tego względu całkiem dobrze wygląda dorobek Lewandowskiego w przeliczeniu na spędzony na murawie czas. Trafia do siatki rywali co 103 rozegrane minuty. Barcelona rozegra do końca sezonu od 1890 do 3480 minut (biorąc pod uwagę ewentualne dogrywki w pucharach), więc w takim ujęciu „Lewy” nie miałby nawet marginesu błędu, by dogonić Rivaldo i Martina.
Problem w tym, że Lewandowski rozgrywa średnio 54 procent czasu. Na podstawie tego możemy szacować, że do końca sezonu spędzi na boisku od 1020 do 1880 minut. Strzelanie gola średnio co 103 minuty zatem nie wystarczy mu do tego, by wejść do pierwszej „10”.
By dorównać Martinowi i Rivaldo, Lewandowski musi znacznie poprawić skuteczność względem pierwszej części rozgrywek. Albo przekonać władze Barcelony, by przedłużyły z nim wygasającą 30 czerwca umowę na kolejny sezon. Do tego jednak też potrzebuje zwyżki formy i potwierdzenia przydatności do zespołu w postaci goli.
Kolejny krok w kierunku pierwszej „10” klasyfikacji strzelców Barcelony będzie mógł wykonać w niedzielę. W ramach 20. kolejki La Ligi Duma Katalonii zagra na wyjeździe z Realem Sociedad San Sebastian. Początek spotkania o godz. 21.
Klub 100 Barcelony na podstawie oficjalnych danych klubu:
xx