Do tragicznego zdarzenia doszło na początku stycznia 2024 r. na terenie zakładu produkcyjnego w Krapkowicach. Jak relacjonował młodszy aspirant Dominik Wilczek z miejscowej policji, funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o brutalnym zabiciu psa. Na miejscu okazało się, że jeden z dwóch psów pilnujących zakładu został powieszony na stalowej lince przyczepionej do wózka widłowego.
- Jakie był wyrok dla właściciela psa?
- Co mieszkańcy Krapkowic myślą o karze?
- Co się wydarzyło na terenie zakładu produkcyjnego?
- Jakie tłumaczenia przedstawił właściciel psa?
Według zeznań jednej z pracownic, która była świadkiem zdarzenia, pies Timo przez dziesięć minut walczył o życie, wijąc się z bólu. Kobieta próbowała interweniować, jednak właściciel nie chciał uwolnić zwierzęcia. Dopiero po upływie kilku minut pies został opuszczony, ale już nie żył.
„Podniosłem psa wózkiem, żeby mi było łatwiej założyć linkę wokół głowy i drugiej łapy, ale nie zauważyłem, że w tym czasie zaplątał się w linkę, która mu się okręciła wokół głowy i zacisnęła, bo skakał i się obracał. Tak zmarł — przez samouduszenie. To był nieszczęśliwy wypadek” — tłumaczył Jan D.
Sąd nie dał wiary tłumaczeniom
Sąd nie dał wiary wyjaśnieniom właściciela. Jak podkreślił sędzia Grzegorz Fedyczkowski, Jan D. nie miał bezpośredniego zamiaru zabicia psa, ale godził się na jego cierpienie. Według sądu, mężczyzna chciał poddusić psa, by ten stracił przytomność i przestał się bronić, traktując to jako metodę wychowawczą.
Sędzia zaznaczył, że oskarżony nie opuścił wideł wózka widłowego mimo próśb świadka, co doprowadziło do śmierci zwierzęcia. Ostatecznie Jan D. został skazany na pięć miesięcy pozbawienia wolności, wpłatę 5 tys. zł na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Opolu oraz pokrycie kosztów sądowych.
Sąsiedzi domagają się surowszej kary
Reakcje mieszkańców Krapkowic na wyrok są jednoznaczne. Wielu z nich uważa, że kara jest niewspółmierna do cierpienia, jakiego doznało zwierzę. Jedna z mieszkanek podkreślała, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla przemocy wobec słabszych, a osoby dopuszczające się takich czynów nie powinny mieć kontaktu ze zwierzętami. Inni sąsiedzi wskazywali, że pięć miesięcy więzienia to zbyt łagodna kara za tak brutalne potraktowanie psa. „Wyrok jest za niski, bo pies niewyobrażalnie cierpiał i został zabity w męczarniach. Pięć miesięcy to śmiesznie łagodna kara za takie bestialstwo” — powiedziała jedna z osób w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Jan D. nie zgadza się z wyrokiem i zapowiedział odwołanie do sądu drugiej instancji. W rozmowie z „Wyborczą” stwierdził, że ludzie niesłusznie oskarżają go o znęcanie się nad zwierzętami, a cała sytuacja była nieszczęśliwym wypadkiem. Dodał, że nie można porównywać śmierci psa do śmierci człowieka i gdyby chciał zabić zwierzę, mógłby to zrobić na wiele innych sposobów. Mieszkańcy miasta oczekują, że sąd drugiej instancji podejmie decyzję, która będzie adekwatna do skali cierpienia zwierzęcia.
Polecamy również:
Te rasy psów uważane są za trudne. Nie nadają się dla początkujących