Jest taka popularna polska komedia „Jak rozpętałem II wojnę światową”. Gdyby jej fabułę potraktować serio, należałoby uznać, że odpowiedzialność za wybuch największej i najbardziej katastrofalnej wojny XX w. ponosi niejaki Franciszek Dolas — szeregowy Wojska Polskiego. Stąd już tylko krok do absurdalnego wniosku, że to państwo polskie wywołało konflikt, który doprowadził do jego własnej zagłady.

Przygody Franka Dolasa były czystą fikcją i nikomu nie przyszło do głowy, by potraktować je poważnie. Tymczasem w części państw sąsiadujących z Polską działają środowiska polityczne, które angażują znaczne środki i zasoby w propagowanie tezy, jakoby II wojnę światową wywołała Rzeczpospolita. Szczególnie konsekwentnie i z pełną powagą czyni to Federacja Rosyjska.

Jej prezydent, Władimir Putin, podporządkowani mu ministrowie oraz służby specjalne z determinacją godną lepszej sprawy podejmują próby opisania na nowo genezy wojny. Ostatnio szef Federalnej Agencji Archiwalnej (Rosarchiw) Andriej Artizow ogłosił, że na zlecenie prezydenta Putina zbadano archiwalne dokumenty francuskie i na ich podstawie wyciągnięto wniosek, że gdyby nie Polska, to nie doszłoby do wojny. W tej sytuacji konieczne jest najpierw przypomnienie elementarnych, dobrze udokumentowanych faktów, a następnie analiza motywów, które kierują działaniami Kremla.

Logika wojny i pokoju

Najogólniej rzecz ujmując, wojny wybuchają wtedy, gdy mocarstwa realizują swoje interesy, niszcząc zbrojnie istniejący porządek międzynarodowy. W okresie międzywojennym porządek ów ukształtowała I wojna światowa oraz wieńczący ją traktat wersalski (1919).

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Z geopolitycznego punktu widzenia głównym gwarantem ładu wersalskiego powinna była zostać Francja jako zwycięskie mocarstwo kontynentalne. Jej szczególna pozycja miała opierać się na współpracy z pozostałymi państwami alianckimi oraz na sieci powiązań z nowo powstałymi państwami Europy Środkowej, położonymi między Niemcami a Rosją. Kraje te odgrywały ważną rolę, tworzyły wschodnią flankę francuskiego systemu bezpieczeństwa, dzięki której Paryż miał nadzieje hamować mocarstwowe apetyty Niemiec. Jednocześnie były buforem odgradzającym Europę od bolszewickiej Rosji i tamą chroniącą ją przed komunistyczną rewolucją. I wreszcie last but not least klinem wbitym między Berlin i Moskwę, zabezpieczającym przed ich ewentualnym aliansem.

Dwa państwa, Rzesza Niemiecka i Związek Sowiecki (ZSRR), konsekwentnie dążyły do zniszczenia porządku wersalskiego od momentu jego powstania. W końcu zawarły sojusz, który otworzył drogę do wojny. Te rewizjonistyczne mocarstwa ponoszą główną i w zasadzie wyłączną odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej. I — jak do tej pory — żaden poważny historyk tej odpowiedzialności z nich nie zdjął.

Hitler i niemieckie imperium rasowe

Niemcy, podpisując traktat wersalski, marzyli o jego rewizji; dążyli do zmiany granicy polsko-niemieckiej: odzyskania Pomorza Gdańskiego i polskiej części Górnego Śląska. Najpierw postawili na bolszewików, bo wierzyli, że Armia Czerwona pokona Rzeczpospolitą i odda Rzeszy terytoria polskie, które przynależały do niej przed 1914 r. Sowieci rozmawiali na ten temat przede wszystkim z przedstawicielami Reichswehry, czego efektem był słynny traktat z Rapallo (1922).

Niemieckie elity polityczne dosyć szybko zmieniły orientację. Uznały, że bardziej opłacalny i bezpieczniejszy będzie pokojowy rozbiór Polski za zgodą mocarstw zachodnioeuropejskich: Francji i Wielkiej Brytanii. Drogę do tego celu otworzyły traktaty podpisane w Locarno (1925). Ich sens polegał na tym, że Berlin zagwarantował nienaruszalność swoich granic zachodnich, ale nie uczynił tego samego wobec wschodnich. Wielka Brytania i Francja dopuściły Niemcy do udziału w europejskim koncercie mocarstw i pozwoliły na stopniową odbudowę ich potęgi.

Na początku lat trzydziestych XX w. wydawało się, że pokój w Europie zostanie utrzymany. Francja i Wielka Brytania w istocie udzieliły milczącej zgody na rewizję porządku w Europie Środkowej, której ofiarą miała paść Polska. Te geopolityczne kalkulacje wzięły jednak w łeb, gdy w 1933 r. do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler.

Hitler był przekonany, że Niemcy mogą stać się światowym mocarstwem jedynie pod warunkiem zerwania z tradycją polityki II Rzeszy, skoncentrowanej na dążeniu do rozbioru Polski. Stawiał sobie cel znacznie ambitniejszy: budowę wielkiego, rasowego imperium. Chciał, by rasa nordycka zdobyła panowanie nad światem. A do tego potrzebne były mu wielkie przestrzenie w Europie. Jedynym państwem, które je posiadało, była sowiecka Rosja.

Hitler miał świadomość, że aby osiągnąć swój zamiar musi wywołać kolejną wielką wojnę. Co ciekawe, planując wielką krucjatę przeciwko ZSRR, widział w Polsce ważnego sojusznika. W styczniu 1935 r. w jego imieniu propozycje wspólnej wyprawy na Moskwę złożył Józefowi Piłsudskiemu Hermann Goering. W zamian za to Polska miałaby otrzymać Ukrainę. Marszałek odprawił wysłannika Hitlera z kwitkiem. Pomimo to niemiecki kanclerz aż do wiosny 1939 r. nie tracił wiary w możliwość przekonania Polaków do antysowieckiego sojuszu. Warszawa nie zmieniła swojego stanowiska w tej sprawie ani na jotę.

Stalin i komunistyczne imperium

Józef Stalin, podobnie jak Włodzimierz Lenin, był zdania, że ZSRR nie przetrwa w kapitalistycznym otoczeniu. Z tego powodu postrzegał je jako egzystencjalne zagrożenie. Za jedyne wyjście uważał zniszczenie porządku kapitalistycznego i zwycięstwo rewolucji komunistycznej na całym świecie.

Bolszewicy wierzyli, że historia im sprzyja. Sprzeczności pomiędzy mocarstwami kapitalistycznymi miały doprowadzić do wyniszczającego konfliktu, który, osłabiając je wewnętrznie i zewnętrznie, otworzy drogę światowemu panowaniu komunizmu. Sowieci, zdając sobie sprawę ze słabości swojego państwa, wiedzieli, że własnymi siłami nie podbiją świata. Dlatego uchwycili się innej drogi: oczekiwali nowej wojny światowej, którą w nieodległym czasie miały rozpętać główne mocarstwa kapitalistyczne. Na jej początku planowali ogłosić neutralność, by — gdy walczące strony osłabną — uderzyć i rozstrzygnąć konflikt na swoją korzyść, niosąc władzę bolszewicką Europie, Azji, a może nawet całemu światu.

Jakkolwiek cele strategiczne Hitlera i Stalina były ze sobą nie do pogodzenia, ich taktyka koncentrowała się na tym samym: na doprowadzeniu do wojny w Europie. Bez niej żaden z obu dyktatorów nie był w stanie zrealizować swoich długofalowych zamierzeń.

Koncert mocarstw

Hitler liczył, że mocarstwa zachodnie i ich sojusznicy (w tym Polska) zaakceptują jego plany wojny z Sowietami. Gdy wiosną 1938 r. zrozumiał, że oczekiwania te nie zmaterializują się, że Paryż i Londyn nie dadzą mu wolnej ręki na Wschodzie, podjął decyzję, że najpierw zaatakuje Zachód. Problemem było stanowisko Polski.

Kanclerz nadal miał nadzieję, że Polska zachowa neutralność podczas wojny Niemiec z Francją i Wielką Brytanią. Polacy jednak na przełomie marca i kwietnia 1939 r. porozumieli się z Brytyjczykami, wymieniając się gwarancjami bezpieczeństwa. Dopiero wtedy Hitler przyjął do wiadomości, że wieloletnie starania, by Polska stała się uczestnikiem wielkiej krucjaty wschodniej, ostatecznie spaliły na panewce. Musiał więc przeformułować swoją strategię. Nadal chciał przede wszystkim rozprawić się z mocarstwami zachodnimi, ale zyskał pewność, że Polska nie zachowa już neutralności. Porozumienie Warszawy i Londynu, do którego dołączył potem Paryż, groziło wojną na dwa fronty.

Hitler podjął wówczas starania o porozumienie ze Stalinem, kalkulując, że wykluczy ono możliwość powstania antyniemieckiej koalicji łączącej Londyn i Paryż z Moskwą. Równie istotne było to, że taki układ stawiałby Warszawę w skrajnie niekorzystnym położeniu geostrategicznym: w razie wojny Polska nie mogłaby liczyć na wsparcie ze wschodu, co w praktyce oznaczało jej okrążenie przez wrogie państwa.

Dla Stalina brytyjskie gwarancje dla Polski były ważnym sygnałem. Rozwiały one widmo sojuszu Warszawy i Berlina skierowanego przeciwko Moskwie. Sowiecki wódz skupił się na wypracowaniu porozumienia z Hitlerem i rozpoczął balansowanie pomiędzy Berlinem a Londynem i Paryżem. Wykorzystał do tego zapytanie brytyjskiego rządu z połowy kwietnia 1939 r., czy Sowieci byliby gotowi pomóc swoim sąsiadom w przypadku niemieckiej agresji.

W odpowiedzi Moskwa zaproponowała Paryżowi i Londynowi sojusz militarny. Zobowiązywałby on mocarstwa zachodnie do pomocy w przypadku ataku Niemiec nie tylko na ZSRR, ale także na każde z państw graniczących ze Związkiem Sowieckim na Zachodzie. Propozycja ta została złożona w złej wierze, ponieważ rozszerzała gwarancję pomocy zbrojnej na państwa trzecie. Sowieci, składając ją, wiedzieli, że nie zostanie zaakceptowana.

Stalin wyjaśniał na Kremlu swoim współpracownikom, że jest rozczarowany postawą Brytyjczyków, oskarżając ich o chęć wplątania ZSRR w wojnę. Mołotow zaproponował wówczas podjęcie rozmów z Niemcami. Także rozpoczęte w połowie sierpnia sowiecko-brytyjsko-francuskie negocjacje na temat współpracy wojskowej były skazane przez Stalina na porażkę. W gruncie rzeczy był im przeciwny, gdyż dążył do zbliżenia z Niemcami, by ułatwić im decyzję o wojnie z Polską i mocarstwami zachodnimi. Służyły mu one wyłącznie do osiągnięcia dwóch celów: propagandowego zrzucenia odpowiedzialności za przyszłą wojnę na Londyn i Paryż oraz podbicia stawki w rozmowach z Hitlerem.

Wiele wskazuje także na to, że Francja i Wielka Brytania nie za bardzo wierzyły w możliwość sojuszu z Sowietami. Polska zatem — wbrew temu, co sugerowali niedawno rosyjscy archiwiści — nie odpowiadała za fiasko negocjacji sojuszu pomiędzy mocarstwami zachodnimi a ZSRR.

Droga do wojny

23 sierpnia 1939 r. minister spraw zagranicznych Rzeszy został przez Stalina przyjęty na Kremlu wieczorem i po północy podpisał z Mołotowem układ. Był to dosyć typowy dwustronny traktat o nieagresji. Dołączono do niego jednak tajny protokół, przewidujący podział Europy Środkowej i Wschodniej na dwie strefy wpływów. Pakt sowiecko-niemiecki całkowicie zniszczył porządek europejski ustanowiony 20 lat wcześniej w Wersalu.

Pakt Ribbentrop-Mołotow. Jak doszło do jego podpisania?

Początek współpracy obu dyktatorów stanowił pasmo sukcesów. 1 września 1939 r. Hitler rozpoczął agresję na Polskę, 17 września uderzył na nią Stalin. W historii Europy otworzył się zupełnie nowy rozdział. Hitler i Stalin przestali uprawiać tradycyjnie rozumianą politykę, której istotą było zwiększanie potęgi. Im chodziło o coś innego — o unicestwienie i eksterminację. Najpierw współdziałali, by zniszczyć dotychczasowy porządek, a dopiero potem starli się ze sobą, by ostatecznie rozstrzygnąć rywalizację o władzę nad światem.

Problem winy

Fakty są więc nieubłagane. Główną odpowiedzialność za wybuch wojny ponosił Hitler, bo od samego początku swojej kariery politycznej uważał, że tylko dzięki niej osiągnie swoje cele strategiczne. Był również tym politykiem, który podjął decyzję o ataku na Polskę i tym samym rozpętał konflikt, który pogrzebał stary świat.

Stalin także chciał wojny i robił wszystko, aby ułatwić Hitlerowi decyzje. Dowodzi tego niedawno ujawniony przebieg narady, jaka odbyła się na Kremlu 7 września 1939 r. Wódz światowego proletariatu wyjaśniał najbliższym współpracownikom, że obecnie trwają zmagania o panowanie nad światem dwóch grup państw kapitalistycznych. Jest w interesie Związku Sowieckiego, aby kraje te „krwawo ze sobą walczyły i osłabiały się”. Dlatego Moskwa powinna „manewrować, wygrywać jedną stronę przeciwko drugiej, tak aby jeszcze mocniej wodziły się za łby”.

Stalin zapowiedział, że „następnym krokiem będzie wsparcie drugiej strony”, czyli mocarstw zachodnich. Podkreślił przy tym, że obecna wojna „jest prowadzona o panowanie nad światem”. Kilka słów poświęcił Polsce. Zauważył, że po jej zniszczeniu będzie mniej o jedno „burżuazyjne faszystowskie państwo”. I retorycznie zapytał: „Co jest złego, jeżeli w wyniku rozbicia Polski rozciągniemy system socjalistyczny na nowe tereny i ludność?”.

Jak widać, Stalin uparcie trzymał się ideologicznej wykładni polityki zagranicznej. W trwającej wojnie imperialistycznej pomiędzy dwoma obozami państw kapitalistycznych Moskwa miała przyjąć postawę wyczekującą, aż wojujące strony się wykrwawią i wtedy wreszcie przystąpić do ostatecznej walki o panowanie nad światem.

W kontekście faktów sensacje rosyjskich archiwistów, że z dokumentów znajdujących się we francuskich archiwach wynika, że Polska wywołała II wojnę światową, są niepoważne. Dokumenty francuskie są od dawna odtajnione i dobrze zbadane. Żaden poważny historyk zajmujący się genezą II wojny światowej nie obarczył odpowiedzialnością za jej wywołanie Polski; notabene, nie poważył się również na to, żaden historyk rosyjski.

Niesłychana perfidia rosyjskich oskarżeń ujawnia się w pełni, gdy przypomni się, że przez całe lata trzydzieste Polska konsekwentnie odrzucała propozycje Hitlera dotyczące wspólnej wyprawy przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Stalin miał na ten temat pełną wiedzę, bo dysponował rozbudowaną agenturą ulokowaną w ambasadzie Rzeszy w Warszawie. Gdy tylko nadarzyła się dogodna okazja, przyjął niemiecką propozycję i wyraził zgodę na wspólny rozbiór Polski.

Kremlowska propaganda historyczna

Warto zauważyć, że tego rodzaju tezy rewizjonistyczne formułują politycy lub urzędnicy (archiwiści i oficerowie służb specjalnych). A to znaczy, że nie mają one charakteru naukowego, lecz czysto polityczny. Chodzi o działania wizerunkowe państwa rosyjskiego, o wzmocnienie jego tak zwanej miękkiej siły (soft power). Cel propagandy historycznej Kremla jest łatwy do przeniknięcia. Manipulacje te służą temu, aby Rosjanie jawili się jako bohaterowie i ofiary, a nie jako agresorzy i zbrodniarze. Centralnym punktem rosyjskiej propagandy historycznej pozostaje II wojna światowa, określana mianem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. W zwycięstwie nad faszyzmem państwo rosyjskie upatruje źródła swojej godności i prestiżu.

Istnieje jednak jeden zasadniczy problem: fakty historyczne jednoznacznie wskazują, że Stalin, a tym samym państwo sowieckie, ponosi współodpowiedzialność za wybuch wojny. Rosja radzi sobie z tym na swój sposób — bez większej finezji — przerzucając winę na innych, w tym na pierwszą ofiarę Hitlera i Stalina, czyli Polskę. Relatywizowanie ról sprawców i ofiar stanowi podstawowe narzędzie w arsenale propagandy historycznej państw będących spadkobiercami zbrodniczych mocarstw. Mimo wszystko trudno oprzeć się wrażeniu, że architekci rosyjskiej polityki historycznej wykazują się powagą porównywalną z tą, jaką prezentował szeregowiec Franciszek Dolas.

Polacy są i będą obarczani winą za wybuch II wojny światowej i sprawstwo Holokaustu. Takie są brudne reguły gier mocarstwowych. Naszą reakcją nie powinno być jednak święte oburzenie, a rozpowszechnianie takich narracji, które zawierają historyczną prawdę. A z tym nie jest najlepiej, mimo że państwo polskie dysponuje odpowiednimi instytucjami i przeznacza na tego rodzaju działania niemałe środki. Wydaje się, że polscy politycy nie za bardzo potrafią grać w historię na arenie międzynarodowej.