W skrócie:
- Prezydent Karol Nawrocki dostał od Donalda Trumpa propozycję wejścia do Rady Pokoju, która ma nadzorować sytuację na Bliskim Wschodzie. Onet potwierdził tę informację w dwóch niezależnych źródłach. Nasze ustalenia potwierdził także Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta
- Takie samo zaproszenie prezydent USA wystosował m.in. do Władimira Putina
- — Pewne jest, że przyjęcie bądź nieprzyjęcie propozycji Trumpa przez Karola Nawrockiego powinno być głęboko wynegocjowane z udziałem rządu, Europy i dyplomacji amerykańskiej — ocenia prof. Rafał Chwedoruk
- — Już teraz, poczynając od nieformalnych kanałów, gorące linie powinny nabierać temperatury, a kontakt z MSZ powinien być natychmiastowy. Podobnie, konsultacje z kluczowymi dla Polski partnerami ekonomicznymi i politycznymi — dodaje
Jak traktować to zaproszenie?
— To mnie nie dziwi. Donald Trump poszukuje sojuszników w Europie, żeby przeciwdziałać głównym siłom integracji europejskiej. To muszą być politycy, którzy byliby zdolni przeciwstawić się obozowi skupionemu wokół, mówiąc ogólnie, przywódców związanych z Europejską Partią Ludową, głównej siły umiarkowanej prawicy. To stara idea republikanów, żeby torpedować europejską niezależność i dążenia do pogłębienia integracji — mówi Onetowi politolog prof. UW Rafał Chwedoruk.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Aby się przeciwstawić Europie, której głównym atutem jest bardzo zamożny rynek konsumencki, Trump będzie wspierał partie i przywódców głównie prawicowych, często pozostających w kontrze do rządów. W Polsce będzie to Karol Nawrocki, PiS oraz w przyszłości, być może, Konfederacja — podkreśla.
— USA zależeć będzie na wzmacnianiu takich sojuszników, stąd zaproszenie dla Karola Nawrockiego nie dziwi. Natomiast polski prezydent ma w związku z tym zaproszeniem przed sobą potężny egzamin i problem do rozwiązania — mówi prof. Chwedoruk.
„To nie fotografia z politykami. Prezydent będzie musiał zająć stanowisko” 
Prezydent RP Karol NawrockiLeszek Szymański / PAP
— To pierwszy poważny test zewnętrzny dla zaplecza prezydenta. Tu nie chodzi o zwykłą fotografię, na przykład z którymś z amerykańskich polityków. Tu prezydent Nawrocki musiałby zająć stanowisko w kwestii sytuacji na Bliskim Wschodzie, a później być może innych konfliktów — wskazuje politolog.
— Nie możemy zapominać, że stosunek państw europejskich do konfliktu na Bliskim Wschodzie jest odmienny niż jednoznacznie proizraelskiej Ameryki. Europa natomiast musi liczyć się tak z licznymi społecznościami islamskimi na jej terenie, jak z sąsiedztwem również muzułmańskiej Turcji, lokalnie mocnego gracza — zaznacza ekspert.
„Gorące linie powinny nabierać temperatury”
— Pewne jest, że przyjęcie bądź nieprzyjęcie propozycji Trumpa przez Karola Nawrockiego powinno być głęboko wynegocjowane z udziałem rządu, Europy i dyplomacji amerykańskiej — mówi prof. Chwedoruk. — Są potężne „przeciw” dotyczące tej propozycji, po pierwsze zaproszenie do Rady Pokoju Putina. Tyle że nie zapominajmy, że tę jastrzębią politykę wobec Rosji wymusiły Stany Zjednoczone za rządów Joego Bidena, Niemcy i Francja nie były tak jednoznacznie gotowe do walki o niepodległość Ukrainy „do krwi ostatniej”. I teraz Europa została sama z tą jastrzębią polityką — zaznacza.
— Są też powody „za” przyjęciem zaproszenia Trumpa. Choćby towarzystwo Indii i Brazylii, czyli graczy, z którymi Polska powinna zacieśniać kontakty — podkreśla.
— Pewne jest jedno. Jeśli prezydent przyjmie tę propozycję bez konsultacji z rządem, to byłoby to głęboko nieodpowiedzialne. Już teraz, poczynając od nieformalnych kanałów, gorące linie powinny nabierać temperatury, a kontakt z MSZ powinien być natychmiastowy. Podobnie, konsultacje z kluczowymi dla Polski partnerami ekonomicznymi i politycznymi — zaznacza politolog.
Miliard dolarów za członkostwo? Tyle podobno miał chcieć Trump. „Każdy sojusz ma swoją cenę”
Prezydent USA Donald TrumpAA/ABACA / PAP
Według nieoficjalnych informacji Bloomberga, Trump za trzyletni udział w Radzie Pokoju miał żądać „wpisowego” w wysokości miliarda dolarów. Biały Dom nie zdementował tych informacji, oświadczył jedynie w mediach społecznościowych, że „nie ma minimalnej opłaty członkowskiej”.
— Cóż, oto realia amerykańskiej polityki, oczywiście zakładając, że ta informacja jest prawdziwa. Te pieniądze nie byłyby przecież wnoszone jako kwota wpłacana na konto. Stany Zjednoczone oczekiwałyby raczej, że kraj, którego lider został tak uhonorowany, godnie wesprze amerykańską gospodarkę kontraktami, które będą dla Ameryki wyjątkowo opłacalne, tudzież udziałem w inwestycjach — mówi prof. Chwedoruk.
— Weźmy, choćby, taką Arabię Saudyjską, mającą świetne kontakty z Trumpem. Otóż kraj ten masowo kupuje broń od Ameryki, choć, jak pokazała wojna w Jemenie, nie potrafi jej efektywnie wykorzystać. Ale cóż, każdy sojusz ma swoją cenę — podsumowuje prof. Chwedoruk.
CZYTAJ WIĘCEJ: Europa zdana na łaskę Putina? Te liczby mówią całą prawdę [WYKRESY]