Jak informuje Justin Kroll z Deadline, zdjęcia do nowego filmu z Jamesem Bondem mają rozpocząć się na przełomie 2026 i 2027 r., co oznacza, że decyzje castingowe muszą zapaść znacznie wcześniej. Dziennikarz, powołując się na własne źródła, przekazał w rozmowie w podcaście „My Mom’s Basement”, że to właśnie w okolicach wakacji świat pozna nazwisko nowego Bonda.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Kroll podkreślił również, że postać agenta 007 w nowej odsłonie będzie znacząco różnić się od tej, którą przez lata kreował Daniel Craig. Według jego informacji, nowy Bond ma prezentować się jako ktoś, kto „mógłby zabić cię gołymi rękami w mgnieniu oka”. Taki wizerunek bohatera to najpewniej efekt pracy scenarzysty Stevena Knighta, znanego z takich produkcji jak „Peaky Blinders”, „Tabu” czy „Wschodnie obietnice”, gdzie mamy brutalnych męskich bohaterów.

  • Kiedy poznamy nazwisko nowego Bonda?
  • Kto najczęściej wymieniany jest jako faworyt do roli Bonda?
  • Kiedy mają rozpocząć się zdjęcia do nowego filmu o Bondzie?
  • Jakie zmiany czeka postać Bonda w nowej odsłonie?

Portal World of Reel zwraca jednak uwagę, że mimo przewidywań Krolla, zdjęcia do kolejnej części przygód Bonda mogą rozpocząć się dopiero na początku 2027 r. Ma to być związane z zaangażowaniem reżysera Denisa Villeneuve’a w promocję trzeciej części „Diuny”, która przypadnie właśnie na przełom lat 2026 i 2027. Dopiero po zakończeniu tego etapu Villeneuve będzie mógł w pełni skupić się na pracy nad nowym filmem o agencie 007.

Wciąż nie wiadomo, kto zostanie nowym Bondem. Choć faworytów oficjalnie nie ma, Kroll zauważa, że studio Amazon/MGM w ostatnim czasie wyraźnie promowało kandydaturę Jacoba Elordiego. Po sukcesach w „Euforii”, „Frankensteinie” oraz nadchodzących „Wichrowych wzgórzach”, aktor ten ma mocne argumenty, by przejąć kultową rolę. Jednak, jak podkreśla dziennikarz, wybór Elordiego mógłby być niezgodny z wymaganiami scenariusza przygotowanego przez Knighta.

Elordi jest jednym z przynajmniej kilkunastu aktorów, o którym na przestrzeni ostatnich niemal pięciu lat mówiło się w kontekście nowego odtwórcy Jamesa Bonda. Przypomnijmy, że przewijały się już takie nazwiska jak Idris Elba, Henry Cavill, Tom Hardy, Rege-Jean Page (aktor z „Bridgertonów”), Richard Madden czy Aaron Taylor-Johnson. Były też dyskusje na temat zmiany płci Bonda, co w mediach społecznościowych zostało przyjęte w ostry sposób przez fanów. Teraz mówi się z kolei o Callumie Turnerze jako kolejnym pewniaku.

Te wszystkie spekulacje na temat nowego aktora w roli agenta 007 można byłoby spokojnie zamienić na jakiś odcinek opery mydlanej, bo właściwie co miesiąc dostajemy informację o kolejnym kandydacie. Są i też przypadki jak ten z niejakim Scottem Rose-Marshem. Dopiero po czasie okazało się, że Brytyjczyk wcale nie miał szans na zostanie Bondem, więc media rozprzestrzeniały fałszywą informację. Na oszustwo nabrał się m.in. prestiżowy „The Hollywood Reporter”.

Ten sam serwis jest zresztą zdania, że plotka o następcy Craiga jest od dłuższego czasu na tyle korzystna, że aktorzy oraz ich rzecznicy prasowi chętnie z niej korzystają. „Młodzi brytyjscy aktorzy odkryli, że plotka o dostaniu roli Jamesa Bonda jest niemal tak dobra, jak faktyczny angaż w produkcji. A może nawet lepsza, bo otrzymują duży rozgłos bez konieczności podpisywania 10-letniego kontraktu i uczenia się, jak rozbroić bombę atomową w smokingu” — czytamy.

Tym samym trzeba mieć nadzieję, że w lecie faktycznie poznamy, kto został nowym Bondem, bo położy to w końcu kres jednemu z najbardziej męczących wątków w świecie filmu tej dekady.