Pietuszewski ma za sobą pierwszy występ w barwach FC Porto. Przez zaledwie kilkanaście minut po wejściu na boisko wywalczył rzut karny, a dodatkowo rywal otrzymał czerwoną kartkę po faulu na młodym Polaku. Porto z problemami wygrało 1:0 z Vitorią Guimaraes, w dużej mierze po dobrej zmianie byłego gracza Jagiellonii.
– Widać, dlaczego Porto tyle za Oskara zapłaciło. Od razu pokazał potencjał, bezkompromisowość, wszedł bez pardonu. Cieszę się, że już w pierwszym meczu pokazał, co potrafi najlepiej – komentuje Jerzy Brzęczek, nawiązując do kwoty 10 milionów euro, które Portugalczycy przeznaczyli na skrzydłowego w zimowym oknie transferowym.
„Nie grozi mu sodówka”
Oskar Pietuszewski otrzymał mnóstwo pochwał za debiut: od portugalskich mediów, ale przede wszystkim od trenera drużyny Francesco Farioliego.
ZOBACZ WIDEO: Wojna o ręcznik! Kuriozalne sceny w finale Pucharu Narodów Afryki
– Jego wpływ na grę zespołu był fantastyczny. Od pierwszego kontaktu z piłką pokazał siłę i energię. W przypadku rzutu karnego widzieliśmy jego chęć do bezpośredniej gry. Dojrzałość, jaką pokazał w swoim debiucie, jest imponująca. Ten pierwszy występ był świetny – ocenił Farioli.
Brzęczek stara się wyważyć emocje. – Wiem, że dziś jest super, duża euforia, pochwały z każdej strony, ale zachowajmy spokój i pokorę – kontynuuje nasz rozmówca.
– Piłka nożna to dynamiczna dyscyplina. Nie chcę oceniać Oskara przez pryzmat debiutu. Patrząc szerzej, uważam jednak, że dobrze wybrał stawiając na Porto. W tym klubie Polacy zawsze byli szanowani, obecnie z bardzo dobrej strony pokazują się Jan Bednarek i Kuba Kiwior. Porównałbym Janka, Kubę i Oskara do naszego dawnego tria z Borussii Dortmund, w której występowali Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski i Robert Lewandowski. Oby nasi gracze z Porto nawiązali do takich tradycji – komentuje trener.
– Oskar ma coś z Kuby Błaszczykowskiego – uzupełnia. – Na przykład ciąg na bramkę, widzę w nim pewne podobieństwo do Kuby – mówi. Siostrzeniec trenera zalicza się do grona najlepszych polskich piłkarzy ostatnich lat. Błaszczykowski rozegrał dla pierwszej kadry 109 spotkań, a z BVB sięgnął po dwa mistrzostwa Niemiec.
Brzęczek nie boi się jednak takich porównań. – Na bazie naszej współpracy z kadry młodzieżowej wiem, że sodówka Oskarowi nie grozi. Jest mocny mentalnie, presja go nie deprymuje. Nie widzę zagrożenia i niebezpieczeństwa, że będzie miał muchy w nosie – twierdzi.
Niedługo pierwsza kadra?
Pietuszewski mimo zaledwie 17 lat ma już spore doświadczenie: 54 mecze rozegrane w Jagiellonii i występy w europejskich pucharach, choćby w ćwierćfinale Ligi Konferencji.
– To świadomy, młody chłopak, mający jasno sprecyzowane cele. Na pewno nie zadowoli się jednym dobrym wejściem – uważa nasz rozmówca. – Wie, że konkurencja na tym poziomie jest bardzo duża. Najgorzej to w tym momencie za bardzo uwierzyć w siebie, ale tak jak wspomniałem: jemu to nie grozi – zapewnia.
– Oskar ma jasno sprecyzowane cele, poprzeczkę zawiesił sobie wysoko. Ma świadomość, że trzeba iść krok po kroku i nie wybiegać w przyszłość zbyt daleko – mówi Jerzy Brzęczek.
Pietuszewski był do tej pory powoływany do kadry U-21, w której pełni rolę kluczowego zawodnika. Zimą zmienił się jednak jego status. Z Jagiellonii trafił do mocnego europejskiego klubu i być może już niedługo doczeka się powołania do pierwszej reprezentacji.
Jan Urban sugerował, że na tę chwilę ma skrzydłowych w swoim zespole i nie chce zabierać Pietuszewskiego z młodzieżówki, by „tylko zjadł z seniorami obiad”.
– Jeżeli będzie grał w Porto, rozwijał się i utrzyma skuteczność, to będę tylko szczęśliwy – uśmiecha się trener. – Decyzję podejmie selekcjoner pierwszej kadry. Mamy duży komfort, a kolejne dobre mecze Oskara przyniosą jedynie korzyść polskiej piłce – kończy Jerzy Brzęczek.
Mateusz Skwierawski, WP SportoweFakty