W grudniu 2024 r. tygodnik „Wprost” oszacował majątek Marcina Gortata na 480 mln zł. Wtedy też, ze względu na swój wiek, po raz ostatni znalazł się na liście 40. najbogatszych Polaków przed 40.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Marcin Gortat w NBA zarobił fortunę. „Nie będę przepraszać”

Polak przez ponad dziesięć lat występował w NBA, reprezentując barwy takich klubów, jak: Orlando Magic, Phoenix Suns, Washington Wizards i Los Angeles Clippers. W trakcie gry w najlepszej koszykarskiej lidze świata Gortat dorobił się fortuny. — Według samego NBA i kontraktów w NBA było to ok. 100 mln dol. (według aktualnego kursu to blisko 365 mln zł) — wyjaśnił w marcu 2023 r. na antenie Radia ZET. Oprócz tego zarabiał też m.in. na kontraktach reklamowych.

Gortat nigdy nie miał problemów z rozmowami na temat pieniędzy. — Moje kontrakty i zarobki były opublikowane. To nie jest tak jak u piłkarzy, że się przypuszcza, że tyle i tyle zarabia, albo za tyle podpisał kontrakt. U mnie zawsze było wszystko jawne i nie musiałem tego ukrywać. Z drugiej strony też nie będę przepraszać, że za takie pieniądze grałem. To jest coś, na co ciężko pracowałem — tłumaczył swego czasu na Kanale Sportowym w programie „KS Poranek”.

Emerytura? Ogromna. Tak o niej mówi

W mediach nieraz głośno było o emeryturze Marcina Gortata. Za każdy rok gry w NBA przypada 700 dol., a więc w przypadku Polaka mowa o 8,4 tys. dol. miesięcznie (według aktualnego kursu nieco ponad 30 tys. zł).

„Te pieniądze nie wzięły się znikąd. Sam musiałem je zgromadzić. Bo każdy zawodnik występujący w NBA jest zobowiązany do tego, aby część bieżących dochodów odkładać na funduszu emerytalnym. Wolną rękę ma się wyłącznie w kwestii wyboru, w co dany fundusz ma inwestować. Miałem to szczęście, że już na początku obecności w NBA podpytałem starszych kolegów, co jest najbardziej opłacalne i koniec końców dobrze wybrałem. W tej chwili wartość mojego funduszu, z którego wypłacana jest emerytura, wynosi 4,5 mln dol. Całkowicie będę mógł go zlikwidować, gdy skończę 50 lat. Wtedy te pieniądze w całości trafią do mnie” — wyznał na łamach „Przeglądu Sportowego” w 2022 r.

Wspomniane świadczenie zaczyna być wypłacane zawodnikowi rok po zakończeniu kariery i przysługuje mu do końca życia. Jeśli jednak zostanie zatrudniony w NBA, to na czas zawarcia umowy emerytury nie otrzymuje. — Jest wtedy zawieszona i automatycznie przechodzę na kontrakt klubowy — tłumaczył Gortat w podcaście „Życie po życiu” serwisu WP SportoweFakty.

Na to Marcin Gortat wydał wielkie pieniądze

Marcin Gortat podchodzi do zarobionych pieniędzy z rozsądkiem. W przeszłości zdarzały mu się jednak szalone zakupy. Nie jest tajemnicą, że za pierwsze duże pieniądze kupił sobie akwarium i piranie. — Zawsze chciałem mieć drapieżniki. […] Akwarium potężne, 800 litrów — opowiadał w 2025 r. w podcaście Sport.pl pt. „A pamiętasz jak?”.

W tej samej rozmowie wspominał, jak sprawił sobie diamentowy zegarek. — Był moment, że miałem jakiś tam złoty łańcuch, ale on był przywieziony z Bałut z młodości. Nie miałem potrzeby kupowania. […] Kupiłem, ale to chyba bardziej po to, żeby mieć, a nie po to, żeby nosić, diamentowy zegarek. Dwa razy założyłem i powiedziałem sobie: „Weź to schowaj do sejfu, na co ci to jest? Człowieku, robisz z siebie debila”. Nie dość, że mam łańcuch, to jeszcze mam błyszczeć — wyznał.

Przed laty Gortat wydawał dużo na samochody. W „A pamiętasz jak?” wrócił wspomnieniami do kupna wymarzonego BMW. — To było moje pierwsze auto, wymarzone. I pamiętam, że wpakowałem kupę kasy w to auto, które potem okazało się wielką głupotą. Przez to auto miałem wiele problemów, bo wiele mandatów złapałem, a co za tym szło — miałem problemy z uzyskaniem ubezpieczenia, bo za dużo mandatów było. I potem, z perspektywy czasu, wyrosłem z tego — opowiadał (wspomnianego auta nie ma już w jego garażu).

Oto największy „odpał finansowy” Gortata

Innym razem sportowiec zdradził, jak w jednej chwili został właścicielem Ferrari. — Mój największy odpał finansowy to było kupno Ferrari z Nene [brazylijski koszykarz, z którym występował w Washington Wizards — red.]. Dosłownie z minuty na minutę. To było moje marzenie, żeby kupić sportowe Ferrari albo Lamborghini, w które mogę wsiąść i się zmieścić. […] Stać mnie na to, znajdzie się auto, w którym się zmieszczę, to czemu nie? Kiedyś w samolocie, jak siedzieliśmy obok siebie, Nene powiedział, że jutro jedzie odebrać Ferrari. Ja się pytam: „Ale jakie Ferrari?”. On: „No kupiłem Ferrari”. A ja na to: „Nene, mieścisz się w Ferrari? […] Nie zmieścisz się w żadne Ferrari, co ty mi w ogóle opowiadasz”. On mi mówi: „Człowieku, uwierz mi, siedziałem, wiem, kupuję i jutro odbieram” — relacjonował w „Hejt Parku”. Następnego dnia udali się zobaczyć wspomniany samochód, a gdy okazało się, że Gortat się w nim mieści i w salonie znajduje się jeszcze jeden egzemplarz, to natychmiast go kupił.

Dziś do kwestii aut podchodzi zupełnie inaczej. — Były czasy, że jeździłem dużymi, drogimi autami, Ferrari, Rolls Royce, Bentley i naprawdę najwyższe marki. […] Dzisiaj to jest ostatnia rzecz, na jaką bym wydał pieniądze, bo to nie ma sensu […]. Dzisiaj nie potrzebuję drogiego samochodu. Potrzebuję przede wszystkim wygodne, bezpieczne, ciche, oszczędne auto — wyjaśnił kiedyś w Gentleman TV.

Marcin Gortat obecnie wydaje dużo pieniędzy na militaria (m.in. na najróżniejsze szkolenia), a także na gadżety technologiczne. — Obowiązkowo różnego rodzaju ładowarki, krótkie, długie, średnie, z trzema różnymi wejściami w jednym kablu, różne przełączki, powerbanki. Jestem przepotężnym gadżeciarzem. Wydaje mi się, że rocznie wydaję naprawdę dziesiątki tysięcy na różnego rodzaju gadżety, które usprawniają moje życie i funkcjonowanie — opowiadał swego czasu na Instagramie.

W to inwestuje polski gwiazdor. Na jednym biznesie stracił 2 mln zł

Na przestrzeni lat Marcin Gortat inwestował głównie w nieruchomości, ale na koncie ma też inne biznesy — nie wszystkie udane, o czym mówi wprost. — Inwestowałem w coś, co było pewne, czyli w mieszkania lub apartamenty. Zwroty są różne, mniejsze, większe, ale jest pewne, że nigdy nie stracisz. Inwestowałem też w biznesy, które przede wszystkim rozumiem i które mnie interesują lub mam na nie fizyczny wpływ, co nie oznacza, że nie mogą one się wywrócić. Takie biznesy były. Na przykład Polska Liga Esportowa. Pandemia wypaczyła nam wszystkie statystyki i spojrzenie na e-sport, który nagle był wielki. Był bum, ale tylko w trakcie pandemii, kiedy ludzi siedzieli w domach — opowiadał ostatnio w podcaście „W cieniu sportu”. Wyznał wówczas, że na PLE stracił blisko 2 mln zł. Kiedyś zdradził też, że stracił 150 tys. dol. na inwestycji w jakąś aplikację.

Gwiazdor nieraz podkreślał, że w biznesie kieruje się kilkoma zasadami. — Nie inwestuj w rzeczy, których nie rozumiesz i nad którymi nie masz kontroli. Nie inwestuj z ludźmi, których do końca nie znasz. I co najważniejsze, jak nie będziesz pilnował inwestycji i nie będziesz regularnie kontrolował, sprawdzał i pierwszych czerwonych flag nie będziesz analizował, to będziesz tracił pieniądze — mówił na kanale Siły Specjalne w Biznesie.

Marcin GortatMarcin Gortat (Foto: Paweł Wrzecion / MW Media)Wspólny biznes z żoną

Jednym z biznesów Marcina Gortata jest fabryka kosmetyczna MG Evolution, którą otworzył razem z żoną Żanetą Gortat-Stanisławską.

— Firma się rozwija coraz fajniej i naprawdę złapiemy takiego dużego rozpędu. Teraz jest bardzo dużo zamówień, kontraktów. No i gdzieś tam trzeba zatrudniać kolejne osoby, żeby być w stanie wyrobić te wszystkie kontrakty. Ostatnio mówię: „Kurde, idę do fabryki popracować”. No i normalnie na 7-8 godzin się przebrałem w fartuszek, bo są strefy brudne, czyste itd. I musisz mieć specjalną opaskę na brodę, maseczki, czepek na łysą głowę… — opowiadał były koszykarz w niedawnej rozmowie z Łukaszem Kadziewiczem.

Gortat nie ukrywa, że wiele zawdzięcza swojej wybrance i jest przekonany, że gdyby poznali się wcześniej, byłby dziś jeszcze bogatszy. — Gdybym poznał moją żonę 10 lat temu, dziś byłbym miliarderem. I byłbym w jeszcze lepszym miejscu. Odpowiednia kobieta przy mężczyźnie sprawia, że mężczyzna jest lepszy. […] To jest nie tylko partnerka, to anioł i twoja oaza spokoju. […] Mam złotą kobietę — wyznał kiedyś Robertowi Jarczyńskiemu.

Marcin Gortat został ojcem. Już zapowiedział. „Będę go rozpieszczał, jak na to zasłuży”

Marcin Gortat będzie się teraz sprawdzał nie tylko w roli biznesmena i męża, ale przede wszystkim ojca. Były koszykarz doczekał się upragnionego potomka — Marcina Juniora.

— Myślę, że będę niestety ojcem bardzo surowym. Na pewno nie będę rozpieszczał dziecka. Znaczy inaczej, będę go rozpieszczał, jak na to zasłuży, ale będę ojcem bardzo surowym. Żeby było jasne, nie uderzę dziecka. Na pewno będą rozmowy — opowiadał ostatnio w podcaście „W cieniu sportu”.

— Nie boisz się, że strasznie dużo łatek mu przykleiłeś? […] — zastanawiał się Łukasz Kadziewicz, nawiązując do tego, jak były gwiazdor NBA postanowił nazwać syna. — Nie interesuje mnie, co ludzie mówią. Kompletnie mnie nie interesuje, co ludzie powiedzą na temat mojego syna, bo mój syn będzie sam kowalem swego losu […] Przekażę mu wszystko, co mogę mu przekazać. Przekażę mu wszystko to, czego ojciec mnie nie nauczył. Co najważniejsze, będzie dorastał w pełnym domu […]. Postaram się dać mu wszystko, co mogę i on sam na koniec dnia wybierze swoją drogę, kim chce być, czy koszykarzem, czy sportowcem, czy żołnierzem, czy doktorem, czy złodziejem. To już będzie jego decyzja, kim on zostanie — oznajmił Gortat.