— Małżeństwo z 15-letnim stażem, rodzina, wspólny dom. Cały dorobek mojego życia. Wszystko trafił szlag — wymienia na jednym wdechu.
Pierwszy raz rozmawiamy pod koniec 2022 r. Mężczyzna zgłosił się do naszej redakcji, kiedy przechodził przez rozwód. Wtedy doszedł do wniosku, że na razie nie chce tego ujawniać. Miał nadzieję, że uda mu się dogadać z byłą żoną i jej nowym partnerem — księdzem Piotrem z sąsiedniej parafii.
Po trzech latach doszedł do wniosku, że tylko prawda może mu pomóc.
Marek sam nie potrafi zrozumieć, jak przez tak długi czas mógł nic nie zauważyć. Pewnie dlatego, że większość czasu nie spędzał w domu, tylko w delegacji. Od kilku lat był gościem we własnym mieszkaniu.
— Kiedyś córka zapytała, czy nie denerwuje mnie to, że ten ksiądz codziennie przychodzi do naszego domu? Zdębiałem. Jak to codziennie?! Żona mówiła, że może raz w tygodniu wpada, żeby jej pomóc przygotować się do zajęć — przypomina sobie własne rozmowy.
Jego żona i ksiądz wikary poznali się w szkole, gdzie razem pracowali. Faktycznie przez kilka lat nieco się do siebie zbliżyli. Nawiązała się przyjaźń i wzajemna pomoc w wielu sprawach. Ale też przewodnictwo duchowe, wspólne modlitwy, długie spowiedzi.
Mężczyzna zapewnia, że zarówno żona, jak i on sam, byli z głęboko religijnych rodzin, gdzie wiara zawsze odgrywała ważną rolę. Przykładnie wzięli ślub kościelny i w wierze katolickiej wychowywali swoje dziecko. Gdy tylko było to możliwe, co niedzielę wszyscy razem, chodzili do kościoła.
— Małżonka była do tego stopnia święta, że spała z różańcem pod poduszką. I często się spowiadała.
Dlatego w życiu by nie pomyślał, że ksiądz, który czasem przychodzi do jego żony na kawę, albo z którym żona prowadzi długie rozmowy przez telefon, mógłby mieć niecne zamiary. Przecież go znał, miał do niego bezgraniczne zaufanie.
— Pierwszy raz o romansie usłyszałem w Dzień Nauczyciela w 2021 r. Od osoby, która od dawna obserwowała całą sytuację. Nie chciałem tego słuchać. Mówiłem: „To niemożliwe. Wydaje ci się”. I pewnie, gdyby nie fakt, że to była bliska osoba, której ufałem, nigdy bym nie uwierzył w te głupoty. Dopiero później się dowiedziałem, że w pokoju nauczycielskim od dawno huczało od plotek — przyznaje dziś mężczyzna.
Wspólny wyjazd miał ratować ich związek. Ale żona zaprosiła ks. Piotra
Tym bardziej że jeszcze wtedy nic w małżeństwie nie zwiastowało katastrofy. Wręcz przeciwnie. Mężczyzna jeszcze kilka miesięcy wcześniej dostał od żony wspaniałą wiadomość, że po raz kolejny zostanie ojcem. Zawsze chciał mieć dwójkę dzieci.
— Żona powiedziała mi o tym w sierpniu, gdy wróciłem z delegacji. Od razu zaskoczyło mnie to, że wcale nie jest jakoś wyjątkowo szczęśliwa. Na pewno nie cieszy się tak, jak przy pierwszym dziecku. Dla mnie to była wspaniała wiadomość!
Radość nie trwała zbyt długo, bo w ciąży szybko pojawiły się komplikacje. Małżonka pana Marka musiała szybko zrobić badania, a na odbiór wyników pojechała nie z mężem, ale z… ks. Piotrem.
— We wtorek były badania, a w niedzielę żona leżała już na oddziale w szpitalu po stracie dziecka. Znowu wtedy byłem w delegacji. Chciałem przyjechać, ale żona mówiła, żebym tego nie robił, bo i tak w niczym jej nie pomogę. Przypuszczam, że on wtedy cały czas był przy niej.
Po skończonym kontrakcie mężczyzna wrócił do domu i do żony. Razem zdecydowali, że muszą wziąć trochę wolnego i gdzieś wyjechać. Do tej pory nie mieli nawet czasu, żeby porządnie przeżyć żałobę po stracie dziecka.
— Wymyśliliśmy wyjazd w góry. Ale wtedy żona stwierdziła, że ks. Piotr pojedzie z nami, bo on doskonale zna góry i nas oprowadzi. Byłem zaskoczony, bo mieliśmy spędzić czas tylko razem, ale ona się uparła. Chyba zrozumiała, że to już przegięcie, bo dla przyzwoitości zaprosiła na wyjazd też własną siostrę. Wtedy jeszcze miałem ją za kochającą żonę.
Pojechali w czwórkę. To był bardzo trudny czas dla ich obojga. Niedawno stracili dziecko. Zamiast się do siebie zbliżyć, ciągle się mijali. Wyjazd miał to naprawić. Mąż wtedy jeszcze nie wiedział nic o sekrecie, który już wtedy łączył jego żonę z księdzem.

Romans, który skończył się skandalem. „Nie wiem, czy to moje dziecko, czy księdza”LightField Studios/Shutterstock / Shutterstock
Pan Marek dowiedział się, że żona zdradza go z księdzem. Zamontował kamery
Po Dniu Nauczyciela życie pana Marka obróciło się do góry nogami. Przez wiele dni nie mógł uwierzyć w to, co się dowiedział. Ciągle zastanawiał się, czy jego żona byłaby do czegoś takiego zdolna.
Z jednej strony, ciągle odrzucał od siebie wizję zniszczonej rodziny. Z drugiej, wiedział, że nie może nikogo oskarżyć bez jednoznacznych dowodów. Nie mógł dłużej wytrzymać niepewności, dlatego postanowił poszukać ich na własną rękę. Dlatego zgłosił się do profesjonalistów — agencji detektywistycznej.
Przyznaje, że sam nie do końca był fair:
— Zamontowałem kamery w naszym domu. Jak tylko dowiedziałem się, że pod moją nieobecność on jest u nas codziennie, to wiedziałem, że tylko tak mogę ich nakryć.
Oficjalnym powodem, dla którego ksiądz często przyjeżdżał, było np. wspólne pisanie artykułu o Janie Pawle II dla katolickiego tygodnika.
— Przez kilka dni nic się nie działo. Faktycznie wpadał do żony codziennie rano na kawę i później razem jeździli do szkoły. Zdumiało mnie jedynie to, że rozmawiają ze sobą, jak stare dobre małżeństwo. W końcu Piotr zaczął przyjeżdżać do żony wieczorem i wychodzić w środku nocy albo nad ranem.
Jedna kamera zamontowana była w sypialni.
— To nie były żadne dzikie sceny. Kładli się razem do łóżka małżeńskiego, gasili światło i coś robili. Ja nie miałem żadnych wątpliwości, że zdradzała mnie z księdzem w moim własnym łóżku. Zresztą żona przyznała się do tego przed sądem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Romans skończył się skandalem. „Czy to moje dziecko, czy księdza?”
Zebrane dowody zostały dołączone do pozwu rozwodowego. Dla zdradzanego męża sytuacja była jednoznaczna i nie chciał jej przedłużać. Tym bardziej że żona też nie zamierzała wracać do starego życia w małżeństwie.
— Do wszystkiego się przyznała. Dałem jej czas na przemyślenie i wyprowadzenie się z domu, ale powiedziała, że tego nie zrobi. A przy tym cały czas spotykała się z ks. Piotrem.
Gdy pan Marek zobaczył go przy ołtarzu, podczas odprawiania mszy, uznał, że to już zbyt wiele. O całej sytuacji poinformował przełożonych duchownego.
— W sądzie biskupim na wstępie usłyszałem, że najważniejsza jest rodzina i że trzeba ratować małżeństwo. Jak tylko księża zobaczyli, co udało mi się ustalić, to złapali się za głowy i sami stwierdzili, że tu nie ma czego ratować. I żebym po rozwodzie cywilnym przyszedł po unieważnienie małżeństwa kościelnego. Rzuciłem, że mam nadzieję, że mi go zrobią na koszt tego księdza. Ale odpowiedzieli, że tak to nie działa.
Po złożonych zeznaniach w sądzie kościelnym, Piotr następnego dnia już stracił parafię. Został odsunięty od posługi. Biskup miał także przywołać go, by się opamiętał i zakończył tę relację, bo sprawa zaczyna budzić zgorszenie. Zakochani nadal się jednak spotykali, o czym mąż informował na bieżąco biskupa.
— Powiedział mi tylko, że oni mają swoje procedury i że nikt księdza na łańcuchu nie będzie trzymał. Zresztą, dopóki będzie w ich szeregach, to mogą go tylko odesłać gdzieś na daleką parafię, ale do domu chorych. Chociaż te domy podobno ostatnio przepełnione są pedofilami. I tak muszą mu zapewnić wikt i opierunek. A taki skurczybyk może robić, co chce.
Niedługo po tym do sądu trafił pozew. Mężczyzna żądał rozwodu z orzeczeniem o winie drugiej strony. Żona na początku miała się przyznać do winy i wziąć na siebie odpowiedzialność. Wszystko miało pójść szybko i sprawie, ale wtedy pojawiły się kolejne komplikacje.
„Nawet sędzia dopytywała, czy to możliwe, że ojcem byłem zarówno ja, jak i ksiądz, wtedy przytakiwała, że tak”
Podczas rozprawy rozwodowej żona pana Marka zaszła w kolejną ciążę. Tym razem było jasne, że ojcem jest nowy partner.
Zdradzony mąż nabrał jeszcze więcej wątpliwości:
— Sprawa tej wcześniejszej ciąży nie dawała mi spokoju. Jeśli było moje, to może oboje chcieli się go pozbyć, bo im pokrzyżowało plany wspólnego życia?
Uznał, że sprawą powinna zająć się prokuratura. Zawiadomił o możliwości popełnienia przestępstwa, które miałoby polegać na świadomym usunięciu ciąży. Śledczy jednak nie dopatrzyli się przestępstwa i szybko zamknęli sprawę na etapie postępowania przygotowawczego.
W międzyczasie żona wystąpiła o wykluczenie jego ojcostwa w przypadku kolejnego dziecka. To standardowa procedura. Gdy w trwającym małżeństwie dochodzi do zapłodnienia, z góry zakłada się, że ojcem jest mąż kobiety. W przypadku Marka rozwód był ciągle w toku.
— W sądzie dochodziło do absurdalnych sytuacji. Kiedy pytałem żonę, kto był ojcem dziecka, które straciła, nie potrafiła odpowiedzieć. Nawet sędzia dopytywała, czy to możliwe, że ojcem byłem zarówno ja, jak i ksiądz, wtedy przytakiwała, że tak. Nigdy już się tego nie dowiem.
Po ponad 1,5 roku sąd przyznał rację mężczyźnie, twierdząc, że wina rozpadu małżeństwa bezsprzecznie leży po stronie żony. Sędzia stwierdziła nawet, że ich wspólne dziecko powinno zostać przy ojcu i ustanowił alimenty dla córki.

KsiądzLIDERO / Shutterstock
Ksiądz Piotr rozbił rodzinę. „Straciłem rodzinę, małżeństwo i dom”
Przeciwko Markowi obróciła się natomiast inna sprawa: o możliwe usunięcie ciąży przez byłą żonę. Mężczyzna nie spodziewał się, że przez to do dziś będzie miał kłopoty.
— Prokurator postanowił wyciągnąć wątek nielegalnego nagrywania żony i wszczął odrębne śledztwo wobec mnie. Dostałem zarzuty i sprawa trafiła do sądu. Zresztą od razu się przyznałem — wyjaśnia nam.
Według Kodeksu karnego „bezprawnie posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem” podlega pod art. 267 i może zostać ukarany grzywną, karze ograniczenia lub nawet pozbawienia wolności na dwa lata.
Sprawdzamy to w sądzie. Faktycznie mężczyzna został uznany za winnego nielegalnego nagrywania żony oraz osoby trzeciej. W uzasadnieniu wyroku sąd jednak uznał tłumaczenie zdradzanego męża, który wyjaśniał, że potrzebował dowodów zdrady.
Sąd uznał, że choć jego postępowanie było niegodne, to postanowił zawiesić wykonanie kary na jeden rok. Okres próby już minął i dziś wyrok uległ już zatarciu. Mężczyzna musiał też opłacić koszty sądowe oraz zapłacić byłej żonie oraz jej partnerowi zadośćuczynienie, ponieważ zostali w tej sytuacji pokrzywdzeni.
Ale to nie koniec. Zaraz po odkryciu romansu żony wyprowadził się ze wspólnego domu. Dopiero wtedy zrozumiał, że właściwie został z niczym.
— Zobaczyłem, że nic nie mam i nic nie odzyskam. Prawnik wytłumaczył mi, że jeśli zbudowaliśmy wspólny dom na działce, która należała najpierw do jej dziadków, a później do żony, to cała nieruchomość też formalnie należy do niej. Wcale nie jest wspólna! Nie dość, że straciłem rodzinę, to mogłem jeszcze stracić dom z garażem, na który pracowałem przez kilkanaście lat. A sam też musiałem z czegoś żyć i gdzieś mieszkać.
Dziś mężczyzna twierdzi, że po odkryciu romansu żona sama zaproponowała, że przepisze mu połowę domu. Uważa, że mieli zawrzeć umowę przed notariuszem o zgodnym podziale majątku. Kobieta złożyła podpis pod przygotowanymi dokumentami, ale później zmieniła zdanie i skierowała sprawę od sądu. Uznała, że została zmuszona do przekazania darowizny szantażem.
— Przed sądem mówiła, że najpierw jej groziłem, że jak nie podpisze, to wszystko ujawnię. A później, że więziłem ją w samochodzie, żeby nie mogła uciec. Sędzia uwierzyła i uznała, że w takiej sytuacji darowizna nie ma mocy prawnej, bo została nielegalnie wymuszona. Wydała wyrok na korzyść mojej byłej żony, ale ja się od tego odwołałem.
Faktycznie, w sądzie odwoławczym już w ubiegłym roku została zarejestrowana taka sprawa. Jak udało nam się ustalić, sąd wylosował już referenta, ale ciągle nie ma terminu rozprawy.
— Sędzia zapytała mnie nawet, dlaczego po przekazanej darowiźnie wyprowadziłem się z domu, skoro jego połowa była moja? Dla mnie to było logiczne, że po czymś takim nie chcę z tą drugą osobą mieszkać. Nie wyobrażam sobie tego.
A dlaczego zażądał od byłej żony darowizny, a nie przeprowadził podziału majątku podczas rozwodu?
— To zdecydowanie bardziej skomplikowane. Musiałbym np. udowadniać, że z moich pieniędzy zostało 15 lat temu kupionych więcej materiałów budowlanych na budowę domu. Dla mnie to oczywiste, skoro pracowałem za granicą, to zarabiałem dużo więcej niż nauczycielka w Polsce, ale kto trzyma na to wszystko faktury?
— Poza tym to wymagałoby pomocy prawnika. Na razie nie mam na to pieniędzy. Te wszystkie sprawy sądowe już dawno zjadłyby mnie finansowo, a ostatnio jest gorzej z pracą.
Żona pana Marka uważa, że była przez niego śledzona. Sprawa trafiła do prokuratury
Mówiąc „tych wszystkich sprawach sądowych”, pan Marek dobrze wie, że to nie wszystko. W okresie, gdy pod koniec 2021 r. zbierał dowody na zdradę, jego żona oskarżyła go o to, że ją śledził. Mężczyzna miał założyć kobiecie lokalizator GPS.
Dodatkowo, w zeznaniach przed sądem kościelnym, mężczyzna przyznał, że śledził żonę. Gdy para zaczęła się wzajemnie oskarżać, kobieta wniosła do prokuratury zarzut nielegalnej inwigilacji.
Mężczyzna wszystkiemu zaprzecza: — W sądzie kościelnym można powiedzieć wszystko, bo za nic się nie odpowiada — tłumaczy.
I dodaje:
— Kiedyś złapałem ich na spotkaniu w parku. Akurat niedaleko przejeżdżaliśmy z córką moich samochodem. Patrzę, a tam w parku stoi nasz drugi samochód i samochód księdza. Akurat jego miał dość jaskrawy kolor, więc od razu rozpoznałem. Zaparkowałem obok i chciałem z nimi porozmawiać. Ks. Piotr w końcu wyszedł do mnie i rzuci: „Nie jesteś godzien ze mną rozmawiać. Zachowaj twarz i odejdź”. Taki jest bezczelny.
Między innymi właśnie ta sytuacja była dowodem dla żony, że jest śledzona. Również sędzia dopytywała pana Marka, skąd wiedział, że akurat w tym czasie żona jest w parku. Twierdził, że to zwykły zbieg okoliczności, że tamtędy przejeżdżał.
Jednak, choć sprawa o GPS została założona już trzy lata temu, jeszcze nie znalazła swojego końca. Prokuratura ciągle wzywa podejrzanego na kolejne przesłuchania. W ostatnim czasie policja wezwała także jego siostrę oraz rodziców. Mężczyzna zapewnia, że jest niewinny i odpowiada, że czuje się prześladowany.
„Prywatny detektyw powiedział mi, że nie jestem jedyny. Romansów mężatek z księżmi jest całkiem sporo”
Pan Marek przez kilka lat szukał sprawiedliwości w prokuraturze i sądach.
Na początku nie chciał opowiadać o tym wszystkim w mediach. Uważał, że może mu to przeszkodzić w rozwodzie, a później w sprawie o podział majątku. W końcu doszedł do wniosku, że woli mówić, żeby ostrzec innych.
— Prywatny detektyw powiedział mi, że nie jestem jedyny. Takich romansów mężatek z księżmi jest całkiem sporo. Dla nich to bezpieczny układ, bo mężatki zwykle nie chcą się rozwodzić. Spotkają się, a później każdy wraca do siebie i żyją swoim życiem. Taki ksiądz następnego dnia odprawia mszę i tymi sami rękami dotyka świętej hostii. Mnie się to ciągle nie mieści w głowie.
Po chwili namysłu mężczyzna sam przyznaje, że przez długi czas był naiwny, bo nigdy by się nie spodziewał takiego zachowania po „świętym człowieku'”.
— Kilka lat temu w Nowej Dębie była afera, bo ktoś rozwiesił ulotki na drzewie, że pielęgniarka ze „splugawionym kroczem” miała mieć romans z wikarym. Od razu tę kobietę zniszczyli, a ksiądz oczywiście niewinny. Oni nigdy nie odpowiadają za to, co robią. Sam w kurii usłyszałem, że Piotr nigdy już nie zostanie proboszczem. Ale co to jest za kara?!
— Tak, byłem frajerem. Wierzyłem, że ktoś, kto powinien być przykładem, wszedł do mojego łóżka i rozwalił całą rodzinę. Jak w takiej sytuacji ludzie mają nie odwracać się od Kościoła? — pyta.
Ksiądz Piotr: pytania przesłane przez pana zawierają tezy oraz kłamstwa i półprawdy
Po czterech latach, odkąd mężczyzna złożył zawiadomienie w kurii, ks. Piotra nie można znaleźć już na stronie internetowej diecezji. Jego nazwiska nie ma także w spisie księży. W kurii dowiadujemy się, że na własną prośbę przestał być księdzem.
Odnaleźliśmy go w jednej z placówek edukacyjnych na południu Polski, gdzie jest zatrudniony w charakterze nauczyciela konsultanta. Odebrał telefon, ale nie chciał odpowiadać na nasze pytania. Po dwóch dniach wysłał SMS z prośbą, by wszystkie pytania wysłać na maila, a on „z chęcią odpowie”.
„Odmawiam odpowiedzi na powyższe pytania, albowiem narażają moje oraz innych osób dobra osobiste. Pytania przesłane przez pana zawierają tezy oraz kłamstwa i półprawdy. Jednocześnie oświadczam, iż nie wyrażam zgody na publikację artykułu oraz żadnych informacji, które dotyczą mnie i osób ze mną związanych” — odpisał w odpowiedzi na pytania.
Dokładnie tak samo postąpiła była żona pana Marka. Też najpierw poprosiła o pytania drogą mailową, po czym zagroziła, że w przypadku publikacji tekstu pozwie naszą redakcję:
„Z uwagi na toczące się postępowania sądowe oraz z uwagi, iż pana działania zmierzają do naruszenia dóbr osobistych moich i innych osób, nie będę udzielała żadnych odpowiedzi. Brak zaniechania pana działania zmusi mnie do wystąpienia na drogę sądową”.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: szymon.piegza@redakcjaonet.pl
Czytaj inne artykuły tego autora tutaj.