Oto działania, które przywódcy UE mogą wziąć na tapet podczas czwartkowego nadzwyczajnego szczytu w Davos.
Pakiet automatycznie wejdzie w życie 7 lutego, chyba że Komisja zaproponuje przedłużenie zamrożenia, a 27 krajów UE wyrazi na to zgodę. Takie zawieszenie może nastąpić bardzo szybko, ponieważ Komisja zazwyczaj kilka razy w tygodniu sonduje poparcie ze strony stolic.
Część pakietu dotyczy produktów typowo amerykańskich, takich jak dżinsy Levi’s, motocykle Harley Davidson i bourbon z Kentucky. Inne towary zostałyby objęte cłem, ponieważ pochodzą ze stanów, które skłaniają się ku republikańskiej stronie sceny politycznej. Na przykład cło na soję dotyczyłoby czerwonego stanu Luizjana, z którego pochodzi przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson.
Najpotężniejszą bronią w arsenale UE jest mechanizm antyprzymusowy. To uniwersalne narzędzie ma na celu powstrzymanie innych krajów przed stosowaniem taktyk handlowych w celu wyłudzenia ustępstw w innych obszarach.
Dzięki niemu Bruksela może nakładać lub podwyższać cła, ograniczać eksport lub import poprzez kontyngenty albo licencje oraz nakładać ograniczenia na handel usługami. Może również ograniczać dostęp do zamówień publicznych, bezpośrednich inwestycji zagranicznych, praw własności intelektualnej i dostępu do rynków finansowych bloku.
Jednak w takim przypadku zajęłoby to kilka miesięcy, aby najpierw pokonać przeszkody dyplomatyczne między Komisją Europejską a administracją Trumpa.
Ponieważ mechanizm ten nigdy wcześniej nie został uruchomiony, UE znajduje się na nieznanych wodach. Dotyczy to zwłaszcza dynamiki między Komisją a stolicami krajowymi. Bruksela musi zaproponować uruchomienie mechanizmu i zrobi to tylko wtedy, gdy będzie miała pewność, że wystarczająca liczba stolic (krajów członkowskich) wyrazi na to zgodę. Francja jest chętna, ale Niemcy i inne kraje? Niekoniecznie.
— To jedna z kart, ale nie jest pierwszą z talii, którą się wykorzystuje — powiedział w wywiadzie dla POLITICO litewski minister finansów Kristupas Vaitiekunas.
Chińska karta
W zeszły piątek premier Kanady Mark Carney zrobił coś bezprecedensowego. Zamykając rozdział burzliwych stosunków między Kanadą a Chinami, które miały swój początek w aresztowaniu wysokiego rangą dyrektora Huawei, kanadyjski przywódca zawarł wstępną umowę handlową z Pekinem w sprawie liberalizacji importu chińskich pojazdów elektrycznych w zamian za znaczne obniżenie ceł na kanadyjskie produkty rolne.

Premier Kanady Mark Carney i prezydent Chin Xi Jinping podczas spotkania w Pekinie, Chiny, 16 stycznia 2026 r.CP/ABACA / PAP
Carney nie wymienił z nazwiska Trumpa, ale przesłanie było jasne: Kanada ma innych partnerów i nie będzie siedzieć cicho, podczas gdy Waszyngton próbuje ją zmusić do posłuszeństwa.
Wzór do skopiowania dla Brukseli? To nie takie proste. Chociaż UE stara się zachować równowagę w stosunkach handlowych z Pekinem — azjatycki kraj pozostaje jej drugim co do wielkości partnerem handlowym — decydenci są w pełni świadomi zagrożenia z jego strony.
Niemiecki przemysł motoryzacyjny boryka się z wysokimi cenami energii i ostrą konkurencją ze strony Chin (obecnie największego eksportera samochodów na świecie). Ogólnie rzecz biorąc, nadwyżka mocy produkcyjnych — termin określający oszałamiającą produkcję Chin, której nie jest w stanie wchłonąć rynek krajowy i która jest sprzedawana za granicą — nie daje spać liderom biznesowym UE.
W porównaniu z Kanadą, dla UE Chiny to „zupełnie inna para kaloszy” — mówi ekspert ds. handlu David Kleimann. — Chińczycy wygrywają z nami we wszystkich naszych głównych obszarach eksportu i produkcji krajowej. Będziemy potrzebować więcej barier, bardziej kontrolowanego handlu z Chinami — wyjaśnia.
Wyprzedaż aktywów
Ogromne zadłużenie Ameryki jest jej piętą achillesową. Stany Zjednoczone uwielbiają wydawać pieniądze, a Europejczycy z kolei chętnie kupują ten dług. George Saravelos, szef działu badań walutowych w Deutsche Banku, mówi, że europejskie podmioty sektora publicznego i prywatnego posiadają łącznie 8 bln dol. (około 28 bln 850 mld zł) amerykańskich akcji i długów — „dwukrotnie więcej niż reszta świata łącznie”.
„W sytuacji, gdy stabilność geoekonomiczna sojuszu zachodniego jest zagrożona, nie jest jasne, dlaczego Europejczycy mieliby być tak chętni do odgrywania tej roli” — napisał analityk w notatce dla klientów.
Jeśli europejskie rządy nakażą swoim bankom i funduszom emerytalnym wyprzedaż posiadanych aktywów, prawie na pewno wywoła to kryzys finansowy, powodując gwałtowny wzrost kosztów finansowania w Ameryce. Wynikająca z tego finansowa apokalipsa ogarnęłaby jednak również Europę. Wyprzedaż aktywów finansowych spowodowałaby załamanie cen, a europejscy kredytodawcy ponieśliby ogromne straty — to finansowy odpowiednik wzajemnego zniszczenia nuklearnego.
Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się oddzielenie od amerykańskiego systemu finansowego, ale gwałtowne zerwanie stosunków jest bardzo mało prawdopodobne.
Gra na czas
Na razie UE stawia na powściągliwość. — Priorytetem jest tutaj zaangażowanie, a nie eskalacja, i unikanie nakładania ceł — powiedział w poniedziałek Olof Gill, zastępca rzecznika prasowego Komisji Europejskiej.
W ramach umowy handlowej zawartej w zeszłym roku Stany Zjednoczone obniżyły już cła na większość produktów z UE do 15 proc., podczas gdy UE nie dotrzymała jeszcze swojej obietnicy obniżenia ceł na amerykańskie towary przemysłowe do zera. Wynika to z faktu, że groźby Trumpa pokrzyżowały głosowanie w Parlamencie Europejskim w sprawie obniżenia ceł na produkty amerykańskie.
Podczas gdy ten impas trwa, przedsiębiorstwa z UE faktycznie korzystają z niższych kosztów, podczas gdy sytuacja ich amerykańskich odpowiedników jest odwrotna.
— Handel nadal funkcjonuje, inwestycje nadal napływają — dodał Gill. — Musimy więc bardzo rozsądnie podchodzić do różnicy między groźbą a rzeczywistością operacyjną.
Ponieważ Trump próbuje wbić klin między europejskich przywódców, grożąc cłami niektórym krajom, w tym Francji i Niemcom, a oszczędzając inne, takie jak Włochy, utrzymanie spójności będzie ogromnym wyzwaniem. Jakiekolwiek poważne działania odwetowe, takie jak użycie bazooki handlowej bloku, czyli instrumentu przeciwdziałającego przymusowi, wymagałyby bardzo szerokiego poparcia.
Co będzie dalej
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych może wydać orzeczenie w sprawie niektórych ceł Trumpa już we wtorek. Jeśli administracja przegra sprawę, Trump będzie musiał poradzić sobie z konsekwencjami podczas udziału w trwającym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.
W Davos Trump może spotkać się z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, chociaż nie potwierdzono jeszcze żadnych rozmów dwustronnych. Von der Leyen wygłosi przemówienie w Davos we wtorek, a Trump ma przybyć dzień później.
W czwartek przywódcy rządów UE zorganizują nadzwyczajny szczyt w Brukseli, aby omówić stosunki transatlantyckie i najnowsze groźby dotyczące ceł. Nie ma oczekiwań, że spotkanie to zaowocuje opracowaniem spektakularnego planu ataku, ale raczej zbadaniem, czy UE powinna rzeczywiście ukierunkować swoje działania na towary amerykańskie, czy też raczej zrezygnować z bazooki handlowej.
Jeśli Trump zrealizuje swoje groźby, 1 lutego wejdą w życie amerykańskie cła na europejskich sojuszników. Tydzień później, jeśli nie zostanie znalezione żadne rozwiązanie, automatycznie uruchomiony zostanie pakiet odwetowy UE. W takim przypadku Stany Zjednoczone i UE naprawdę znajdą się w stanie wojny handlowej.