Od kilku dni media podhalańskie, małopolskie i ogólnopolskie żyją doniesieniami o rzekomym skandalu obyczajowym na zakopiańskich Krupówkach. Sprawa dotyczy nagrania, które według części publikacji miało przedstawiać realizację filmu pornograficznego w przestrzeni publicznej. Narracja ta wywołała falę emocji, komentarzy oraz reakcji lokalnych władz. Zakopiańska policja tłumaczyła się, że w sprawie kontrowersyjnego nagrania nie otrzymała żadnego formalnego zgłoszenia, a burmistrz Zakopanego Łukasz Filipowicz zaznaczył, że prowadzone są jedynie czynności wyjaśniające. Jednocześnie podkreślił, że potępia takie zachowania i jeśli wpłynie zawiadomienie, miasto zajmie się sprawą.

  • Co tak naprawdę wydarzyło się na Krupówkach?
  • Jakie reakcje wywołała sytuacja w Zakopanem?
  • Czy Zakopiańska policja podjęła jakieś działania?
  • Jak bloger Marcin ocenia relacje mediów na ten temat?

Głos w sprawie zabrał także Marcin — bloger i administrator facebookowego profilu „Cepry w Zakopanem. Przewodnik tatrzański. Tatra Guide”, który w rozmowie z redakcją „Krakowa dla Was” ostro skrytykował sposób relacjonowania całej historii przez media.

— Od poniedziałku 19 stycznia media ogólnopolskie, małopolskie, a w szczególności zaś podhalańskie, żyją wydarzeniem z zakopiańskich Krupówek. Widzimy najróżniejsze nagłówki artykułów i postów, mające na celu przyciągnięcie uwagi jak najliczniejszej rzeszy czytelników żądnych sensacji. Słowa takie jak skandal, pornografia czy topless, biją po oczach czytelników, sugerując, że na Krupówkach nagrano film dla dorosłych. Wszystkie te tytuły są kłamstwami ukierunkowanym na klikalność — ocenia Marcin.

Jak podkreśla, wystarczyło obejrzeć tę część nagrania, która rozgrywa się na ulicy, by zrozumieć, że medialne nagłówki rozmijają się z faktami. — Gdyby osoby piszące te artykuły w ramach pracy redakcyjnej obejrzały ów film, wiedziałaby, że na Krupówkach nie nagrano żadnego filmu pornograficznego, ponieważ cała jego „akcja” dzieje się w jakimś apartamencie. Na Krupówkach mamy jedynie jego żenujące preludium w postaci kobiety paradującej w kożuchu, która ani razu nie obnaża się całkowicie, nie mówiąc już o wykonywaniu czynności seksualnych — mówi.

Bloger przyznaje, że w nagraniu pojawiły się krótkie ujęcia nagości, ale jego zdaniem nie uprawnia to do określania całości mianem pornografii. — „Momenty” oczywiście były, ponieważ mamy okazję ujrzeć przez moment gołą pupę, a pod kożuchem widzimy, że pani nie ma na sobie nic, żeby zakryć biust, ale drodzy redaktorzy… pornografia to na pewno nie jest, co najwyżej erotyka. I to nie najwyższych lotów — podkreśla.

Marcin zaznacza jednocześnie, że nie broni treści dla dorosłych, lecz sprzeciwia się mechanizmowi medialnej eskalacji. — Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie jestem obrońcą czy zwolennikiem pornografii. Wręcz przeciwnie. Jednak „afera”, jaka została rozkręcona za sprawą najpierw lokalnych, a potem ogólnopolskich mediów jest równie żenująca, jak osoby których dotyczy — mówi, dodając: — Widać, że w tym przypadku zadziałał efekt „kuli śnieżnej”: kolejne media, coraz większe i bardziej poważane, bezrefleksyjnie powielały informacje, na zasadzie: „bo ten portal tak napisał”. Bez sprawdzania źródeł. To jest jakiś komediodramat. Jakieś randomowe porno stało się przedmiotem dyskusji w ogólnopolskich mediach. Nie pamiętam, który polski film budził ostatnio równie silne zainteresowanie.

Jego zdaniem cała sprawa prawdopodobnie nigdy nie wyszłaby poza niszę zainteresowanych produkcjami dla dorosłych, gdyby nie list oburzonej czytelniczki. — Bardzo śmieszy nas, jako mieszkańców Zakopanego, cały ten ambaras, ponieważ nikt zapewne nie wiedziałby o całej tej sytuacji, gdyby nie list „czytelniczki” do jednego z lokalnych portali, która zupełnym przypadkiem natrafiła w internecie na rzeczony film. Najprawdopodobniej, choć to tylko nasz domysł, jest to metoda mająca na celu darmową promocję nagrania — ocenia Marcin. Równocześnie wskazuje, że podobne sytuacje pojawiały się już w innych miastach: — Schemat zawsze jest ten sam. Bohaterowie filmu nagrywają „przygodę” w terenie, która ma swój wiadomy finał w jakimś lokalu. Zaraz po tym, zawsze „przypadkiem” pojawia się „czytelnik” lub „czytelniczka”, która pełna oburzenia wysyła maile z informacją o „incydencie” do lokalnych redakcji. A te żądne sensacji i klików, mniej lub bardziej świadomie, robią darmową promocję tym nagraniom. To oczywiście wpływa na zainteresowanie i klikalność samego filmu, co z kolei przekłada się na zasobność portfeli osób je produkujących.

W rozmowie z redakcją Krakowa dla Was zakopiański bloger zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt całej sytuacji. — Osoba pisząca do redakcji jest zazwyczaj również przerażona faktem, że sytuacja miała miejsce w przestrzeni, gdzie bywają dzieci — mówi Marcin. W jego ocenie argument ochrony najmłodszych staje się hasłem wytrychem, wykorzystywanym bardziej do wzbudzania emocji niż realnej oceny sytuacji. — Powinno nas zastanawiać, dlaczego parka nagrywająca film, wybrała taki czas i miejsce. Nagranie powstało w środku nocy, przy pustych Krupówkach, bez przechodniów i bez jakiejkolwiek interakcji z osobami trzecimi. Widać, że osoby, które robiły nagranie, doskonale zdawały sobie sprawę, jakie są konsekwencje określonych zachowań w przestrzeni publicznej. Stąd chciały ograniczyć do minimum ryzyko zgorszenia przypadkowego przechodnia — podkreśla. Zdaniem Marcina medialne narracje celowo pomijają ten kontekst, ponieważ nie pasuje on do obrazu „skandalu”, który łatwiej sprzedać w nagłówku.

Nasz rozmówca zwrócił też uwagę na mało poruszany wątek dostępu do samego nagrania. — Wszelkie redakcje, powołując się na wspomniany list od oburzonej „czytelniczki” lub „czytelnika”, nie zastanawiają się nad tym, jak taka osoba, dotarła do tego filmu. Serwis z filmami dla dorosłych, na którym jest zamieszczony zakopiański epizod, to platforma, której treści nie pojawiają się w wyszukiwarkach. Nie można na taki film natrafić przypadkiem, przeglądając ot, tak sobie internet, jak wynikałoby z listu przesłanego do redakcji — podkreśla.

W swojej wypowiedzi zakopiański bloger poruszył problem także innych zachowań, które — jego zdaniem — są znacznie bardziej gorszące, a nie wywołują podobnych reakcji. — Jest jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Bo skoro już piętnujemy tego typu rzeczy, to jakoś te same redakcje i te same oburzone osoby, są głuche i ślepe na inne nieobyczajne zachowania w przestrzeni publicznej, będące, w przeciwieństwie do tego, pożal się Boże, nagrania realnym zagrożeniem i zgorszeniem — mówi, opisując przypadki publicznego obnażania się pijanych mężczyzn w ciągu dnia: — Zdecydowanie dużo bardziej gorszące i obsceniczne sceny miały miejsce w Zakopanem podczas niedawnego konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Dziesiątki pijanych mężczyzn obnażało się w miejscach publicznych w ciągu dnia, eksponując swoje przyrodzenia celem oddania moczu między budynkami osiedli położonych wzdłuż Al. 3 Maja, w miejskich parkach między drzewami, wśród innych krzewów niskopiennych. Ba, nawet i męskie pupy dało się zauważyć i… nic. Takie sytuacje dzieją się zresztą w szczycie sezonu nagminnie i wszędzie. W tym przypadku jakoś nikt się nie oburza i nie martwi o stan psychiczny swoich pociech, choć zdaniem naszej społeczności chwiejący się facet z członkiem w ręku w biały dzień, jest dużo bardziej obsceniczny, niż kobieca pupa w środku nocy na pustkowiu, jakim są Krupówki późną nocą.