- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Kampanijna machina nabrała tempa. Politycy zjeżdżają całe Węgry. Duża aktywność Fideszu i festiwal obietnic, straszenia UE i wojną w Ukrainie, zaczynają być widoczne w wynikach sondaży. Przykładem takiej ostrej i bezpardonowej narracji są wpisy Orbana na portalu X. W tym z 11 stycznia oskarża Brukselę o chęć odebrania Węgrom pieniędzy i oddania ich Ukrainie.
- Kiedy odbędą się wybory na Węgrzech?
- Jakie partie mogą zdobyć miejsca w parlamencie?
- Kto jest liderem partii TISZA?
- Jakie są szanse opozycji na wygranie wyborów?
Ośrodki badawcze związane z partią Orbana wskazują na jej rosnącą przewagę nad największą konkurentką partią — centrową i proeuropejską TISZĄ. Natomiast te bliższe opozycji odnotowują stabilizację notowań dwóch największych ugrupowań. Łącznie średnie sondażowe Fideszu i TISZY zbliżają się do siebie. Pozostałe ugrupowania są pod lub w okolicach progu wyborczego — 5 proc.
Boisko Fideszu
Trzeba tutaj zaznaczyć, że Orban od wielu lat ustawiał ordynację wyborczą pod siebie. Większość posłów wybiera się w jednoturowych okręgach jednomandatowych, co premiuje największe partie. Od 2024 r. zmieniono granice niektórych z nich, co ma według opozycji jeszcze bardziej faworyzować Fidesz. W dodatku zlikwidowano dwa okręgi w jedynym pewnym bastionie opozycji — Budapeszcie, a utworzono na obszarach wokół miasta. Nietrudno zgadnąć, kto ma tam przewagę.
Głosować w wyborach mogą Węgrzy mieszkający za granicą. W poprzednich wyborach Fidesz zgarnął 94 proc. ich głosów. Orban dużo zainwestował w poparcie mniejszości węgierskiej na Słowacji, w Rumunii czy w Serbii. Dzięki aparatowi władzy ma o niebo większe możliwości niż opozycja. Chociaż lider TISZY Peter Magyar stara się w kampanii zmienić ten stan rzeczy.
W rezultacie opozycja musi wygrać z Fideszem o co najmniej 3-5 pkt proc przewagi, by mieć szansę na większość rządzącą. Jednak do prawdziwych zmian trzeba 2/3 mandatów, gdyż Fidesz mocno okopał się w aparacie państwowym i wprowadził zaporowe progi w głosowaniach w parlamencie.
Na razie średnia sondażowa na połowę stycznia daje TISZY ok. 45 proc. głosów, a Fideszowi ok. 42 proc. Widać też zbliżanie się poparcia obu ugrupowań.
Quinnnnnby / Wikipedia
Średnia sondażowa na Węgrzech na 17 stycznia 2025 r
Nietrudno zauważyć, jak nikłe poparcie mają pozostałe partie opozycyjne. Z wyborów wycofało się już pięć z 11 komitetów, które startowały w ostatnich ogólnokrajowych wyborach — do Parlamentu Europejskiego w 2024 r. Łącznie zdobyły one wtedy ponad 6 proc. głosów. Głosów, które mogą być kluczowe dla wygrania 12 kwietnia.
TISZA zdobyła w tamtych wyborach prawie 30 proc. głosów, najwięcej ze wszystkich partii opozycyjnych, a były to jej pierwsze wybory. Sama partia powstała w 2021 r., jako ruch oddolny, na uboczu głównej opozycji. Gdy do jej szeregów dołączył Peter Magyar nabrała ona niespotykanej od dawna na Węgrzech dynamiki. Zaczęły się demonstracje, spotkania w całym kraju, duża ofensywa w mediach społecznościowych. Tego wszystkiego stara skłócona opozycja nie umiała.
MTI / PAP
Demonstracja TISZY z grudnia 2025 roku
Topniejąca konkurencja
Wśród rezygnujących ugrupowań oprócz trzech mini partii: MEMO, MMN byłego lidera zjednoczonej opozycji z wyborów 2022 r. Petra Marki-Zaya oraz 2RK byłego lidera Jobbika, znajdują się też dwa filary starej opozycji.
Zieloni z LMP, partii, która mimo rozłamów i silnej konkurencji na lewicowej opozycji przez lata zachowywała samodzielność i swoje grono oddanych wyborców, ogłosili w zeszłym tygodniu, że wycofują się z wyborów. Nie chcą przeszkadzać większym partiom — w domyśle TISZY — w pokonaniu głównego konkurenta. Taką samą decyzję, jeszcze w zeszłym roku, podjęli liberałowie z Momentum.
Bardzo pewne jest, że wyborcy tych partii zdecydują się poprzeć TISZĘ. Ważny jest też rozkład poparcia wyborczego. LMP i Momentum mają nadal bardzo wysokie poparcie w Budapeszcie. Ich rezygnacja powinna zapewnić TISZY spokój na tym odcinku kampanijnego frontu.
W grze nadal są inne partie. Na lewicy mamy postkomunistyczną MSZP, której to Fidesz odebrał władzę w 2010 roku oraz centrolewicową DK. Demokratyczna Koalicja przez wiele lat była główną siłą opozycyjną w kraju. Teraz jednak coraz mniej prawdopodobne jest, że przekroczy próg wyborczy. Z kolei MSZP, która w pierwszej dekadzie XXI w. zgarniała po 40 proc. głosów, notuje w sondażach wyniki w okolicach 0 proc. Jeszcze w eurowyborach w 2024 r. obie partie w koalicji z rozłamowcami z LMP uzyskali prawie 9 proc. głosów. Patrząc na ich szanse wyborcze, możliwe, że oni też zrezygnują ze startu.
arpasi.bence / Shutterstock
Plakat eurowyborczy koalicji MSZP-DK-Dialogu z 2024 roku
Na taki krok zapewne nie zdecydują się dwie inne partie, które uzyskują wyniki w okolicach progu wyborczego. Prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny (MHM) plasuje się na prawo od Fideszu. Założyli go radykalni działacze bardzo silnej niegdyś partii Jobbik, która teraz znajduje się na marginesie polityki. MHM najpewniej przekroczy próg i będzie jedyną obok Fideszu i TISZY partią w parlamencie.
W okolicach 3 proc. plasuje się kuriozalna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach. Sama nazwa wskazuje, z jaką partią mamy do czynienia. W 2010 roku propagowała hasło „Mniejszych Węgier” oraz postulowała wprowadzenie dwóch zachodów słońca. Ta partia absurdu ma jednak pewne poparcie w bastionach opozycji i jej głosy mogą być w niektórych okręgach wyborczych dość ważne.
12 kwietnia być może dojdzie do zmiany warty nad Balatonem. Ale na razie widać, że Orban zrobi wszystko, by zachować władzę. A poprzednie wybory, zwłaszcza w 2022 r. pokazały, że umie po mistrzowsku poprowadzić kampanię. Na pewno czeka nas zażarty pojedynek, którego rezultat wpłynie na całą Europę, w tym Polskę.