— Wiesz, że sytuacja jest zła, kiedy zamyka się biuro Nowej Poszty — mówi Władysław Pinczuk, dowódca artylerii 241. brygady, wspominając o firmie pocztowej, która stała się filarem ukraińskiego życia podczas wojny [zajmuje się świadczeniem usług pocztowych, kurierskich i logistycznych]. W jego rodzinnej miejscowości Kuszuhum, położonej 18 km na południe od Zaporoża, w tym miesiącu zamknięty został lokalny oddział firmy.
Nic dziwnego — biura Nowej Poszty były częstym celem rosyjskich ataków rakietowych i tych z użyciem dronów. W tym regionie południowo-wschodniej Ukrainy Rosjanie z każdym tygodniem robią coraz większe postępy.
Zamknięcie placówki w Kuszuhum jest złowieszczym znakiem dla Zaporoża — ważnego miasta przemysłowego liczącego około 670 tys. mieszkańców.
2 stycznia władze regionalne nakazały ewakuację dzieci z Kuszuhum. W samym mieście wielu mieszkańców bagatelizuje jednak ostatnie postępy Rosjan. — Niektórzy są przerażeni — mówi politolog Roman Piatigorets. Dodaje jednak, że „większość jest przyzwyczajona do życia w takich warunkach”.
Hanna Duchnowska, zastępczyni przewodniczącego miejskiego centrum reagowania kryzysowego, twierdzi, że nie ma oznak znaczącej fali exodusu. Może się to jednak zmienić. 22 listopada południowa część miasta została po raz pierwszy zaatakowana przez drona FPV krótkiego zasięgu (maszyna ta przesyła obraz na żywo do specjalnych gogli w taki sposób, że daje pilotowi wrażenie, jakby znajdował się na pokładzie maszyny). To sugeruje, że Rosjanie są blisko.
Coraz gorzej
Iwan Fiodorow, gubernator regionu zaporoskiego, twierdzi, że obszar ten jest zagrożony od czasu pełnej inwazji Rosji na Ukrainę, do której doszło prawie cztery lata temu. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy sytuacja się jednak pogorszyła. Walki koncentrują się obecnie w dwóch miejscach — w Hulajpolu, 80 km na wschód od miasta, oraz w wioskach położonych na południe od niego. Władysław Wołoszyn, rzecznik zgrupowania wojsk na południu Ukrainy, twierdzi, że jeśli zostaną one zdobyte przez Rosjan, napastnicy będą mogli rozpocząć ostrzał południowych, wschodnich i południowo-wschodnich przedmieść miasta przy użyciu standardowej artylerii.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
5 km na południe od Kuszuhum leży Małokateryniwka. Znaczna jej część jest już w ruinie. Rosyjskie wojska znajdują się w odległości maksymalnie 7 km od tej miejscowości. Na północ od miasta, 15 minut jazdy samochodem od Zaporoża, leży Bałabyne. W ciągu ostatnich kilku tygodni zbudowano tunel z siatką przeciwdronową, aby chronić główną ulicę miasta. Klapy po bokach zostały podniesione, aby umożliwić ludziom dostęp do sklepów, domów i przystanku autobusowego. Od trzech miesięcy Rosjanie atakują dronami FPV. — Jest ciężko i sytuacja tylko się pogarsza. Niektórzy ludzie wyjeżdżają — mówi Tetiana, kasjerka w jednym z osiedlowych sklepów.
Na początku inwazji w 2022 r. Rosja zajęła trzy czwarte obwodu zaporoskiego, w tym największą w Europie elektrownię jądrową położoną 55 km na południowy zachód od miasta. Na mapie wyświetlanej na ekranie w centrum reagowania kryzysowego Duchnowska wskazuje poziomy promieniowania zgłaszane przez stacje monitorujące. Mówi, że gdyby walki uszkodziły zamkniętą elektrownię i spowodowały wyciek, miasto ma plan ewakuacji około jednej trzeciej ludności, która najbardziej narażona byłaby na ryzyko. Centrum reagowania kryzysowego zajmuje się również uruchamianiem alarmów przeciwlotniczych.
Cel: związać siły i wzbudzić strach
29 grudnia Władimir Putin nakazał rosyjskim siłom zbrojnym zająć nieokupowaną część obwodu zaporoskiego. Major Pinczuk uważa jednak, że nigdy nie zdobędą oni miasta. — Jest zbyt duże — mówi. Twierdzi, że prawdziwym ich celem jest zbliżenie się na tyle, by móc nieustannie atakować je dronami FPV — po to, by wzbudzić strach, sprowokować exodus mieszkańców i wywrzeć presję na Ukraińców, by wystąpili o pokój. Według Piatigoretsa głównym priorytetem Rosji jest obecnie podbój nieokupowanych części Donbasu położonych dalej na wschód. Walki w Zaporożu wiążą ukraińskie oddziały, które w przeciwnym razie mogłyby zostać wysłane do obrony Donbasu.
Według ukraińskich władz w zeszłym roku miasto doświadczyło 90 ataków na infrastrukturę cywilną. Rosyjskie drony i pociski zabiły 12 cywilów i zraniły 400 osób, a także uszkodziły ponad 9000 domów. Atak na sieć energetyczną z 7 stycznia spowodował odcięcie prądu w całym mieście. Duchnowska twierdzi, że Rosjanie zmienili taktykę — przestali używać przerobionych pocisków przeciwlotniczych S300 do ataków naziemnych, jak to robili na początku wojny. Coraz częściej do uderzeń wykorzystują dalekosiężne drony Szahid przenoszące ładunki o masie nawet 90 kg materiałów wybuchowych.
— Moim marzeniem było spędzić ten czas z wnukami — mówi Tetiana. Obecnie jednak mieszkają oni za granicą. Musiała już uciekać ze swojego poprzedniego domu w regionie położonym dalej na wschód. Istnieje ryzyko, że będzie musiała uciekać również z Balabyne.
© The Economist Newspaper Limited, 13 stycznia 2025 r.