Na wstępie artykułu autor przypomina konkretne liczby, wskazując, że nasz napastnik jest trzecim strzelcem w historii Ligi Mistrzów, po Leo Messim (140 goli) i Cristiano Ronaldo (129). Lewandowski ma na swoim koncie 105 trafień w barwach Borussii Dortmund, Bayernu Monachium i FC Barcelony. „To mówi samo za siebie” — podkreśla dziennikarz.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Kolejne miesiące bez bramki w Lidze Mistrzów

Wskazana została również druga statystyka, która wygląda dużo gorzej. A mianowicie: Lewandowski od 9 miesięcy nie strzelił gola w Lidze Mistrzów. Miało to miejsce w ćwierćfinałowym starciu z BVB, gdy doświadczony napastnik dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. „Zdecydowanie za długo jak na nienasyconego „killera”, jakim jest Polak, i zdecydowanie za długo jak na Barcelonę, która desperacko potrzebuje jego trafień i boleśnie odczuwa ich brak w bardzo nierównej fazie ligowej Champions League” — podkreślił Bona.

Robert Lewandowski staje przed doskonałą okazją

Przed „Lewym” doskonała okazja, by w środowy wieczór przełamać ten impas. Ze względu na kontuzję podstawowej „dziewiątki”, Ferrana Torresa, to Polak ma ponownie wziąć na siebie ciężar i odpowiedzialność za gole. Teoretycznie Slavia Praga nie jest nadmiernie wymagającym rywalem. Tym bardziej „otwierają się przed napastnikiem z Warszawy drzwi do wyjściowej jedenastki na oścież. I nie może tej okazji zmarnować — zwłaszcza przeciwko skromnemu rywalowi, który w tej edycji Ligi Mistrzów nie odniósł jeszcze ani jednego zwycięstwa (3 remisy i 3 porażki)” — czytamy w „Sporcie”.

Autor tekstu przyznaje, że to nie jest „łatwy sezon” dla Lewandowskiego. Po 18 latach spędzonych w piłce obecna pozycja Polaka jest „wyjątkowo drastyczna w porównaniu z poprzednim sezonem, gdy miał tylko rok mniej, a jego rola i wpływ na grę zespołu były zdecydowanie większe” — czytamy.

Z powyższą tezą nie ma sensu nawet dyskutować, ponieważ liczby bezdyskusyjnie to potwierdzają. Wystarczy powiedzieć, że w poprzednim sezonie Ligi Mistrzów Polak wpisywał się dziewięciokrotnie na listę strzelców. Obecnie jego dorobek nadal jest zerowy.

Do tego warto dodać, że 37-latek nie rozegrał pełnych 90 minut w tegorocznych rozgrywkach. „Sport” przypomina, że „Lewy” pojawił się w wyjściowej „jedenastce” w starciu przeciwko Newcastle, ale boisko opuścił w 70. minucie. „To kolejny znak rozpoznawczy tego sezonu” — podkreśla autor tekstu.

W poprzednich sezonach strzelał znacznie szybciej

Jak było w poprzednich sezonach w barwach Barcelony? Lewandowski w Barcelonie (2022/2023) rozpoczął grę w Europie w imponującym stylu — napastnik popisał się hat-trickiem w wygranym 5:1 spotkaniu z Viktorią Pilzno na Camp Nou. Rok później, w rozgrywkach 2023/2024, również już na starcie zaznaczył swoją obecność, notując bramkę i asystę w efektownym zwycięstwie 5:0 nad Royal Antwerp. Inaczej wyglądał początek kampanii 2024/2025, gdy w pierwszym meczu nie wpisał się na listę strzelców mimo porażki 2:1 z Monaco, jednak szybko nadrobił zaległości — w kolejnym starciu dwukrotnie pokonał bramkarza Young Boys (5:0), a następnie trafiał do siatki w trzech kolejnych meczach: raz przeciwko Bayernowi oraz po dwa razy w rywalizacji z Crveną Zvezdą i Brestem. Ostatnim akcentem bramkowym Lewandowskiego w tamtej fazie ligowej był dublet zdobyty w pamiętnym, wygranym 5:4 meczu na Estadio da Luz.

W obecnym sezonie Robert Lewandowski ma na koncie 10 goli — 9 w La Lidze oraz jednego w finale Superpucharu Hiszpanii przeciwko Realowi Madrytowi. „Najwyższy czas, by przełamał się również w tej edycji Ligi Mistrzów” — kończy autor tekstu.