Maciej do Białki Tatrzańskiej przyjechał w ubiegłym tygodniu. Zarezerwował noclegi w prestiżowym aparthotelu z basenem i strefą SPA działającym pod nazwą „White Hills — LoftAffair Collection”. Wykupił pobyt na cztery noce. Już po pierwszej otrzymał telefon z recepcji z informacją, że ma się natychmiast wyprowadzić, bo hotel zbankrutował.

Co stało się z turystami, którzy zarezerwowali pobyty w Loft Affair?

Jakie straty poniosą inwestorzy związani z Loft Affair?

Kiedy ogłoszono upadłość Loft Affair?

Jakie problemy mają podwykonawcy Loft Affair?

„Skandaliczne, żenujące postępowanie tego ośrodka. W trakcie zarezerwowanego i opłaconego z góry pobytu (od wtorku do soboty), w środę wieczorem dostaliśmy wiadomość, że »do godz. 11 w piątek mamy opuścić apartament«. Rzekomo zmienił się właściciel budynku i całość ma być zamknięta” — opisuje Maciej, który narzeka, że nie otrzymał żadnej pomocy od firmy zarządzającej obiektem oraz od pracowników recepcji w obiekcie. Tych nie nigdzie nie było.

„Mój wyjazd został zepsuty, proszę sobie wyobrazić szukanie alternatywnego zakwaterowania w Białce z piątku na sobotę w przeddzień ferii Mazowsza. Skipassy opłacone, podobnie kosztowne zajęcia z instruktorem. (…)” — pisze rozżalony turysta.

Mityczny „dochód pasywny” — marzenie bogatych Polaków

W podobnej sytuacji mogą dziś być setki, jeśli nie tysiące osób, które właśnie szykowały się na wyjazd do jednego z hoteli lub apartamentów wynajmowanych przez firmę Loft Affair na Podhalu (Zakopane, Kościelisko, Białka Tatrzańska), Gdańsku, Warszawie czy Krakowie. W sieci pełno jest relacji od osób, którym odwołano opłacone już wcześniej pobyty. Turyści za noclegi zapłacili bardzo duże zadatki lub nawet opłacili pobyt w całości. Mimo to nie uzyskali zwrotu środków.

Polsko-francuska firma Loft Affair działała na kilkukrotnie opisywanym już przez Onet rynku condohoteli i najmu krótkoterminowego. Condohotel to obiekt, w którym każdy pokój ma osobnego właściciela. Ci kupują je najczęściej jeszcze na etapie projektu. Później podpisują z operatorem takiego miejsca umowę na obsługę. Operator sam zatrudnia załogę hotelu (recepcjonistkę, ratowników basenowych, masażystów do strefy SPA, serwis sprzątający, kelnerów czy kucharzy). To operator zajmuje się też reklamą, przyjmowaniem rezerwacji, opłatami za prąd i inne media.

Raz na miesiąc, kwartał czy rok (w zależności od umowy) operator wypłaca właścicielom pokojów ich zarobek. Czasami zdarza się, że jest to po prostu procent od zysku z wynajmu, który jest pomniejszony o prowizję operatora. W niektórych przypadkach właściciele wynegocjowują z kolei stałą umowę „dzierżawy”, z której wynika, że powinni dostawać stałą kwotę niezależnie od tego, czy w takim hotelu byli goście, czy też nie.

Takie inwestycje w ostatnich latach wśród bogatych Polaków były bardzo popularne jako sposób dywersyfikacji dochodów. Obiecywana stopa zwrotu z condohoteli miała być wyższa niż lokata w banku, a dochód miał być pasywny, czyli taki, który od samych inwestorów nie wymagał żadnego wysiłku. Wszystko miał robić za nich operator.

Oszukani inwestorzy

Takim operatorem była właśnie firma Loft Affair. Według ustaleń Onetu w całej Polsce miała w swoim portfolio około 600 pokoi i apartamentów. Czasem były to całe obiekty, innym razem firma wynajmowała w imieniu właścicieli np. zamienione na apartamenty wakacyjne mieszkania w kamienicach np. w centrum Krakowa czy Warszawy.

Z tego, że Loft Affair może mieć kłopoty, większość inwestorów zaczęła sobie zdawać sprawę już w pierwszej połowie 2025 r. Firma zaczęła mieć problemy z regularnym wypłacaniem pieniędzy właścicielom za najem ich pokoi/apartamentów. Przelewy nie przychodziły wcale lub trafiały na konta w ratach. — Zdarzało się, że nie płacili przez kilka miesięcy, ale po tym, jak nasz prawnik napisał do nich pismo, to zaległości, choć w części były regulowane — mówi Jan, właściciel jednego z apartamentów w Krakowie.

— Firma tłumaczyła się, że rozpoczęła jakiś duży projekt budowlany, ma na tym kontrakcie zator płatniczy, ale wszystko wróci zaraz do normy. Część z nas chciała im wierzyć. Zwłaszcza że pod koniec zeszłego roku Loft Affair i jej pani prezes Iwona Kopeć były w bardzo pozytywnym świetle opisywane przez prasę — mówi Władysław, kolejny z właścicieli pokoi, którzy nie dostali swoich pieniędzy.

Władysław przyznaje, że wcześniej dochodziły do niego sygnały, że współpracujący z tą firmą podwykonawcy są również niewypłacani, ale wciąż miał wrażenie, że zważając na wszystko, co się dzieje na rynku Loft Affair to solidny partner. Prezes Iwona Kopeć w ostatnim roku otrzymała dwie ważne branżowe nagrody, co dla wielu zaniepokojonych inwestorów, dawało poczucie, że firma jest jednak w stabilnej pozycji.

— Jaki ja byłem głupi, że nie wypowiedziałem im umowy wcześniej. Przez to zarobili na moich mieszkaniach, jeszcze wynajmując je w okresie sylwestra i świat. Grosza z tego nie mam — mówi inwestor.

Agnieszka ma apartament na wynajem w Kościelisku. Współpracę z Loft Affair zerwała sama 22 grudnia. Próbowała to zrobić długo wcześniej, ale operator nie chciał się na to zgodzić, choć inwestorce zalegał 20 tys. zł. — Umowa pomiędzy nami zakładała, że nie mogę zerwać umowy wcześniej niż 60 dni po ostatnim otrzymanym od nich przelewie. By przeciągnąć tę datę, wysyłali mi przelewami jakieś grosze. Wszystko po to, by wycisnąć dla siebie z moich nieruchomości pieniądze w okresie świąt — tłumaczy w rozmowie z Onetem.

***

Ostatecznie o tym, że operator bankrutuje, wszyscy inwestorzy dowiedzieli się pod koniec zeszłego tygodnia. W czwartek 15 i piątek 16 stycznia inwestorzy otrzymali e-maile, w których de facto Loft Affair wypowiedział im współpracę i przyznał, że jest niewypłacalny.

Szanowni Państwo, Niniejszym uprzejmie informujemy, że spółka Loft Affair, w związku z brakiem możliwości dalszego prowadzenia działalności, zmuszona jest zakończyć świadczenie usług zarządzania nieruchomościami w ramach wynajmu Państwa nieruchomości. Obecnie wszystkie nieruchomości są w trakcie przygotowania do zwrotu. Począwszy od dnia jutrzejszego możliwy będzie odbiór nieruchomości.

W e-mailu nie ma mowy o tym, czy firma kiedykolwiek zamierza rozliczyć się z inwestorami. Nikt z nich nie wie też dokładnie, w jaki sposób ma odebrać klucze do swoich pokoi i apartamentów. Wielu próbuje dzwonić do osób, które opiekowały się danymi lokalizacjami. To byli już pracownicy Loft Affair, którzy sami zostali wyrzuceni z pracy. Firma także im zalega z wypłatą pensji. W wielu przypadkach ludzie ci nie muszą tego robić, ale przekazują właścicielom klucze, które dalej posiadają.

Inwestorzy, którzy nie mieli tyle szczęścia, czekają na kolejne e-maile od Loft Affair, w których mają dostać instrukcje, gdzie znajdą skrzynki depozytowe, do których wrzucono klucze od ich mieszkań. W rozmowie z Onetem przyznają, że wielu z nich boi się tego, co zastanie w pokojach i mieszkaniach, które odbiorą. Istnieje ryzyko, że zostało z nich wyniesione wyposażenie.

— Oczywiście większość z nas wie, że nigdy też już zapewne nie zobaczy choćby złotówki z pieniędzy, które ta firma zarobiła w naszych lokalach — mówi Tomasz, właściciel apartamentu na wynajem w Warszawie. — Mój lokal był niemal cały czas zajęty w święta, sylwestra. Loft Affair zalega mi, a dokładnie mojej firmie około 38 tys. zł. Niektórzy mieli więcej mieszkań na wynajem, więc powinni dostać większe kwoty. W skali całej tej firmy to może być nawet parę milionów złotych tylko dla inwestorów. Strata takich kwot boli, ale większość z nas i tak jakoś to przeżyje. Inwestorzy w condohotele to osoby raczej bogate. Przeżyjemy bez tych pieniędzy — dodaje Tomasz.

Jak tłumaczy Anna, kolejna z osób, które swój apartament oddały do prowadzenia upadającej firmie, część właścicieli, którzy odzyskali już klucze do mieszkań, chcą je powierzyć innemu operatorowi rynku condo lub też wynajmować na własną rękę.

— I pojawi się problem, który może ten biznes rozwalić… — mówi zdenerwowana kobieta. — Kontaktowałam się z Booking.com, bo moje mieszkanie było tam wystawione. I za pośrednictwem Booking.com było sporo rezerwacji, z które ten portal powinien dostać swoją prowizję. Loft Affair najwyraźniej oszukało i tę firmę. Dlatego teraz Booking.com oferty w naszych lokalizacjach zablokował. Nie wiadomo czy pomoże założenie oferty na nowo. Będą miały ten sam adres i firma może automatycznie traktować to jako próbę kolejnego oszustwa i takiej oferty do swojej wyszukiwarki na dopuści. Jeśli tak się stanie, tysiące inwestorów zostanie z pokojami i apartamentami, których nie będzie miało jak wynajmować — martwi się Anna.

***

Wśród inwestorów, z którymi rozmawialiśmy, są też ludzie, którzy nie tylko nie zobaczyli zysków z wynajmu własnych pokoi czy apartamentów, ale też „utopili” w nich dodatkowo nawet kilkaset tysięcy złotych. Spółka Loft Affair prowadziła też usługę Loft Affair LAB. Był to zespół projektantów wnętrz. Inwestor, który kupił pokój czy apartament wprost od dewelopera, mógł oddać go operatorowi w stanie surowym. Ten za dodatkową opłatą sam wykańczał go, wyposażał i dopiero później rozpoczynał wynajem.

Według naszych informacji są osoby poszkodowane, które zapłaciły za taką usługę. Po wszystkim pieniądze zniknęły, a apartament nie jest wyposażony czy wykończony.

Tragiczna sytuacja podwykonawców.

Właśnie tutaj pojawia się trzecia i największa grupa oszukanych. To podwykonawcy Loft Affair i pracownicy samej spółki.

— Jestem właścicielem firmy, która przez wiele lat współpracowała z Loft Affairs przy realizacji licznych inwestycji. Była to współpraca stała, wieloletnia, oparta na wzajemnym zaufaniu i dotychczasowej terminowości rozliczeń — mówi Tomasz, jeden z poszkodowanych podwykonawców. — Sytuacja zmieniła się gwałtownie pod koniec 2025 r. Wtedy zaczęły narastać zaległości w płatnościach za wykonane prace. Obecnie kwota nieuregulowanych faktur w stosunku do mnie wynosi około 200 tys. zł. Na początku grudnia zeszłego roku obiecano nam, że wszystkie zaległości zostaną uregulowane przed świętami Bożego Narodzenia. Termin minął bez jakiejkolwiek wpłaty. Kolejna obietnica brzmiała: wypłata przed sylwestrem. Nie została dotrzymana. Z perspektywy czasu widać, że były to działania, które jedynie odsuwały w czasie konfrontację z rzeczywistą sytuacją spółki — podkreśla rozżalony przedsiębiorca.

Brak zapłat za wykonane usługi uderzył w wielu podwykonawców Loft Affair i ich pracowników. Wielu z nich nie dostało swoich pieniędzy na święta. Tomasz wyjaśnia, że przez Loft Affair podwykonawcy są dziś często na skraju bankructwa.

Jak udało nam się ustalić, firma Loft Affair na chwilę obecną zalega z pieniędzmi dziesiątkom dużych firm, mniejszym przedsiębiorstwom czy osobom prowadzącym działalność jednoosobową. To pracownicy z serwisów sprzątających, konserwatorzy-złote rączki, ekipy budowlane, które wykańczały apartamenty, właściciele zakładów szklarskich, właściciele składów budowlanych, właściciele sklepów z farbami. Na pieniądze czekają właściciele lokalnych pralni. Firma jest na „czarnych listach” u dostawców i producentów mebli.

— W ramach współpracy wykonaliśmy projektowanie i wykonywanie instalacji elektrycznej w czterech dużych kamienicach oraz w wielu mniejszych inwestycjach. Dodatkowo świadczyliśmy usługi serwisowe i awaryjne. Prace dla Loft Affair realizowane były głównie na terenie Krakowa oraz częściowo w Zakopanem — mówi właściciel firmy budowlanej wykańczającej apartamenty pod wynajem. — Podczas realizacji tych inwestycji wielokrotnie dochodziło do sytuacji, w których musieliśmy wstrzymywać wykonywanie prac z powodu braku terminowych płatności za wystawione faktury. Opóźnienia w regulowaniu należności miały realny wpływ na ciągłość oraz harmonogram prowadzonych robót.

„Mali ucierpią najbardziej”

Niemal dokładnie to samo co podwykonawcy, mówią byli już dziś pracownicy Loft Affair. Ci byli zwalniani przez ostatnie pół roku. Najwięcej wypowiedzeń wydano 30 grudnia 2025 r. Po tym dniu w firmie jest zatrudniona już tylko garstka ludzi. Zwolnieni w większości nie otrzymali pensji za kilka miesięcy wstecz. Nie liczą na przysługujące im wynagrodzenie za okres wypowiedzenia.

— W grudniu zwolniono nawet osoby będące na zwolnieniach L4 czy kobiety w ciąży. Wiele osób walczy o pieniądze w sądzie pracy — mówi w rozmowie z nami pracownica z krakowskiego biura Loft Air, które działało na Rynku Głównym. — Pracowaliśmy dla nich bez wypłat, bo wszystkim nam „mydlono oczy”, że firma ma chwilowe trudności i wszystko wkrótce wróci do normy. Okazało się to bujdą. Ale wierzyliśmy szefom, bo wcześniej to był naprawdę fajny pracodawca — dodaje.

Kolejna osoba, która zgodziła się z nami porozmawiać była koordynatorką zespołu architektów wnętrz w Loft Affair LAB. Dokonywała zakupów do wykańczanych mieszkań. Również i ona mówi o setkach poszkodowanych podwykonawców i dostawców i dramacie pracowników. Jej samej były pracodawca zalega 20 tys. zł.

— Kiedy sama chciałam w okolicach zeszłorocznych wakacji odejść, to szefostwo wręcz błagało mnie, bym została, na minimum dwa miesiące i „podomykała” swoje sprawy — mówi Zofia. — Podpisaliśmy na ten czas umowę o dzieło. Przepracowałam ten okres i zwolniono mnie „dyscyplinarnie”. Nie dostałam grosza. Zostałam bez środków do życia i musiałam wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania wraz z dwójką dzieci, które samotnie wychowuję. — Kiedyś to naprawdę był fajny pracodawca. Później w mojej opinii robiono wiele, by pieniądze wyprowadzać a ludziom nie płacić.

Loft Affair przyznaje: mamy problemy i rozważamy różne scenariusze

Onet we wtorek 20 stycznia próbował porozmawiać z Iwoną Kopeć, prezes Loft Affair. Ta obiecała, że najpóźniej w środę spółka wyda oświadczenie w sprawie swojej sytuacji. To nadeszło z kancelarii prawnej reprezentującej firmę.

Loft Affair, w ramach spółki, prowadziła dwa rodzaje działalności. Oprócz wynajmu nieruchomości, który cały czas pozostawał rentowny, Loft Affair zajmował się też projektowaniem i wykańczaniem wnętrz

— pisze Wojciech Budny, radca prawny z kancelarii Leszek Czarny, Wojciech Budny i Wspólnicy sp.k. w Warszawie.

„W odniesieniu do tego drugiego segmentu działalności, w listopadzie i grudniu 2025 r., Spółkę dopadły duże problemy płynnościowe. Pracujemy nad planem wyjścia z nich. Rozważamy różne scenariusze i liczymy w tym zakresie na współpracę ze strony wierzycieli. Jeśli natomiast okaże się, że niezbędne będzie złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, będziemy zmuszeni to zrobić. Niemniej jednak celem nadrzędnym jest możliwie najszersze zabezpieczenie sytuacji prawnej i majątkowej wierzycieli oraz samej Spółki. To wszystko, co możemy na tym etapie, biorąc pod uwagę przeprowadzane analizy, przekazać”

— dodaje mecenas Wojciech Budny.

Jak ustalił Onet, spora grupa osób, które czują się poszkodowane przez pośrednika na rynku condohoteli, zgłosiła już swoje historie na policji. Sprawą ma zajmować się Wydział ds. przestępstw gospodarczych w Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie.

— Potwierdzam, że wpłynęło do nas zawiadomienie od jednej osoby o tym, że mogła paść ofiarą przestępstwa. Miało ono miejsce 12 stycznia. Zgłoszona jest ta firma która świadczy usługi pośrednictwa w najmie. Wiemy, że wkrótce zgłoszeń może być więcej. Prowadzimy sprawę pod kątem ewentualnego oszustwa finansowego — mówi Onetowi kom. Piotr Szpiech.