Bernie Sanders, senator z Vermontu i najbardziej znany lewicowy polityk w Stanach Zjednoczonych, zadał w poniedziałek Trumpowi pytanie retoryczne:

Sanders dobrze wie, że w krajach UE urlop macierzyński jest nawet czterokrotnie dłuższy. Stoi to w ostrym kontraście do popularnego w Ameryce przekonania, że USA to najlepsze miejsce do życia.

Młody człowiek rozpoczyna karierę zawodową z przeciętnym długiem z tytułu opłat za studia sięgającym ok. 200 tys. euro (ponad 845 tys. zł). Gdy po 10 latach go spłaci, młodość dawno minie, a do emerytury jeszcze daleko.

Wszystko to wychodzi teraz na jaw dzięki kryzysowi wokół Grenlandii. A to dopiero początek.

Przeciętny mieszkaniec USA ma ok. 20 lat, by zarobić wystarczająco na opłacenie składek zdrowotnych, gdy pojawią się pierwsze choroby cywilizacyjne.

Znałem panią chorującą na raka, która w wieku 70 lat musiała ciężko pracować, bo ubezpieczenie zdrowotne pochłaniało dwukrotność jej pensji i kończyły się jej całe życiowe oszczędności.

Znałem kobietę, która po porodzie już po trzech dniach siedziała na kasie, bo poród kosztował wtedy ok. 25 tys. dol. (blisko 90 tys. zł, licząc po obecnym kursie wymiany walutowej), a ubezpieczenie niemal nie wchodziło w grę.

Sam otrzymałem rachunek za operację wyrostka robaczkowego na kwotę 30 tys. dol. (blisko 108 tys. zł, licząc po obecnym kursie walutowym). Europejskie towarzystwo ubezpieczeniowe zwróciło mi tę kwotę, ale ile może kosztować przeciętnego Amerykanina zawał serca? A to było 20 lat temu, więc ile to wszystko kosztuje dziś?

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Wniosek jest prosty. USA nie są najlepszym krajem do życia — młodych Amerykanów wyzyskuje się przez czesne, na starość przez opłaty za ubezpieczenie zdrowotne. Tam naprawdę warto mieszkać jedynie w wieku produkcyjnym.

Rozczarowanie Amerykanów, którzy już wcześniej przeżywali zawód z powodu swojego prezydenta, się pogłębia.

Tymczasem Trump — według doniesień agencji Reuters — napisał list do norweskiego premiera. Stwierdził w nim, że ​​skoro Norwegia nie przyznał mu Pokojowej Nagrody Nobla, nie będzie już zabiegał o pokój w sprawie Grenlandii i może zrobić to, co najlepsze dla USA.

Trump zaczyna irytować rozsądnych Republikanów

Tymczasem według „The Guardian” groźba wojny wobec sojusznika z NATO zaczyna niepokoić nawet umiarkowanych członków Partii Republikańskiej. Mike Pence, były wiceprezydent Trumpa w jego pierwszej kadencji, powiedział, że działania prezydenta przeciwko Grenlandii i UE stanowią zagrożenie dla sojuszników USA i NATO. Republikański libertarianin Rand Paul wyśmiał Trumpa w wywiadzie, zaprzeczając jego twierdzeniu, że Grenlandia stanowi „bezpośrednie zagrożenie”.

Republikańska senator Lisa Murkowski oraz senator Republikanów Thom Tillis przygotowali projekt ustawy zakazujący Trumpowi aneksji Grenlandii w jakiejkolwiek formie i twierdzą, że mają wystarczającą liczbę głosów, aby przegłosować ją w obu izbach Kongresu USA. Don Bacon, republikański kongresmen z Nebraski, groził Trumpowi impeachmentem, gdyby faktycznie dokonał inwazji na Grenlandię.

Protest przeciwko Donaldowi Trumpowi w Nuuk, stolicy Grenlandii, 17 stycznia 2026 r.

Protest przeciwko Donaldowi Trumpowi w Nuuk, stolicy Grenlandii, 17 stycznia 2026 r.Getty/Sean Gallup / Staff / Getty Images

Europejskie wartości powinny dodać nam pewności siebie. Zdrajcy tożsamości Europy, w tym premier Czech Andrej Babisz, mogą twierdzić coś przeciwnego, ale biorąc pod uwagę francuski i brytyjski potencjał nuklearny, to Amerykanie powinni nas prosić, abyśmy nie wypędzali ich z Ramstein i Thule [znajdują się tam amerykańskie bazy wojskowe].