— Oprócz tych ideologicznych sporów to chyba nic nas tak nie wkurza, jak ci, którzy zarabiają krocie w Brukseli, a nie wywiązują się z obowiązku płacenia składek. Nie mam nic przeciwko, żeby tę listę wpłat upublicznić — mówi nam jeden z uczestników wyjazdowego posiedzenia klubu PiS, zorganizowanego 7 stycznia w podwarszawskim Sękocinie.

Ten i kilku innych polityków PiS relacjonowało nam wtedy jeden z punktów spotkania, jakim były zaległości w płaceniu partyjnych składek.

Zasada w Prawie i Sprawiedliwości jest taka, że każdy poseł tej partii jest zobowiązany do wpłacania 1 tys. zł. na partię miesięcznie, a w wypadku europosła kwota ta wynosi 5 tys. zł.

Pod koniec ubiegłego roku wokół partyjnej kasy zrobiło się głośno, bo nie dość, że i tak budżet partii został w ostatnich latach nadwątlony, to z jego ratowania uchylała się spora grupa polityków. Największa afera rozgorzała wokół europosła Waldemara Budy, który miał mieć spore zaległości w opłacaniu partyjnych składek.

Ale lista dłużników była znacznie dłuższa. Omawiali ją w podcaście Stan Wyjątkowy Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz. Zgodnie z listą tacy politycy jak Adam Bielan, Michał Dworczyk, Mariusz Kamiński i Dominik Tarczyński nie zapłacili ani złotówki składek. Waldemar Buda miał już po aferze od 13 listopada wpłacić 9 tys. zł. w trzech transzach po 3 tys. zł.

Mariusz Kamiński

Mariusz KamińskiPAP/Wiktor Dąbkowski

Mniej niż powinni, mieli zapłacić też:

  • Arkadiusz Mularczyk (10 tys. zł)
  • Piotr Müller (17 tys. zł)
  • Była premier Beata Szydło (15 tys. zł)
  • Bogdan Rzońca (15 tys. zł)
  • Jadwiga Wiśniewska (20 tys. zł)
  • Joachim Brudziński (30 tys. zł)
  • Małgorzata Gosiewska (20 tys. zł)
  • Maciej Wąsik (25 tys. zł)

Najwięcej mieli zaś wpłacić:

  • Tobiasz Bocheński (45 tys. zł)
  • Marlena Maląg (57,5 tys. zł)
  • Patryk Jaki (60 tys. zł)
  • Jacek Ozdoba (50 tys. zł)

Wściekłość w PiS na „specjalną taryfę”

Europosłowie, których nazwiska zaczęły krążyć po mediach tłumaczyli się, że doszło do pomyłki albo bagatelizowali sprawę. Zaległości Michała Dworczyka skarbnik PiS Henryk Kowalczyk tłumaczył specjalną taryfą ulgową.

— Prezes po osobistej rozmowie z Michałem Dworczykiem zastosował wobec niego taryfę ulgową. Każdy z polityków, który ma okoliczności łagodzące, w tym zasługi dla Polski, ustala z prezesem Kaczyńskim wysokość wpłat na partię — tłumaczył skarbnik, nie precyzując jakie to zasługi.

W partii takie zwolnienia z opłat za „specjalne zasługi” budziły wściekłość.

— W partii jesteśmy wściekli na jawną niesprawiedliwość. Dlaczego ja ze swojej 11-tys. pensji muszę co miesiąc płacić na partię 1 tys. zł, a europoseł, który na czysto z dodatkami zarabia 50 tys. zł, albo więcej, płaci miesięcznie tyle samo? — mówił jeden z rozmówców „DGP”.

Ale bywali i tacy, którzy z partyjnych dłużników kpili.

— Jak Kowalczyk mówił o tych zaległych składkach, Waldek Buda strasznie poczerwieniał — żartował jeden z posłów PiS relacjonujący wyjazdowe posiedzenie. To w Sękocinie prezes PiS Jarosław Kaczyński a wraz z nim skarbnik partii wzywali polityków do uregulowania długów.

Waldemar Buda

Waldemar BudaPAP/Wiktor Dąbkowski

„Widać wzmożony ruch”

Jak mówi nam dziś Henryk Kowalczyk, apel ten podziałał, ale nie na wszystkich.

— Widać wzmożony ruch — opisuje to, co dzieje się na bankowym koncie PiS skarbnik partii. — Widać, że apel podziałał, ale nadal są tacy, który z wpłatami zalegają. Z każdym rozmawiam indywidualnie i różnie tłumaczą tę zwłokę — mówi Kowalczyk.

Henryk Kowalczyk

Henryk KowalczykJakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

— Jakie mają wymówki? — dopytuję.

— A to, że spłacają kredyt, a to, że mają obcięte uposażenie, bo im marszałek Zgorzelski nałożył karę — odpowiada poseł PiS. Kiedy pytamy o najsłynniejszego dłużnika — europosła Budę, Kowalczyk zdradza, że polityk „wpłacił, ale jeszcze nie wszystko”.

Jak mówi, na przełomie stycznia i lutego ponowi apel do tych, którzy wciąż unikają płacenia.