Kiedy wszyscy emocjonowali się rzekomą walką o trzecie miejsce pomiędzy Kotem a Kubackim w Sapporo, Wąsek w spokoju trenował. Prawdopodobnie już ze świadomością, że szykuje się do występu w Predazzo. Kubacki, który zresztą w bardzo eleganckich słowach wypowiadał się na temat braku powołania, zdradził w wywiadzie z Eurosportem, że rozmowy na temat składu na imprezę czterolecia toczyły się… już po zawodach w Zakopanem.
Wybór, który wywołał dyskusję
Dwa tygodnie w skokach to bardzo dużo i to jasne, że w skokach Wąska w tym czasie wiele mogło się zmienić. Zwłaszcza, że wreszcie odpoczął od rywalizacji i mógł skupić się na spokojnych treningach. W tym czasie jego próby widzieli tylko nieliczni, ale niewykluczone, że faktycznie wreszcie zdołał się odbudować i sportowo ta decyzja się wybroni.
Paweł Wąsek (Foto: Tadeusz Mieczyński / EXPA Pictures)
Całe zamieszanie wokół wyboru składu nieco studzi fakt, że niezależnie od nazwiska, mając na uwadze dotychczasowy przebieg sezonu, mówimy prawdopodobnie o zawodniku, który w bardzo optymistycznym scenariuszu, zakręci się wokół 15. czy 20. miejsca. Uważam jednak, że skoro to wciąż wybór, a nie rzucanie kostką, powinien on odbyć się w nieco bardziej transparentnych warunkach.
Szukając argumentu przemawiającego za Wąskiem, trzeba sięgnąć do kryteriów nominacji wyznaczonych przez PZN, a zatem rankingu olimpijskiego, którego zasadność podważano już wielokrotnie. Zakopane? Kubacki stanął na podium w konkursie duetów, a w tym indywidualnym wyżej od Wąska uplasował się Kot. Czy w Sapporo jeszcze toczyła się jakakolwiek walka? Odpowiedź na to pytanie ma w swojej głowie obecnie chyba tylko Maciej Maciusiak.
I o ile trener faktycznie może podeprzeć się argumentacją o kryteriach, niezależnie od tego, czy mają jakikolwiek sens, czy nie, o tyle chyba nikt nie ma wątpliwości, że najbardziej transparentną i optymalną opcją byłoby niewysyłanie Kota i Kubackiego do Sapporo. Zamiast dalekiej podróży, mogli na równi z Wąskiem potrenować na miejscu i wziąć udział w wewnętrznym sprawdzianie.
Maciej Maciusiak miał jednak inną wizję i nam pozostaje mieć nadzieję na odrodzenie Wąska. A to po jego życiowym sezonie pod skrzydłami Thomasa Thurnbichlera może być dla nowego szkoleniowca punktem honoru.