Obietnica Trumpa, że nie użyje siły militarnej, aby odebrać Grenlandię Danii, złagodziła obawy Europejczyków przed najgorszym scenariuszem i spowodowała odbicie na Wall Street. Kilka godzin później, po spotkaniu z przywódcą NATO, prezydent USA ogłosił, że może wycofać się z groźby nałożenia ceł, ponieważ zapewnił „ramy” porozumienia w sprawie Grenlandii, tym samym wycofując się z jednej z najśmielszych zagrywek swojej prezydentury.
Jednak jego ciągłe wyrzuty pod adresem sojuszników, że są „niewdzięczni” za to, że nie przekazali Stanom Zjednoczonym „własności i praw” do tego, co nazwał „kawałkiem lodu”, nie zdołały odwrócić pogłębiającego się przekonania przywódców NATO i innych długoletnich sojuszników, że nie mogą już uważać Stanów Zjednoczonych za wiarygodnego sojusznika.
— Wniosek dla Europy jest taki, że przeciwstawienie się Trumpowi może przynieść efekty. Oczywiście ulgę budzi fakt, że wycofał się z groźby użycia siły militarnej, ale istnieje również świadomość, że może zmienić zdanie — przyznaje anonimowo europejski urzędnik, który był obecny podczas przemówienia prezydenta USA. — Obietnice i oświadczenia Trumpa są niewiarygodne, ale jego pogarda dla Europy jest stała. Będziemy musieli nadal wykazywać determinację i większą niezależność, ponieważ nie możemy już dłużej kurczowo trzymać się złudzenia, że Ameryka jest nadal taka, jaką ją sobie wyobrażaliśmy — podkreślił.
Nagła zmiana stanowiska Trumpa po tygodniach odmowy wykluczenia interwencji zbrojnej nastąpiła dzień po tym, jak szokujące wiadomości z Grenlandii spowodowały gwałtowny spadek na światowych rynkach, powodując utratę ponad 1,2 bln dol. (4 bln 323 mld zł) wartości tylko w indeksie S&P 500. Zmiana polityki prezydenta przypomina podobną sytuację z kwietnia, kiedy to szybko wycofał się z wprowadzenia szeroko zakrojonych ceł po spadku na rynkach związanym z jego polityką.
Jeśli Trump nie zmieni zdania w sprawie użycia sił zbrojnych do zastraszenia Grenlandii i sojuszników USA z NATO, będzie to zwycięstwo dla urzędników administracji, takich jak sekretarz skarbu Scott Bessent, który we wtorek doradzał uczestnikom forum w Davos, aby nie reagowali zbyt emocjonalnie i nie eskalowali konfliktu z Trumpem, zapewniając zaniepokojonych Europejczyków, że wkrótce wszystko się ułoży.
FABRICE COFFRINI/AFP / AFP
Prezydent USA Donald Trump opuszcza centrum kongresowe podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 21 stycznia 2026 r
Groźba użycia siły wydawała się mieć silne poparcie zastępcy szefa personelu Białego Domu Stephena Millera, który w wywiadzie udzielonym w tym miesiącu najsilniej wyraził te pragnienia, twierdząc, że Ameryka jest prawowitym właścicielem Grenlandii i podkreślając, że „prawdziwy świat” to świat „rządzony siłą i potęgą”.
Jednak pomijając Millera, większość postrzegała groźbę użycia siły jako próbę stworzenia dźwigni w ewentualnych negocjacjach. Gdyby Trump zdecydował się na użycie siły militarnej, mógłby spotkać się z oporem ze strony swoich najbliższych sojuszników, takich jak sekretarz stanu Marco Rubio i wiceprezydent J.D. Vance — uważa osoba blisko związana z administracją, która poprosiła o zachowanie anonimowości.
— Czy niektórzy wysocy rangą członkowie administracji rozmawiają ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi ze świata konserwatystów i mediów i w zasadzie mówią: „Tak, nie wiem, dlaczego to robimy”? Oczywiście, ale myślę, że są to rozmowy poufne — przyznaje rozmówca.
„Narracja Trumpa to bzdura”
Europejczycy coraz głośniej wyrażają swoje rosnące obawy. Kiedy Trump przybył w środę po południu do pokrytych śniegiem Alp Szwajcarskich na coroczną konferencję gigantów biznesu i polityki, Zachód pozostawał w napięciu. Atmosfera eskalowała po tym, jak prezydent ogłosił w ostatni weekend, że zamierza podwyższyć cła dla kilku krajów europejskich, które wysłały wojska na Grenlandię w celu przeprowadzenia ćwiczeń wojskowych. W obliczu groźby amerykańskiego prezydenta wobec suwerenności terytorialnej jednego sojusznika i stosowania taktyki ekonomicznego przymusu wobec innych, europejscy przywódcy otwarcie opracowywali strategię odwetu.
Takie podejście stanowiło znaczącą zmianę w stosunku do pierwszego roku urzędowania Trumpa, kiedy to europejscy przywódcy podjęli walkę, ale ostatecznie w dużej mierze zaakceptowali jego warunki. NATO niechętnie zgodziło się zwiększyć wydatki na obronę, przejmując całość obciążenia finansowego związanego z pomocą dla Ukrainy, a Unia Europejska zaakceptowała 15-procentowe cło na wszystkie eksportowane do Stanów Zjednoczonych towary, aby powstrzymać prezydenta przed zerwaniem sojuszu i porzuceniem Ukrainy.
Jednak bezczelne wyzwanie rzucone przez Trumpa Danii w sprawie Grenlandii i szokujące lekceważenie suwerenności terytorialnej Europy stanowiły naruszenie o wiele bardziej niepokojące. Żądanie, aby Dania, niezłomny sojusznik NATO, pozwoliła mu kupić Grenlandię — i do środy podtrzymywanie perspektywy użycia siły militarnej w celu jej przejęcia — groziło przekroczeniem czerwonej linii dla Europy i skutecznym zniszczeniem 80 lat współpracy, burząc strukturę sojuszu, którą Ameryka w dużej mierze zbudowała, aby uniknąć właśnie tego rodzaju imperialistycznych podbojów, na których Trump nagle wydaje się skupiać.
— To nie jest tylko dziwne i trudne do zrozumienia. Graniczy to z czymś nie do pomyślenia i dlatego Europa reaguje inaczej niż przedtem, zanim Grenlandia znalazła się w centrum uwagi — zauważa Charles Kupchan, dyrektor ds. studiów europejskich w Radzie Stosunków Zagranicznych i były doradca prezydenta Baracka Obamy.
Wpisy Trumpa w mediach społecznościowych z ostatniego weekendu, w których ogłosił, że zamierza podwyższyć cła dla krajów europejskich, które wysłały wojska na Grenlandię na ćwiczenia szkoleniowe, wywołały ostrą reakcję szefów państw z całej Europy i spowodowały lawinę prywatnych telefonów i SMS-ów — z których część prezydent udostępnił w mediach społecznościowych — wzywających go do bardziej konstruktywnej współpracy w celu zapewnienia bezpieczeństwa w Arktyce.
Nie powstrzymało to Trumpa przed dalszym potwierdzaniem w środę zamiaru nabycia Grenlandii w drodze negocjacji, mimo że przeważająca większość mieszkańców Grenlandii sprzeciwia się życiu pod kontrolą Stanów Zjednoczonych.
— Nie cieszmy się zbytnio, że wykluczył przemoc, ponieważ było to od początku oburzające — podkreśla drugi europejski urzędnik w Davos. — A jego narracja na temat Grenlandii to bzdura. Należy to głośno powiedzieć — dodaje.
Trump, który spotkał się w środę po południu z europejskimi przywódcami, aby omówić kwestię Grenlandii, zasugerował, że przejęcie przez Stany Zjednoczone ogromnej wyspy położonej między Arktyką a Północnym Atlantykiem leży w najlepszym interesie zarówno Europy, jak i Ameryki. — Tylko Stany Zjednoczone mogą chronić ten gigantyczny, ogromny ląd, ten gigantyczny kawałek lodu, zagospodarować go i sprawić, by był dobry dla Europy i bezpieczny dla Europy — powiedział.
— Możecie powiedzieć „tak”, a my będziemy bardzo wdzięczni, lub możecie powiedzieć „nie”, a my to zapamiętamy — kontynuował.
Nie ma odwrotu
Słowa te nie rozwiały w pełni rosnących obaw demokratycznych przywódców, że świat zmierza w nowym i przerażającym kierunku, oddalając się od dziesięcioleci względnego pokoju i stabilności i powracając do przedwojennej ery globalnych podbojów.
Premier Kanady Mark Carney, przemawiając we wtorek w Davos przed przybyciem Trumpa, stanowczo oświadczył, że nie ma już odwrotu. — Każdego dnia przypomina nam się, że żyjemy w erze rywalizacji wielkich mocarstw — powiedział Carney. — Że porządek oparty na zasadach zanika. Że silni robią, co mogą, a słabi cierpią, bo muszą.
Wzywając demokratyczne narody do podjęcia kroków w celu zmniejszenia ich zależności od Stanów Zjednoczonych i podatności na presję ze strony Białego Domu, Carney wezwał innych przywódców do zaakceptowania nowej rzeczywistości, w której, jego zdaniem, dawny powojenny porządek już nie istnieje. — Powiem wprost: znajdujemy się w środku przełomu, a nie transformacji.
FABRICE COFFRINI/AFP / AFP
Premier Kanady Mark Carney wygłasza przemówienie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 20 stycznia 2026 r.
W środę Trump dał jasno do zrozumienia, że zapoznał się z wypowiedzią Carney’a, nawiązując do zależności Kanady od Stanów Zjednoczonych i sugerując nawet, że jej bezpieczeństwo nadal zależy od amerykańskiej technologii obronnej. — Powinni być nam wdzięczni — mówił. — Kanada istnieje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, kiedy następnym razem będziesz wygłaszać swoje oświadczenia — dodał. Ta ukryta groźba w pewnym sensie mogła podkreślić rację kanadyjskiego przywódcy.
W obliczu ciągłych gróźb podwyższenia ceł ze strony Białego Domu, nawet po tym, jak Trump wycofał się z groźby aneksji kraju, Kanada postanowiła zrównoważyć swoje relacje handlowe z innymi krajami, w tym z Chinami, aby zmniejszyć swoją zależność gospodarczą od Stanów Zjednoczonych.
W Europie przywódcy mogą pójść w jej ślady. W zeszłym tygodniu Bruksela zatwierdziła przełomową umowę o wolnym handlu z blokiem Mercosur krajów Ameryki Południowej, długo oczekiwane porozumienie, które w ostatnich miesiącach stało się jeszcze pilniejsze, aby zapewnić Europie ochronę przed protekcjonizmem Trumpa i przymusowymi środkami gospodarczymi.
W Europie nadal istnieje nadzieja, że Trump ostatecznie zgodzi się na coś innego niż przejęcie Grenlandii przez Stany Zjednoczone, zwłaszcza po jego wyraźnym wycofaniu się w środę z groźby ceł i użycia siły militarnej. Może to obejmować przyjęcie stałej oferty Danii dotyczącej zwiększenia obecności wojskowej Ameryki na wyspie, nie wspominając o umowach o współpracy gospodarczej w celu eksploatacji zasobów naturalnych, które stają się coraz bardziej dostępne w związku ze zmianami klimatycznymi.
Jednak europejscy przywódcy coraz bardziej zdają sobie sprawę, że ich możliwości kontrolowania Trumpa są ograniczone i starają się jak najszybciej ograniczyć swoją zależność od Stanów Zjednoczonych.
„Trump wierzy wyłącznie w siłę”
Anders Fogh Rasmussen, były premier Danii i sekretarz generalny NATO, napisał w tym tygodniu, że nadszedł czas, aby Europa zmieniła swoje stanowisko wobec Stanów Zjednoczonych z bliskiego sojusznika na postawę bardziej nastawioną na samoobronę, charakteryzującą się silniejszym wojskiem i wzajemnymi cłami.
„Trump, podobnie jak Władimir Putin i Xi Jinping, wierzy wyłącznie w siłę” — napisał, porównując prezydenta USA do przywódców Rosji i Chin. „Europa musi być przygotowana na grę według tych samych zasad”.
Groźby Trumpa wobec Danii zburzyły utrwalony od dawna pogląd na temat Stanów Zjednoczonych, że po 80 latach przeciwstawiania się imperialistycznym zdobywcom, od Niemiec Adolfa Hitlera po Irak Saddama Husajna, Waszyngton zawsze będzie stał na czele działań mających na celu egzekwowanie porządku światowego opartego na wspólnych ideałach demokratycznych.
Nagle wysiłki USA zostały skierowane przeciwko długoletnim sojusznikom. — Klejnotem w koronie naszej potęgi i naszej roli w świecie zawsze był nasz system sojuszy — zauważa Jeremy Shapiro, długoletni pracownik Departamentu Stanu w administracji prezydenta Baracka Obamy, obecnie członek Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych w Waszyngtonie.
Shapiro zwraca uwagę, że od zakończenia II wojny światowej Stany Zjednoczone nadal stosowały czasami twardą siłę, zwłaszcza na własnej półkuli. Jednak ogólnie rzecz biorąc, amerykańska polityka zagraniczna w dużej mierze opierała się na miękkiej sile, która, jak podkreśla, „jest znacznie tańsza, znacznie mniej przymusowa, znacznie bardziej moralna i etyczna oraz trwalsza”.
Powrót do prawa dżungli i świata, w którym większe mocarstwa pochłaniają mniejsze, sprawi, że Stany Zjednoczone będą bardziej przypominały Rosję i Chiny — dwa kraje, które według niego zagrażają interesom USA w Grenlandii — i w dłuższej perspektywie staną się słabsze.
— Odejście od naszych sprawdzonych metod na rzecz metod Putina jest gorsze niż przestępstwo — powiedział. — To idiotyzm.