Rano jeszcze demonstracja siły i mocne słowa, wieczorem nagłe wycofanie się: Donald Trump wywołał w Davos dyplomatyczny zawrót głowy.
Podczas Światowego Forum Ekonomicznego amerykański prezydent grzmiał na temat Grenlandii, ceł i roszczeń własnościowych. Kilka godzin później nastąpił zwrot o 180 stopni: brak karnych ceł wobec Europy, „ramy porozumienia” z NATO. Na razie można więc odetchnąć z ulgą.
Oficjalnie Trump przedstawia tę zmianę kursu jako wynik sprytnych negocjacji. Jednak przy bliższym przyjrzeniu się widać inną prawidłowość: prezydent USA nie zmienił zdania z własnej woli — został powstrzymany.
Tym razem Europa zareagowała inaczej niż zwykle. Zamiast irytacji i bierności szybko pojawił się opór. UE i NATO dały za kulisami jasno do zrozumienia, że nie zaakceptują nowych amerykańskich ceł. Dla Trumpa, który lubi wykorzystywać swoją władzę w dwustronnych pojedynkach, ta jedność była czymś niezwykłym — i niebezpiecznym. Dyplomaci obecni w Davos powiedzieli stacji Sky News, że ton wobec Waszyngtonu był ostrzejszy niż podczas poprzednich eskalacji.
Po raz pierwszy otwarcie padło też pojęcie, które zostało dokładnie zarejestrowane w Waszyngtonie: bazooka handlowa. Chodzi o tzw. instrument przeciwdziałania przymusowi UE, który pozwala jej karać państwa stosujące presję gospodarczą jako środek politycznego szantażu.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas przemówienia w czasie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, 20 stycznia 2026 r.FABRICE COFFRINI/AFP / AFP
W przeciwieństwie do klasycznych ceł odwetowych, instrument ten może wykraczać daleko poza handel: obejmuje ograniczenia inwestycji, wykluczenie z zamówień publicznych, ograniczenia w zakresie usług lub własności intelektualnej. Krótko mówiąc: UE mogłaby celowo uderzyć w wrażliwe sektory amerykańskiej gospodarki.
Kiedy rynki stają się nerwowe
Równolegle zareagowały rynki finansowe. Po agresywnych wypowiedziach Trumpa amerykańskie giełdy zanotowały spadki, a rentowności obligacji skarbowych wzrosły. W Waszyngtonie doskonale wiadomo, co to oznacza: Europa posiada biliony amerykańskich papierów dłużnych i już sama perspektywa politycznych napięć może spowodować wzrost kosztów finansowania Stanów Zjednoczonych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Trump nauczył się tej lekcji już podczas swojej pierwszej kadencji. Kiedy rynki drżą, jego chęć eskalacji często kończy się szybciej, niż jego doradcy zdążą zareagować.
Również tym razem sygnał był jasny: wojna handlowa z Europą uderzyłaby nie tylko w partnerów, ale i w samą Amerykę. Nawiasem mówiąc, wkrótce po ogłoszeniu „porozumienia” indeks Dow Jones wzrósł o 588 punktów.
NATO jako hamulec bezpieczeństwa
Jednak prawdziwym punktem zwrotnym była rozmowa z Markiem Rutte, sekretarzem generalnym NATO. Rutte odciągnął Trumpa od wielkich gestów i skierował jego uwagę na fakty. Stany Zjednoczone już dziś mają szerokie uprawnienia na Grenlandii, zapisane w umowie z Danią z 1951 r. Obecność wojskowa, rozbudowa infrastruktury, współpraca w zakresie bezpieczeństwa — wszystko to jest możliwe.

Prezydent USA Donald Trump (z prawej) rozmawia z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte w Davos, 21 stycznia 2026 r.Mandel Ngan/AFP / AFP
Wzorem ma być tu tzw. model cypryjski: bazy lotnicze Akrotiri i Dhekelia na Cyprze do dziś należą do Wielkiej Brytanii.
Natomiast bezpośrednie roszczenia własnościowe byłyby trudne do przeforsowania politycznie i ryzykowne strategicznie. Znalezione „ramy” pozwalają Trumpowi zachować twarz, nie prowokując nowego kryzysu transatlantyckiego.
Kraj, którego nie da się kupić
Co więcej, Grenlandia nie jest sklepem samoobsługowym. Zasoby naturalne znajdują się głęboko pod lodem, ich wydobycie jest niezwykle kosztowne, a infrastruktura ograniczona. Jeszcze ważniejsza jest atmosfera na miejscu. Wielu Grenlandczyków uważa ton Trumpa za protekcjonalny i kolonialny. Zamiast wzbudzać entuzjazm wobec inwestycji, wzmacnia on nieufność.
Nawet amerykańscy eksperci ostrzegają, że jeśli Waszyngton będzie traktował Grenlandię jak geopolityczne trofeum, w dłuższej perspektywie sam sobie zaszkodzi. Ponadto również w Stanach Zjednoczonych pojawia się sprzeciw wobec planów Trumpa. Według sondażu Agencji Reutera tylko co piąty Amerykanin popiera fantazje prezydenta o ekspansji.
Pozostaje pytanie, na ile trwałe jest wycofanie się Trumpa. Doświadczenie każe zachować ostrożność. Zbyt często prezydent USA wycofywał się z gróźb, by wkrótce znów do nich powrócić. Ukuło się już nawet na ten temat złośliwe określenie: TACO — „Trump always chickens out” (Trump zawsze tchórzy). Również tym razem zmiana stanowiska wydaje się bardziej taktyczną pauzą niż prawdziwą zmianą strategii.