W czasie gdy świat obserwował wywołany przez prezydenta USA Donalda Trumpa kryzys grenlandzki, Rosja brutalnie wykorzystała to zamieszanie. Nieustanne i intensywne ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną spowodowały w tym tygodniu kolejne przerwy w dostawach prądu w całym kraju. W szczególności dotknęły one Kijów.
— Jest to strategiczne odwrócenie uwagi, które przybrało ogromnie szkodliwy wymiar — ostrzegł Wolfgang Ischinger, wieloletni przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.
We wtorek Rosja wystrzeliła około 470 dronów i 47 pocisków manewrujących w kierunku Ukrainy, a z nich trafiło w stolicę. — W Kijowie ponad milion odbiorców pozostaje bez prądu — poinformował we wtorek wieczorem prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w wiadomości wideo.
Rosyjskie ataki spowodowały, że połowa miasta pozostawała bez prądu, ogrzewania i wody. Jak powiedział mer Kijowa Witalij Kliczko, miasto znalazło się na skraju katastrofy humanitarnej. Według Kliczki w styczniu miasto opuściło już 600 tys. mieszkańców. Liczba ta opiera się na danych zebranych z sieci komórkowej.
Mer wezwał pozostałych mieszkańców do ucieczki, „jeśli są w stanie”. Według Kliczki we wtorek 5600 bloków mieszkalnych było pozbawionych ogrzewania. Wiele z tych budynków zostało niedawno ponownie podłączonych do sieci po poprzednich atakach.

Namioty służb ratowniczych ustawione dla osób, które nie mają prądu ani ogrzewania, Kijów, 20 stycznia 2026 r.Roman PILIPEY / AFP / AFP
Władze są zmuszone do opróżniania centralnego systemu ogrzewania i wodociągowego miasta, aby zapobiec zamarznięciu i pęknięciu rur w temperaturach sięgających nawet minus 18 stopni, poinformował Kliczko. Ostrzegł również przed niebezpieczeństwem epidemii w mieście w związku z pękającymi rurami kanalizacyjnymi. Jeśli sytuacja humanitarna w Kijowie i innych miastach Ukrainy będzie się nadal pogarszać, Europa może być zmuszona przygotować się na nową falę uchodźców.
W rzeczywistości Moskwa wykorzystała surową zimę, aby wywołać prawdopodobnie najpoważniejszy kryzys humanitarny od początku pełnej inwazji cztery lata temu. „Putin wykorzystuje zimno jako broń przeciwko cywilom, a świat tylko się temu przygląda” — skomentowała ukraińska ekspertka ds. bezpieczeństwa Maria Avdeeva na X.
Rosja przez całą wojnę prowadził kampanię z użyciem broni dalekiego zasięgu, „celowo atakując ukraińskich cywilów i infrastrukturę energetyczną, co w nieproporcjonalny sposób wpływa na ludność cywilną, a w ostatnich miesiącach nasiliła te ataki” — podaje Instytut Studiów nad Wojną (ISW) w swoim najnowszym raporcie.
Armia rosyjska stosuje taktykę zmasowanych ataków, aby wyrządzić w Ukrainie jak największe szkody. „Podkreśla to, jak niezwykle ważna jest pomoc Zachodu w celu wsparcia zdolności Ukrainy w zakresie obrony przeciwlotniczej”, twierdzi ISW. „Dotyczy to zwłaszcza systemów przeciwlotniczych Patriot produkowanych w USA, które są w stanie skutecznie przeciwdziałać zagrożeniu ze strony rosyjskich rakiet balistycznych”.
Opuszczona przez sojuszników
Według Wołodymyra Zełenskiego Ukraina otrzymała nową dostawę pocisków Patriot dopiero 18 stycznia, i już zostały one użyte do zwalczania ostatnich rosyjskich ataków. Jednak Ukrainie coraz trudniej jest skłonić partnerów do zapewnienia odpowiednich dostaw. — W czasach, gdy ginie tak wiele osób, nadal musimy walczyć o uzyskanie wszystkich tych pocisków do różnych systemów obronnych — powiedział Zełenski. — Błagamy o nie, próbujemy wymusić wszystko siłą.
Jest to prośba skierowana przede wszystkim do Europy, po tym jak wsparcie ze strony USA zostało wycofane. Jednak kontynent był ostatnio całkowicie zajęty odpieraniem ataków prezydenta USA Donalda Trumpa, który obrał sobie za cel przejęcie Grenlandii, terytorium należące do członka NATO.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Po porozumieniu osiągniętym podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w środę wieczorem Europa odczuła początkowo wielką ulgę, ale szkoda została już wyrządzona. Nie tylko stosunki transatlantyckie ucierpiały w wyniku tego sporu. Również Ukraina poczuła się opuszczona przez swoich sojuszników.
— Prawdziwą tragedią cyrku wokół Grenlandii jest to, że odwraca on uwagę i energię od Ukrainy — zauważył Wolfgang Ischinger, wieloletni przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, jeszcze przed osiągnięciem porozumienia z prezydentem USA Trumpem. — Jest to strategiczne odwrócenie uwagi, które przybrało ogromnie szkodliwy wymiar — dodał.
Również sekretarz generalny NATO Mark Rutte, który miał odegrać wiodącą rolę w łagodzeniu debaty na temat Grenlandii, podkreślił w Davos, że sytuacja w Ukrainie musi być priorytetem sojuszu, a dopiero potem można dyskutować o Grenlandii.
W rzeczywistości Trump pomaga Rosji na dwa sposoby: wywołując niepokój w NATO, co z radością przyjmują propagandyści w Moskwie, oraz osłabiając determinację Zachodu do wspierania Ukrainy.
Ryzykowna gra Kremla
Rosja wykorzystuje tę sytuację na swoją korzyść — i prowadzi szczególnie ryzykowną grę. W połowie stycznia ukraińskie służby specjalne ostrzegały już przed scenariuszem, który obecnie realizuje armia rosyjska: atakami na podstacje przy reaktorach atomowych w celu przerwania dostaw energii elektrycznej niezbędnej do bezpiecznego funkcjonowania elektrowni.
Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) poinformowała, że operacje wojskowe spowodowały uszkodzenia stacji transformatorowych, które mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa jądrowego w Czarnobylu. Ostatnie ataki spowodowały odcięcie całego zasilania elektrowni — po raz drugi od 12 stycznia.

Pracownicy stoją przy panelu sterowania czwartego bloku energetycznego elektrowni jądrowej w Czarnobylu, 22 grudnia 2025 r.tetiana DZHAFAROVA / AFP / AFP
Szef MAEA Rafael Grossi oświadczył wcześniej, że od tego dnia we wszystkich pięciu elektrowniach atomowych w Ukrainie miały miejsce działania wojskowe lub ogłoszono alarmy lotnicze. Świadczy to o tym, że Rosja systematycznie atakuje te obiekty, co stanowi poważne naruszenie międzynarodowego prawa humanitarnego.
W tym kontekście zaproszenie przez Trumpa prezydenta Rosji Władimira Putina do jego nowej międzynarodowej Rady Pokoju musi brzmieć w Ukrainie jak okrutny żart.
Istnieje jednak nierozerwalny związek między sytuacją w Ukrainie a kwestią Grenlandii: głównym argumentem Trumpa za przejęciem wyspy jest jej strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa w Arktyce w kontekście obrony przed potencjalnym zagrożeniem ze strony Rosji (i Chin).
Eksperci podkreślają jednak, że najlepszym sposobem na odstraszenie Rosji w tym regionie byłaby bolesna porażka Moskwy w Ukrainie, która zniechęciłaby Putina do dalszych militarnych eskapad. Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet w Tromso wykazało, że od początku wojny w Ukrainie prowokacje w Arktyce znacznie się zmniejszyły.
Obecnie nie wygląda jednak na to, aby Rosja poniosła porażkę, ale nie wygląda też na to, aby Ukraina odniosła zwycięstwo. Sytuacja na froncie jest w dużej mierze patowa, armia rosyjska posuwa się naprzód, ale bardzo powoli.
W Davos Trump ponownie wezwał do zakończenia wojny — i wyraził swoje niezadowolenie z braku postępów w tej kwestii. — Co Stany Zjednoczone otrzymują w zamian za całą tę pracę, wszystkie te pieniądze, poza śmiercią, zniszczeniem i ludźmi, którzy nie doceniają tego, co robimy — powiedział prezydent USA w swoim przemówieniu w środę.
Wyraził też frustrację zarówno wobec Putina, jak i Zełenskiego. — Myślę, że są teraz w punkcie, w którym mogą się spotkać i osiągnąć porozumienie. A jeśli tego nie zrobią, to są głupi — dotyczy to obu — stwierdził Trump.
W czwartek prezydent USA spotkał się w Davos z Zełenskim. Po rozmowie powiedział, że odbył „dobre spotkanie” z prezydentem Ukrainy, lecz przyznał, że wciąż jest „długa droga” do zakończenia wojny. Jego przesłanie do Władimira Putina brzmiało: „wojna musi się skończyć”.