Anna Kalinska od lat uchodzi za jedną z najbardziej nieprzewidywalnych postaci kobiecego touru. Z jednej strony potrafi grać tenis na poziomie ścisłej światowej czołówki, z drugiej – regularnie przegrywa z własnym ciałem.
Podopieczna Patricii Tarabini – byłej argentyńskiej tenisistki – od lat zmaga się z problemami zdrowotnymi. Kontuzje, kreczowanie w trakcie spotkań czy wycofywanie się z turniejów stały się w jej przypadku niemal codziennością. W tenisowym środowisku coraz częściej mówi się potocznie, że Kalinska „ma ciało ze szkła”.
ZOBACZ WIDEO: Ewa Pajor wyróżniona. Nie miała sobie równych!
Trudno zliczyć wszystkie urazy, które zahamowały jej rozwój, mimo że najwyżej w karierze była notowana na 11. miejscu w rankingu WTA. Wystarczy spojrzeć na jej występy w turniejach wielkoszlemowych. Podczas Wimbledonu 2024 poddała mecz 1/8 finału z Jeleną Rybakiną z powodu problemów z dłonią. Z kolei z Australian Open 2025 wycofała się w ostatniej chwili po kontuzji odniesionej w turniejach poprzedzających Wielki Szlem.
Lista dolegliwości jest dłuższa: problemy z barkiem, udem, nadgarstkiem. Każdy turniej to dla Kalinskiej znak zapytania – nigdy nie wiadomo, czy jej organizm wytrzyma intensywność rywalizacji na najwyższym poziomie.
Rosjanka przed jednym z ostatnich meczów z Igą Świątek zrobiła niemałe zamieszanie w mediach społecznościowych. Kalinska otwarcie skrytykowała planowanie spotkań przez WTA, sugerując, że światowa federacja faworyzuje zawodniczki z czołówki rankingu.
„Jak oni mogą oczekiwać, że sportowcy osiągną najlepsze wyniki, skoro harmonogram jest tak niesprawiedliwy? W jaki sposób turniej oraz WTA oczekują ode mnie odpowiedniej regeneracji i utrzymania rytmu snu, który jest jednym z najważniejszych aspektów? Wydaje się to trochę jednostronne” – napisała na swoim profilu na Instagramie.
Paradoksalnie Rosjanka największy szacunek wielu kibiców zyskała jednak nie tylko grą, ale postawą poza kortem. Otwarcie sprzeciwiła się Władimirowi Putinowi po agresji Rosji na Ukrainę, co w przypadku sportowca z tego kraju wymagało ogromnej odwagi.
W ostatnim roku Kalinska zrobiła furorę również na zupełnie innej płaszczyźnie. Tym razem nie chodziło ani o jej grę, ani o głośny – i już nieaktualny – związek z liderem rankingu ATP Jannikiem Sinnerem. Gwiazdą mediów społecznościowych został… jej pies. Podczas turnieju w Waszyngtonie zwierzak dwukrotnie wbiegł na kort tuż po zwycięskich meczach Kalinskiej z Emmą Raducanu i Clarą Tauson, kradnąc show i sympatię kibiców.
Przed sobotnim meczem w Melbourne kluczowe pytanie brzmi: w jakiej dyspozycji fizycznej jest Kalinska? Jeśli Rosjanka wytrzyma tempo i presję, kibice mogą liczyć na emocjonujące widowisko. Tenisistki powinny wyjść na kort Margaret Court Arena o godzinie 9:00 czasu polskiego.